Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 4995
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Maj 2013

Kocham zloty militarne, tam widać kto jest miedzią, a kto złotem

W ubiegłą sobotę o północy  stałem sobie pod dębem. Dąb piękny, rozłożysty, przeszło 300 – letni. Wokół  słychać było szmer kropel deszczu. Nie byłem sam. Było ze mną kilku zajefajnych facetów.  Rozmawialiśmy o Bogu.

Nie była to żadna pielgrzymka, żadne spotkanie religijne typu ewangelizacja, czy też Oaza. Był to… zlot militarny. Wszyscy mieliśmy na sobie mundury historyczne z okresu II Wojny Światowej. Mundury niemieckie – Wehrmachtu i SS, mundury polskie – z 1 Dywizji Pancernej pod dowództwem Gen. Maczka oraz mundury z  wojny obronnej z Września 1939 roku.

Spotkaliśmy się w przepięknym Starym Zamku (polskich!) Habsburgów w Żywcu z okazji Nocy w Muzeum. Wydawać by się mogło, że będziemy mówić o mundurach, zabytkowych pojazdach wojskowych, które tam były, a tymczasem główny temat był zupełnie inny. Co ciekawsze, ja go nie zacząłem. Okazało się, że niektórzy z tych chłopaków regularnie czytają tego bloga. Byłem w szoku. Dlaczego? Bo jak ostatni idiota myślałem, że jest to tematyka niezrozumiała dla chłopców w mundurach. Oni jednak przez całe moje rekonstrukcyjne życie pokazywali, że się grubo myliłem.

W  Dziejach Apostolskich jest przepiękny fragment mówiący o apostole Piotrze i setniku Korneliuszu (Ap 10, 1-48).  Piotr, jakby nie było Żyd, żyjący wg tradycji izraelskiej, która zabraniała Izraelitom kontaktów, rozmów czy gościny z/u nie-Żydami (pod groźbą śmierci),  otrzymał przez posłańca prośbę, aby przybył do Cezarei do domu Korneliusza. Korneliusz był Rzymianinem (okupant!), oficerem rzymskiego legionu w stopniu setnika. NIE BYŁ ŻYDEM.  Nie miało znaczenia, że się nawrócił, wierzył w jedynego Boga, że dawał jałmużnę biednym, że finansował miejscową synagogę. W oczach Żydów był niegodny, by po prostu GORSZY.

Tuż przed podróżą do Cezarei Piotr miał widzenie. Apostoł ujrzał jak z nieba zstępuje olbrzymi obrus, a na nim było (wg słów Pisma Świętego) wszelkiego rodzaju ptactwo i zwierzęta. Wtedy też zabrzmiał głos z nieba: Piotrze, zabijaj i jedz! (Ap 10, 13-16). Przenigdy Panie, bo jeszcze nigdy nie jadłem nic skalanego i nieczystego (niekoszernego). Tak było po trzykroć. Piotr długo myślał nad tym widzeniem, ale go nie zrozumiał.

Kiedy przybył do Cezarei, ujrzał klęczącego Korneliusza (Rzymianin przed Żydem na kolanach!). Podniósł go i rzekł: Wstań, i ja  JESTEM TYLKO CZŁOWIEKIEM. Następnie wszedł do jego domu i ujrzał mnóstwo ludzi, nie – Żydów, pogan, czekających na słowa o Chrystusie. Wtedy też zrozumiał swoje widzenie i rzekł: wiecie, że dla Żyda przestawanie z ludźmi innego plemienia lub odwiedzanie ich jest niezgodne z prawem? (kara śmierci nad głową) LECZ BÓG DAŁ MI ZNAK, BYM ŻADNEGO  CZŁOWIEKA NIE NAZYWAŁ SKALANYM LUB NIECZYSTYM.

Żadnego. Skoro łotr na krzyżu otrzymał od Jezusa obietnicę Zbawienia, to dlaczego my, będący pod tym dębem, mamy czuć się gorsi?  Nie czujemy się gorsi. Nie jesteśmy też lepsi od innych. Jesteśmy po prostu podmiotem Bożej Obietnicy. Byliśmy pod dębem.

