Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5734
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2013

Do Braci Zlotowej

 

Nie wiem, jak Wam to powiedzieć. Jesteście dziwni. Jeździcie fajnymi sprzętami, macie fajne mundury. Wydawałoby się – prości ludzie. Spracowane ręce, uwalane smarami twarze, utytłane ciuchy … i coś jeszcze.  Ciepło. Skąd to macie chłopaki? Kiedy poszło w Polskę, że złamałem na Tarczy nogę, to dostałem więcej życzeń i pozdrowień, niż przez całe życie od tzw cywilów. Kiedy raz o północy miałem tzw chandrę, dostałem multum maili i wpisów od braci zlotowej… Co jest? Co w Was jest? Odpowiem Wam i sobie, ponieważ to już kiedyś było.

Na samym początku Ewangelii wg św. Marka, w 2 rozdziale jest przypowieść o sparaliżowanym gościu. Paralityk, połamaniec (jak ja), nic sam nie mógł zrobić. Na szczęście miał PRZYJACIÓŁ.  Czterech. Tylko czterech? AŻ CZTERECH. Ci ludzie, słysząc o tym, że Jezus ma moc uzdrawiania,  postanowili ZANIEŚĆ do Niego sparaliżowanego kumpla, aby go uzdrowił. Było to w Kafarnaum. Niestety na miejscu okazało się, że jest tylu chętnych, taki tłum, że do chaty, gdzie Jezus uzdrawiał chorych nie można się dostać. Co zrobili PRZYJACIELE chorego? Weszli na dach, rozebrali go i przez powstałą dziurę ostrożnie spuścili sparaliżowanego kumpla do środka. I cóż się stało? A Jezus (Mar; 2.5), ujrzawszy ich wiarę, rzekł paralitykowi: Synu, odpuszczone są grzechy twoje.

Tytułem wyjaśnienia: Żydzi wierzyli, że każda choroba jest skutkiem grzechu albo chorego, albo jego rodziców.

Kiedy Jezus odpuścił paralitykowi grzechy, automatycznie go uzdrowił.

Co w Was jest, zlotowicze, że potraficie dla każdego kumpla rozebrać dach, bunkier, ba, nawet czołgiem wjechać do Belwederu, aby pomóc? Ja wiem. To się wg Was nazywa przyjaźń, wg mnie Dar Boży. Dziękuję Wam Wszystkim za życzenia i za to, że jesteście.

Złamałem nogę.

Pewnego dnia Jezus rozmawiał w Świątyni z Żydami (Jan, 8:31-59). Nie byli to przypadkowi ludzie. Byli to Żydzi, którzy UWIERZYLI W NIEGO. Mówił im: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie. Czyli początek wiary mieli za sobą. Zainteresowali się Jezusem, chcieli Go słuchać, musieli widzieć cuda, które czynił. Tymczasem zaczęły się schody. Jezus powiedział dalej: I poznacie (wtedy) prawdę, a prawda was wyswobodzi. Odpowiedzieli mu oburzeni: jesteśmy potomstwem Abrahama i NIGDY nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?

Nie byli niewolnikami. Cieleśnie. Tymczasem jest różne niewolnictwo. Złamałem nogę w kostce. Przez tydzień wmawiałem sobie, że to tylko skręcenie. Pracuję w szpitalu, mogłem w każdej chwili podejść do znajomych techników i zrobić sobie zdjęcie RTG.  Tylko po co? Ja przecież wiem lepiej. Muszę pracować, nie mam czasu na choroby. Jestem niewolnikiem pracy. Co bym bez niej zrobił? A tu szwankuje jakaś noga. Boli. Ale to nie jest mój ból, to moją nogę boli noga. Mnie to nie dotyczy. Dlatego cały tydzień jeździłem na rowerze do pracy 10 km w jedną stronę, owinąłem sobie tego mojego dywersanta bandażem i spokój.

Są różne formy niewolnictwa: uzależnienie od pracy, ekstremalnych przeżyć, tryb myślenia, poglądy polityczne, sposób spędzenia niedzieli, patrzenia na świat, Boga i ludzi. Jesteśmy tak pewni swego, że nie dopuszczamy myśli, że nie mamy racji, że sami się spętaliśmy,  a świat bynajmniej nie jest biało – czarny.

