Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5237
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2013

Kto jest matką moją?

Wczoraj, w niedzielę w naszym zborze mieliśmy gościa – pastora Andrzeja M. Powiedzieć o nim gość naszego zboru, to za mało, to nasz przyjaciel, nasza krew.  Tyle, że to nie  nasza krew, a Jezusowa.
Brat Andrzej przywiózł ze sobą niespodziankę, swój dar, swoje przemyślenie. Oparł się na Objawieniu Św. Jana, na liście do zboru w Filadelfii (Obj.3,8): Znam uczynki twoje, oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc (sic! – podkreślenie moje), jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia.
Opowiadał nam o tym, że Bóg naprawdę niewiele od nas wymaga. Nie wymaga szkół, przygotowania, samopoświęcenia. Pragnie – a nie wymaga – miłości, ale takiej bożej, oderwanej od ciała, bezinteresownej. Czym to skutkuje? Tu zaczyna się opowieść o tym, co zrozumieliśmy, co zrozumiałem ja.
W Objawieniu Św. Jana jest siedem listów do zborów. Sześć to napomnienia, jeden, do zboru w Filadelfii jest taki fajnie strawny, sympatyczny. Niemniej wszystkie niosą ze sobą niesamowitą obietnicę (a to już komentarz mój, Tomka z Bielska – Białej).
List do zboru w Efezie (Obj.2,7): Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym. List do zboru w Smyrnie (Obj.2,11)…Zwycięzca nie dozna szkody od drugiej śmierci. (pierwsza śmierć to śmierć ciała, druga śmierć to brak zbawienia – przypis mój). List do zboru w Pergamie (Obj.2,17)…Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane NOWE IMIĘ…List do zboru w Tiatyrze (Obj.2,26). Zwycięzcy i temu, kto pełni aż do końca uczynki moje, dam władzę nad poganami. List do zboru w Sardes (Obj.3,5) Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe, i nie wymażę imienia jego z księgi żywota, i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami. List do zboru w Filadelfii (Obj.3,12) Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już z niej nie wyjdzie…List do zboru w Laodycei (taki odpowiednik każdego żywego zboru): Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie…
Uff! Skąd takie obietnice, skąd taka wiara Boga w Nas, skąd takie szanse?
Przyszła do Jezusa Maria z Jego braćmi (Mat.12,46 – 50) chcąc z nim porozmawiać. Drzwi zamknięte. Naucza. Przyszli uczniowie: oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze ( w Bielsku i Krakowie powiedziano by na polu) i chcą z tobą mówić. On odrzekł – któż jest moją matką? I kto to bracia moi? I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim rzekł: Oto matka moja i bracia moi! Albowiem ktokolwiek czyni wolę ojca mojego, który jest w niebie, ten jest moim bratem i siostrą, i matką.
Dlatego moje rodzone siostry nie miejcie żalu. Każdy z nas kocha swoją rodzinę, ale też czasem musi wybrać między ciałem a duchem. Ideałem jest mąż i żona, którzy w dniu codziennym spajają swój związek rozmowami i świadectwem o Bogu. Niemniej Bogu nie chodziło o idealne małżeństwa, tylko o człowieka… A jak ich będzie dwójka, to tym lepiej.
W naszym zborze od dwóch lat jest „zajefajny” człowiek, Wojtek. Zajefajny to takie hasło młodzieżowe. Pochodzi z twardej, katolickiej rodziny Górali. Jego tata pisze wiersze – nie byle kto, przewodnik tatrzański, poeta, 80 – latek, 120 pompek na minutę… A te wiersze są przede wszystkim o Bogu.
Julian Staniewski. „Kiedy góry sieją wiersze”.
„Gdy skona czas”
W każdej sekundzie
umierają ludzie-
-rodzą się ludzie.
W każdej sekundzie
ginie kropla-
-powstaje kropla.
W każdej sekundzie,
póki Kosmos oddycha,
umiera gwiazda-
-rodzi się gwiazda.
Bo stworzenie świata
ciągle trwa.
Bóg nie odpoczął
tak naprawdę,
a siódmy dzień nastanie,
gdy skona czas.

Bóg nigdy nie odpoczął, przynajmniej nie od Nas. Cały czas czuwa nad nami, prowadzi, sprawia, że mamy wybór – zwycięstwo i Życie, lub pat i życie… Cały czas o Nas walczy. Dał nam Syna, serce, zrozumienie, poczucie dobra, dar widzenia Jego działań w dniu codziennym…
W Ewangelii św. Mateusza (Mat. 6,19-21) czytamy: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. ALBOWIEM GDZIE JEST SKARB TWÓJ – TAM BĘDZIE I SERCE TWOJE. Więc co jest naszym skarbem, czym żyjemy, co jest ważne?  Dla mnie Życie – życie w zrozumieniu i w zgodzie z Bogiem.  Z tego mam siłę,  siłę do życia i do miłości.