Dlaczego kochamy zloty militarne? Dlaczego na nie jeździmy? Jeden by powiedział: dla piwnej imprezy.  drugi, że chcemy szpanować mundurami i pojazdami historycznymi. Kto inny powie, że chłopaki po prostu w wojsku nie byli. Zamiast się bronić przed stereotypami opowiem wam o moich przyjaciołach.

Moja zajawka militariami rozwinęła się dzięki Grupie Śląsk, dzięki Bosmanowi i Komendantowi, czyli Braciom W. Nigdy nie zapomnę, jak w czasie zlotu w Zabrzu, a potem w Rudzie Śląskiej ci ludzie cieszyli się z każdego zlotowicza, który do nich przyjechał ( a było ich kilkuset). Mój dwunastoletni syn (teraz jest studentem) dostał od nich główną nagrodę za mundur (robił za syna pułku w armii Berlinga).  Nie zapomnę, jak nam, zlotowiczom zorganizowali wycieczkę do kopalni – skansenu Luiza. Pod ziemię. O wojskowej grochówce, noclegu, przejażdżkach super sprzętami, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To był ich standard.

Każdy z nas zna Ola, jego Mowaga, Ulę i ich psa – Oli. Olo wygląda jak dziadek Mróz w wersji harleyowsko – militarnej. Długa biała broda, moro i olbrzymie serce. Zawsze mnie i moją grupę (czyli Grupę Hansa) zapraszał na zlotach na świeżego, kultowego tatara. Przy olbrzymiej liczbie chętnych na ten frykas zmuszony był robić ten frykas w olbrzymiej misce (przepis: 5 kilo mięsa wołowego, kilo cebuli, 2 kilo ogórków kiszonych, 200 gram pieprzu, przyprawy, 5 bochenków chleba i dwie tony serca). Specjalnie dla nas. O wojskowej przygodzie,  przejażdżkach super Mowagiem, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To  standard.

Niesamowitych ludzi poznałem na wrześniowych spotkaniach pod mostem w Cieszynie. Gospodarz – Krzysiek N. potrafił stworzyć wspaniałą atmosferę. Byli tam ułani na koniach, między innymi niesamowity, niezapomniany śp. Michał Cz. a także Żołnierze Września, strzelcy podhalańscy, piechota wrześniowa. I ja w mundurze niemieckim. I koleżeństwo, i patriotyzm, i odpowiedzialność za wiedzę o historii. O wojskowej grochówce, noclegu, przejażdżkach super sprzętami, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To był standard.Krzychu we własnym domu w Cieszynie stworzył muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich. pokazuje i  historię i uczy patriotyzmu najmłodszych. Szacun.

Kiedyś na Operacji Południe w Bielsku poznałem cichego, skromnego bruneta w ruskim mundurze. Zaproponował mi przejażdżkę autem. A co mi tam, myślałem, kolejny gazik. Auto okazało się największą sowiecką ciężąrówką Kraz, o oponach wielkości dorosłego mężczyzny. Nawiązała się przyjaźń.  Ot cichy, skromny zlotowicz. Po latach okazało się, że Marian jest właścicielem hotelu Pańska Góra w Jaworznie, a takich ciężąrówek ma dosyć sporo. Teraz on sam organizuje zloty dla przyjaciół. Goście kąpią się w hotelowym basenie etc etc. O wojskowej grochówce, ups, żurku, noclegu, przejażdżkach super sprzętami, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To jest standard Mariana.

Tak mogę wymieniać bez końca. Grupa Breda – przyjaciele, serwismeni mojego zabytkowego autka (pamiętacie Zośkę?), chłopcy z Żywca opiekujący się fortem Wędrowiec w Węgierskiej Górce, organizatorzy Nocy w Muzeum w Żywcu (od strony rekonstrukcyjnej) – pozdrowienia i podziękowania dla Artura, Mirka i reszty za udostępnienie dębu na placu zamkowym, GRH Seybusch z Żywca, kompania Szkotów z Krakowa i okolic pod dowództwem Barda,  rekonstruktorzy 42RMC z   Duncanem na czele  i doradztwem Szafarza, chłopaki z Bielska i Krakowa w amerykańskich mundurach z Wietnamu, kultowy Kazik i jego GRH Powstaniec Śląski z Wodzisławia, wreszcie Szafa, organizator niesamowitych, rodzinnych (he, he, rodzinka miała po 100- 200 osób) spotkań w Bytomiu, gdzie dla chętnych restauracyjna delegacja dostarczała – no co? grochówkę? bigos? kiełbasę? – śląskie kluski, duży kotlet i modrą kapustę oczywiście! O wojskowej grochówce, noclegu, przejażdżkach super sprzętami, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To standard.

