Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5734
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Sierpień 2013

Nasza droga do Emaus

„Jeśli więc w Chrystusie jest jakaś ZACHĘTA, jakaś POCIECHA miłości, jakaś WSPÓLNOTA, jakieś WSPÓŁCZUCIE i ZMIŁOWANIE, Dopełnijcie radości mojej i bądźcie jednej myśli, mając tę samą miłość, zgodni, ożywieni jednomyślnością…”  Fil 2, 1-2.

W Ewangelii św. Mateusza 21, 28-32 jest przypowieść o dwóch synach. Chrystus nauczając w świątyni zwrócił się do kapłanów tymi słowami: A jak wam się wydaje? Pewien człowiek, właściciel winnicy, miał dwóch synów. Przystąpił do pierwszego i rzekł:  Synu, idź pracuj dzisiaj w winnicy. Być może nie stać go było na robotników, być może w winnicy była jakaś pilna praca do wykonania, a może po prostu polegał na tym synu. Nie wiem. Syn odrzekł mu: Tak jest  Panie i zniknął mu z oczu. Nie poszedł. Złożył obietnicę własnemu ojcu i ją złamał. Właściciel winnicy podszedł do drugiego syna z taką samą prośbą. Ten, pełen złości, gdyż miał inne plany , odparł mu: Nie chcę, ale potem zastanowił się i poszedł. Poszedł z własnej woli.  Spytał się Jezus kapłanów i uczonych w piśmie: Który z tych dwóch wypełnił wolę ojcowską? Ten drugi. Rzekł im Jezus: Zaprawdę powiadam wam, że celnicy i wszetecznice wyprzedzają was (w drodze) do Królestwa Bożego. Albowiem przyszedł Jan do was ze zwiastowaniem sprawiedliwości, ale nie uwierzyliście mu, natomiast celnicy i wszetecznice uwierzyli mu; a wy, chociaż to widzieliście, nie odczuliście potem SKRUCHY, aby mu uwierzyć.

Dwóch synów miało dostęp do winnicy, im dwojgu właściciel winnicy, którym jest sam Bóg,  zaufał. Ale tylko jeden się zreflektował, jeden pomyślał : co ja robię? Mieliście już kiedyś taką chwilę w życiu, w której mogliście kogoś skrzywdzić i nie zrobiliście tego? Kiedy coś was wstrzymało? Jeśli więc w Chrystusie jest jakaś ZACHĘTA, jakaś POCIECHA miłości, jakaś WSPÓLNOTA, jakieś WSPÓŁCZUCIE i ZMIŁOWANIE, to było właśnie to, gdyż ta skrucha i ta refleksja to BÓG.

W Ewangelii św. Łukasza 24, 13-35 jest opisane moje życie, życie każdego wierzącego, wydającego świadectwo człowieka. Dwaj uczniowie chrystusowi, pełni bólu i rozpaczy po śmierci na krzyżu Nauczyciela, szło z Jerozolimy do Emaus. Byli zagubieni, nie mogli zrozumieć, jak ich Mistrz, mający wyzwolić Izrael, mógł zawisnąć na krzyżu jak pospolity bandyta. Wtedy to dogonił ich Jezus. Nie wiem, czy był zmieniony fizycznie, czy też w przebraniu, niemniej uczniowie nie poznali Go.  Spytał się ich, o czym rozmawiają? Stanęli przygnębieni, a jeden z nich, Kleopas, odrzekł: Czyś ty  jedyny pątnik w Jerozolimie, który nie wie, co się w niej w tych dniach stało? Rzekł im: co? Odpowiedzieli: Z Jezusem Nazareńskim, który był mężem, prorokiem mocarnym w czynie i słowie przed Bogiem i wszystkim ludem, Jak arcykapłani i zwierzchnicy nasi (czuli się dalej częścią Świątyni, nie było jeszcze mowy o Kościele Jezusowym – uwaga moja) wydali na niego wyrok śmierci i ukrzyżowali go. A myśmy się spodziewali, ŻE ON ODKUPI IZRAEL, już trzy dni, jak to się stało.