I nagle dochodzi do człowieka, że coś jest nie tak, że to nie noga ma problem, tylko ja. Okazuje się, że moje widzenie świata jest skrzywione, że nie mam racji. Zrobiłem sobie wreszcie zdjęcie stawu skokowego. Złamanie zewnętrznej kostki. Boli, ale teraz inaczej. MNIE BOLI. Sam zrobiłem sobie krzywdę. A jak jest z innymi sprawami? Może też się myliłem…

Odpowiedział Jezus Żydom: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam (oho, to musi być ważne!), każdy, kto grzeszy (a któż tego nie robi?) jest NIEWOLNIKIEM grzechu. I dalej: A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz SYN pozostaje na zawsze. Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolni będziecie.

Wolni od grzechu, zamieszkujący z Nim w jednym domu, cieszący się Słowem…

Cóż się działo dalej? W wersie 37 czytamy: Wiem, że jesteście potomstwem Abrahamowym, lecz chcecie mnie zabić, bo słowo moje nie ma do was przystępu. Straszny zarzut, więc Żydzi, którzy wcześniej uwierzyli w Niego, oburzyli się jeszcze bardziej. Tymczasem świat każdego dnia zabija Syna. Niedowiarstwem, niepełną miłością, swoim zniewoleniem, wreszcie myśleniem o Bogu tylko co niedzielę, kiedy łaskawie oddajemy Mu 2 godziny naszego cennego czasu. On dał nam Syna, rozum, serce, możliwość zbawienia, a my?

I dalej: Mówię to co widziałem (bezpośrednio – dopisek mój) u Ojca, a wy także czynicie to, co słyszeliście (nie widzieliście )  u ojca waszego. Odpowiadając, rzekli mu: Ojcem naszym jest Abraham. Abraham stał się dla nich jedyną wymówką i usprawiedliwieniem zła. Nie mieli już nic swojego, byli niewolnikami swojego myślenia. Jezus im odrzekł: Jeżeli jesteście dziećmi Abrahama, spełniajcie UCZYNKI Abrahama. Lecz teraz chcecie zabić mnie (ci prawie uczniowie!), człowieka, który wam mówił prawdę, którą usłyszałem od Boga: Abraham tego nie czynił.

Gorąco zapraszam Was wszystkich do przeczytania samemu tego rozdziału do końca. Na samym końcu zwróćcie uwagę na wers 58: Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham BYŁ, Jam JEST.

Jezus zawsze był, zawsze jest. W nas, w tych którzy chcą wytrwać w jego Słowie, którzy dadzą mu się wyswobodzić. Żydzi wtedy rzeczywiście bezskutecznie próbowali Go zabić, zaś On skutecznie dał nam Życie, życie w Nim, życie, w którym nie zaboli nas już noga, w którym nie będziemy już kuleć ani być niewolnikami, gdzie ślepi będą widzieć, a chromi chodzić, życie, w którym będziemy Synami i Córkami.

Zmarł Człowiek

Zacznę smutno. W nocy z piątku na sobotę w Beskidzkim Centrum Onkologii w Bielsku-Białej, gdzie pracuję jako technik radioterapii, zmarł Jan Nehrebecki, pierwowzór Bolka z popularnej kreskówki Bolek i Lolek. Znałem Pana Janka, poznałem go podczas radioterapii w BCO. Przez 14 lat pracy w tym szpitalu poznałem tysiące ludzi, tysiące pacjentów – w tej właśnie kolejności, albowiem każdy z nas jest przede wszystkim CZŁOWIEKIEM, a dopiero później ewentualnie Pacjentem, któremu należy się Szacunek i odrobinę empatii. Wśród tych tysięcy Pacjentów onkologicznych, w których leczeniu uczestniczyłem, wielu zmarło, ale jeszcze więcej się wyleczyło ( trwale).  Wielu z nich w czasie radioterapii było smutnych, przerażonych i przybitych. Wielu z nich było nieprzyjemnych i wręcz agresywnych ( a jak Ty byś się zachował/a w tej sytuacji?).  Wielu milczących. Każdy z nich z potworną wiedzą na swój temat. I wśród nich był jeden wesołek. Pan Janek, taki swawolny Bolek.  Zawsze uśmiechnięty, zawsze tryskający rubasznym humorem, zawsze Człowiek. Choroba , z którą walczył, nie była Jego chorobą, nie dotykała Go bezpośrednio. Była obok. Ten Jego śmiech, chroniczny banan na buzi, wesołe oczy będą mi zawsze towarzyszyć.