Dalej Paweł z Wiolką organizujący małą, kameralną (50 chłopa) imprezę rekonstrukcję bitwy pod Monte Cassino w Ogrodzieńcu z pieczoną świnią w tle. O wojskowej grochówce, noclegu, przejażdżkach super sprzętami, olbrzymiej empatii nawet nie mówię. To  standard.

Tych ludzi jest mnóstwo. Często nawet nie pamiętam jak mają na imię (wybaczcie)! Są ich setki. Najbardziej mnie rozwala, jak wołają do mnie: cześć Hans! A ja przez dwa tygodnie myślę, kto to był…

 

Wszystkich nas coś łączy. Łączy pasja, szacunek do munduru, niesamowite koleżeństwo. Dla takich ludzi warto jechać wszędzie, warto w nocy rozmawiać pod dębem. Jesteśmy jak wielka rodzina, rodzina, za którą całą zimę się tęskni  i z której każdy z nas jest dumny. Mamy szacunek do siebie, do historii, do człowieka. Szacunek wręcz biblijny.

Pozdrawiam Was wszystkich. Tych, których nie zdołałem wymienić w szczególności. Hans.

Coś o głupocie czyli wiem lepiej

PSALM 23

Pan jest pasterzem moim,

Niczego mi nie braknie

…Duszę moją pokrzepia.

 

Kiedy Abraham miał przeszło 80 lat, Pan obiecał mu, że jego potomstwo rozpleni się po całej ziemi (1 Moj.15; 5-6). Problem był w tym, ze jego jedyna żona Sara była bezpłodna.  Sara postanowiła nieco „pomóc Bogu” i podsunęła mężowi do łoża niewolnicę egipską Hagar. W tamtych czasach wśród koczowników, a takimi byli Semici, był taki zwyczaj, syn  z takiego związku był uznawany za pierworodnego, pozycja zaś jego matki niepomiernie wzrastała. Hagar szybko zaszła w ciążę i urodziła syna, którego nazwano Ismael. Abraham miał wtedy 86 lat. Zaczynały się kłopoty.

Minęło 14 lat. Abraham siedział przed swoim namiotem, kiedy ukazali mu się trzej mężowie (1 Moj.18; 1-15). Wyczuwając w jednym z nich Boga, zaprosił ich do namiotu. Kazał przynieść wodę do obmycia stóp (i wtedy i dzisiaj na terenach pustynnych to był gest!), kazał podać chleb, upiec placki z najlepszej mąki, zarżnąć i upiec młode cielę, podać masło, miód i mleko. Sam zaś stał przy mnich, gdy jedli. Pan rzekł: gdzie jest twoja żona Sara? W tamtym namiocie (znowu zwyczaje pustyni – kobieta nie miała prawa przebywać z obcymi mężczyznami, ale mogła słuchać co mówią z namiotu obok).  Pan odrzekł: wrócę tu za rok, a wtedy Sara będzie miała syna ( Sara miała wtedy 90 lat, a Abraham 100). Słysząc te słowa Sara roześmiała się do siebie i skomentowała: Teraz, gdy się zestarzałam, mam tej rozkoszy zażywać? I Pan mój jest stary (1 Moj, 18;12). Zirytował się Bóg. Oto po raz drugi obiecuje Abrahamowi syna z którego będzie miał licznych potomków – jak gwiazdy na niebie, i po raz drugi Sara wątpi w jego obietnice. Rzekł do Abrahama: Dlaczego to roześmiała się Sara, mówiąc: Czyżbym naprawdę mogła jeszcze rodzić,m gdy się zestarzałam? Czy COKOLWIEK NIEMOŻLIWEGO JEST DLA PANA? W oznaczonym czasie za rok wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna (1 Moj;18, 13-14).