Co Ci mogę dać?

Dawno, dawno temu, kiedy byłem dużo młodszy i dużo szczuplejszy szukając Boga uczęszczałem na Oazę. Tamtejszy wikary opiekujący się tą grupą określał ją mianem rozmodlonego towarzystwa. Specyficzne towarzystwo. Panowała w nim jakaś taka wewnętrzna rywalizacja, rywalizacja o to, kto częściej chodzi na mszę (liderzy chodzili 2 razy dziennie), kto był na większej ilości pielgrzymek, kto zna więcej pieśni, kto może dać z siebie więcej Bogu…Do dzisiaj spotykam ludzi, którzy są dumni z wielkości swojej ofiary dla Boga, którzy zbierają do naszyjnika paciorki swojej wiary.

Tymczasem w Księdze Izajasza w 66 rozdziale czytamy: „Tak mówi Pan: Niebo jest moim tronem, a ziemia podnóżkiem moich nóg:  Jakiż to dom chcecie mi zbudować i jakież to jest miejsce,gdzie mógłbym spocząć?

Więc może jednak inaczej? Czy widzimy i czujemy, jak wiele możemy wziąć?

Było dwóch ludzi. Jeden przykuty do łóżka, chorujący od 38 lat (sic!) i czekający na poruszenie się wody w sadzawce Betesda (wtedy mógłby odzyskać zdrowie) oraz drugi, ślepy, żebrzący przy drodze prowadzącej do Jerycha (Jan 5; 1-8, Łuk 18; 35 – 43). Obydwaj mieli okazję poznać Jezusa. Osobiście. Pierwszemu Chrystus zadał pytanie: chcesz być uzdrowiony?  Ten zamiast konkretnie odpowiedzieć zaczął narzekać: „Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki,gdy woda się poruszy; zanim ja zaś sam dojdę, inny przede mną wchodzi.”

Drugi, w czasie, kiedy żebrał o drobne monety, usłyszał na drodze nietypowy hałas. Na jego pytanie, co to za tumult, usłyszał – to Jezus idzie. Ślepy natychmiast zaczął zawodzić: Jezusie, synu Dawidowy, zmiłuj się nade mną!  Ślepy,a wiedział! Wiedział nie tylko kim jest Jezus,  nie tylko, że ma moc uzdrawiania, ale znał nawet Jego rodowód! Wręcz na Niego czekał! Dla mnie coś niesamowitego… Jezus się zatrzymał i rzekł do ślepego: Co chcesz, abym ci uczynił? Ten konkretnie (w końcu całe życie na Niego czekał – przypis mój): Panie, abym przejrzał. Krótko, konkretnie, za to z WIARĄ. Pan odrzekł: przejrzyj! Wiara twoja uzdrowiła cię! Potem były ślepy szedł za Jezusem głośno wielbiąc Boga.

Mój syn, studiujący gdzieś w Polsce przysłał mi sms-a: przeczytaj Iz. 50,10. A tam jest napisane: „…Kto chodzi w ciemności i nie jaśnieje mu  promień światła, ten niech zaufa imieniu Pana i niech polega na swoim Bogu!”  Uff… Takie dosłowne – jeden chory, dumny(?) ze swoich 38 lat bezsilności, pełen żalu i pretensji do świata (gdzie byli jego przyjaciele, którzy mogliby go wrzucić do wody, czyżby nie miał takich?) mający jedyną szansę w życiu – i nic. I drugi, w gorszej sytuacji, gdyż ślepota jest dla mnie gorszym doświadczeniem od niepełnosprawności ruchowej, wiedzący i czekający na swoją szansę. Czekający na szansę od Boga…

A więc co Ci mogę dać Boże? Odpowiedź brzmi: nic.  Bóg nie chce niechcianych prezentów. On nie chce rewanżu. On chce, abyśmy zobaczyli Jego działanie wokół siebie, w nas samych i w naszych bliskich. On chce, abyśmy PRZYJĘLI JEGO OFIARĘ.  „Albowiem tak Bóg umiłował świat, ze Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3;16).

Więc wyprostujmy się. Wszyscy. Ci mieszkający w Bielsku, Katowicach i Warszawie. Ci mieszkający w Irlandii, Niemczech i w Anglii. Nie jesteśmy sami. Przetrzyjmy nasze oczy i zobaczmy. Rozejrzyjmy się, popatrzmy na naszych bliskich. Nie jesteśmy sami. Dostaliśmy WSZYSTKO. Dostaliśmy ŻYCIE. Za nic. Z MIŁOŚCI.  I mamy tylko to przyjąć. Przyjąć z miłości. Z miłości do naszych bliskich i  dalekich. Z miłości do Boga.