Dlaczego o nim piszę? Ponieważ ten Człowiek ŻYŁ..

W Ewangelii św. Mateusza 8, 18-22 czytamy o tym, jak Jezus po nakarmieniu kilku tysięcy głodnych ludzi wsiadł do łodzi, aby przeprawić się na drugą stronę jeziora. Podszedł do niego jeden z uczniów z prośbą o pozwolenie na chwilowe odejście. Rzekł mu: Panie, pozwól mi wpierw odejść i pogrzebać ojca mojego. Wydawałoby się, normalna prośba. Własny ojciec nie żyje, trzeba go pochować, kto ma to zrobić, jak nie własny syn. Kto ma pocieszyć rodzinę, zorganizować jej normalne, bezpieczne życie po tej tragedii. Tymczasem Jezus odpowiedział mu: Pójdź za mną, A UMARLI NIECH GRZEBIĄ UMARŁYCH SWOICH.

Skąd te słowa? Czyżby Syn Boży był zimny, nieczuły, nie rozumiejący bólu? Bynajmniej.

W Ewangelii św. Jana 5, 24 – 25 czytamy: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam (tych słów Chrystus używał dla podkreślenia wagi swoich wypowiedzi), kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i NIE STANIE PRZED SĄDEM, lecz przeszedł z śmierci do żywota.

To jest właśnie OBIETNICA.  I dalej:

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, zbliża się godzina ( w tym momencie każdy tzw normalny człowiek zakrzyknie – mam jeszcze czas na naprawę swojego życia, zmianę myślenia, powiedzenia bliskiej osobie KOCHAM CIĘ, zdążę po prostu), owszem już NADESZŁA, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą, żyć będą.

 

Zaraz, zaraz. Umarli usłyszą? Niemożliwe. Niemożliwe dla milionów ludzi. Możliwe dla synów i córek. Pan Janek był wolny od strachu przed śmiercią. A jacy mamy być my? My którzy dzięki Bożej wygranej zostaliśmy uwolnieni od drugiej śmierci? (Obj.2,11)

Umarli wg Jezusa to ci, którzy żyją od niedzieli do niedzieli. Żyją pracą, gonitwą za pieniędzmi, nowym TV, samochodem… A w niedzielę przypominają sobie o Bogu. Tymczasem Bóg ma tylko jedno pragnienie: pójdź za mną… Niech cię nie odgradza ode mnie pogrzeb, ślub, ceremoniał, drugi człowiek. WSTAŃ I OŻYJ! Nie bądź umarły, idź za mną…A wtedy ja, w imieniu Ojca mego dam ci wszystko.

Cóż może nam dać Pan? Rozum? Serce? Mamy już wykształcenie, mamy pozycję i pieniądze. Mamy wszystko. Mamy czas na jałmużnę i uczynki. Mamy czas dla siebie, mamy serce dla naszej rodziny. Potrzebujemy tylko godzinę w niedzielę na uczestnictwo w życiu Kościoła. TAK MYŚLĄ UMARLI.

A my? Bracia w Chrystusie? Cóż nam może dać Syn Boży? W II liście św. Pawła 8; 9 czytamy: Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc BOGATYM stał się dla was ubogim, abyście w UBÓSTWIE JEGO UBOGACENI ZOSTALI. Uff… I dalej: (II Kor 8;15) Jak napisano: kto wiele zebrał, nie miał za wiele, kto mało zebrał, nie miał za mało.

Zebraliśmy wiele. Wiele miłości i mądrości Bożej. I dale jej pragniemy. Pragniemy nią żyć, pragniemy się nią dzielić. Wszyscy robotnicy z winnicy otrzymali godną zapłatę. Denara. Zbawienie. Wolność od strachu. Wolność od śmierci. Żywot. Dlatego też każdy z nas na własną miarę ( a nikt z nas nie otrzymał ZA MAŁO) powinien epatować ŻYCIEM. Tak, jak Pan Jan Nehrebecki.  Jak Chrystus.