I rzeczywiście. Po roku Sara miała już syna, któremu dano imię Izaak. Od niego pochodziły wszystkie rody izraelskie.

A Hagar i Ismael? I gdzie te kłopoty? Zakończenie jej historii było prozaiczne. Sara po urodzeniu Izaaka wygnała ich oboje na pustynię dając im minimalną ilość wody, a więc skazując ich na śmierć.  Kiedy już umierali z odwodnienia, ukazał im się Anioł i zaprowadził ich do studni. Tam potwierdził obietnicę Bożą w stosunku do Ismaela, że jego potomkowie się licznie rozmnożą, ale nigdy nie będą narodem wybranym.  Tak powstali Arabowie.

Morał tej historii? Z podwójnej „interwencji” Sary w plan Boży powstały dwa nienawidzące się narody, a Sara o mało nie splamiła się krwią. Taki właśnie jest człowiek.  Chce poprawić i przerobić świat na swoją modłę. Nawet modli się o to, co JEMU wydaje się niezbędne. Zabiega o pracę, samochód, dom, bawi się w politykę. I zapomina. Zapomina o Bogu, o jego OBIETNICY:  „…Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym będziemy się przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski WIE, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko INNE BĘDZIE WAM DODANE (Mat.6, 31-33).

Czyli Bóg mówi do nas: nie bądźcie mądrzejsi ode mnie, zaufajcie mi, albowiem mój plan wobec was jest doskonały. Nie bądźcie potomstwem Sary, ale dziećmi OBIETNICY.

A skąd tytuł tego wpisu? z mojego rozgoryczenia wobec ludzkiej głupoty.  Na co dzień pracuję na Onkologii w Bielsku – Białej jako technik radioterapii. Przed laty u znajomej na policzku wypatrzyłem zmianę, która z latami zwiększała się i zmieniała kolor. Wreszcie namówiłem ją na wycięcie tego czegoś. Badanie histopatologiczne dało paskudny wynik:  CZERNIAK ZŁOŚLIWY. W takim przypadku trzeba miejsce po zmianie jeszcze napromienić, ponieważ wystarczy JEDNA ŻYWA KOMÓRKA RAKOWA, ABY BYŁY PRZERZUTY. potem można spokojnie żyć sobie dalej. Załatwiłem tej kobiecie radioterapię. Bez kolejek, z marszu. Zebrało się konsylium lekarskie, aby zaplanować jej leczenia. Plan leczenia wyglądał jak książka – wyliczenia, wykresy etc, po prostu praca doktorska. Ci ludzie poświęcili mnóstwo czasu tej kobiecie kosztem innych chorych. I co? Prawie pacjentka stwierdziła, że chirurg na pewno wyciął wszystko (wystarczy jedna komórka!), poza tym kupuje od jakiegoś księdza spod Częstochowy cudowną oliwę do smarowania miejsc po raku (sic!) i sprowadza ze Słowacji lecznicze pestki antyrakowe do gryzienia (sic!). Odmówiła leczenia. Była mądrzejsza. Mądrzejsza od lekarzy, od samego Pana Boga. Mądrzejsza mądrością Sary. Tyle, że jej historia nie skończy się happy endem.

 

Czego chce od nas Bóg? Ufności i wiary w Niego. Przecież nie po to pozwolił człowiekowi rozwinąć medycynę na tak wysoki poziom, aby go zostawić z oliwą i pestkami. Nie po to dał nam Zbawiciela, abyśmy pamiętali o nim tylko w nasze święta. Słowa : a wszystko inne będzie wam dodane nie odnoszą się tylko do jedzenia i picia. Także do naszego zdrowia, pracy, wszystkich problemów dużych i małych. Więc ufajmy, gdyż

Niczego mi nie braknie,

Pan duszę ma pokrzepi

Psalm 23

I żyjmy. Żyjmy przez duże Ż.