Spodziewali się ludzkiej wolności, nowego, ziemskiego Królestwa Izraela, widzieli w Jezusie nowego proroka, który uwolni ich spod władz Rzymu, a tu takie coś…

I dalej:  Lecz i niektóre nasze niewiasty, które były rankiem u grobu, wprawiły nas w zdumienie, Bo nie znalazłszy jego ciała, przyszły mówiąc, że miały widzenie aniołów, powiadających, że On żyje. Toteż niektórzy z tych, co byli z nami, poszli do grobu i zastali to tak, jak mówiły niewiasty, LECZ JEGO NIE WIDZIELI (pomyśleli sobie: takie kobiece gadanie – uwaga moja). Zirytowany Chrystus odrzekł: O GŁUPI I GNUŚNEGO SERCA, (zbyt leniwi) by uwierzyć we wszystko, co mówili prorocy. Czyż Chrystus nie musiał tego (wszystkiego) wycierpieć,  by wejść do swojej chwały? Uczniowie zatrzymali się zdumieni. Kim jest ten człowiek, który dopiero co mówił, że nie wie, co się stało w Jerozolimie? Dlaczego nazywa ich głupimi? I skąd to słownictwo, skoro nie był uczniem? Tymczasem Jezus począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach. Kiedy doszli do miasteczka, zmusili Go, aby wstąpił do nich na wieczerzę. Kiedy zasiadł z nimi przy stole i po błogosławieństwie zaczął łamać chleb, poznali wreszcie, kim jest. Lecz wtedy On znikł im sprzed oczu. Nastąpiła REFLEKSJA. Rzekli do siebie: czyż serce nasze NIE PAŁAŁO w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał? Natychmiast wrócili do Jerozolimy, aby pozostałym uczniom powiedzieć: JEZUS ŻYJE.

Droga do Emaus to nasze życie. Uczymy się Chrystusa, o jego życiu, czytamy Ewangelie, nabieramy wiedzy. Ale w pewnym momencie przychodzi refleksja i zrozumienie, że On żyje w człowieku, żyje we mnie. Przychodzi wiara i miłość.  Bo Bóg  po to dał swojego Syna, abyśmy mieli żywot. Czasem się buntujemy, mówimy nie, nie widzimy Jego planu. Przez chwilę. Potem wstaje Nowy Dzień i przychodzi zrozumienie.

Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie  (Fil 4, 12-13).

Jak Koziołek Matołek

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i TO NIE Z WAS: Boży to dar; Nie z uczynków, aby nikt się nie chlubił  (Efez 1, 8-9).

Kiedy Jezus spotkał nad sadzawką Betezda chorego leżącego tam 38 lat i czekającego na uzdrowienie (Jan 5, 5-8) spytał się go, czy chce być uzdrowiony. Chory zaczął narzekać mówiąc: Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy,  zanim ja sam dojdę, inny przede mną wchodzi. Dla mnie ta sadzawka to symbol Słowa i Bożego Zbawienia. Każdy miał  do niej dostęp, również ów człowiek, ale z różnych względów nie skorzystał. Dlaczego? Za mało się starał? Przecież przez 38 lat najciężej chory człowiek dowlókłby się do sadzawki i w odpowiednim momencie się do niej stoczył. Problemem nie jest sadzawka ani dostęp do Słowa, problemem jest człowiek.

W Księdze Amosa 8,11-13 jest napisane: Oto idą dni – mówi Wszechmogący Pan – że ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz słuchania słów Pana. I wlec się będą od morza do morza, i tułać się z północy na wschód, szukając słowa Pana, lecz nie znajdą. W owym dniu mdleć będą z pragnienia piękne panny i młodzieńcy.

Z pragnienia Słowa… Czyż nie jest tak dzisiaj? Cały świat wierzy w Chrystusa, wszędzie szuka Jego Słowa, ba, ze wszystkich sił Mu pomaga. Mnożą się nowe kościoły, kaplice i sanktuaria. Udzielają się radio i telewizja. Powstał cały przemysł pielgrzymkowy, trasy zwiedzania jedno lub dwutygodniowe. Od sanktuarium do sanktuarium, od miejsca jednego cudu do drugiego, jeszcze świętszego, od jednego krwawiącego krzyża do kolejnej szyby z cieniem jakiejś sylwetki. Wszyscy chcą, wszyscy szukają, każdy zapłaciłby każdą cenę, aby dojść do celu, niestety, nie ma kto go wrzucić do sadzawki na czas. I nie pomagają żadne, najbogatsze nawet ofiary.

W Księdze Izajasza 55,1-2 czytamy: Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie BEZ PIENIĘDZY i bez płacenia wino i mleko! Czemu macie płacić pieniędzmi za to, co nie jest chlebem, dawać ciężko zdobyty zarobek za to, co nie SYCI?

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i TO NIE Z WAS: Boży to dar… To jest właśnie nasza droga – zbawienie z łaski. Nie musimy uzależniać się od jakiejś sadzawki, nie musimy schodzić pół świata, aby znaleźć Boga. On jest tuż obok, stoi w drzwiach naszego serca i kołacze… I to On prosi swego Ojca za nas i o nas. Więc weźmy nasze łoże i chodźmy. Chodźmy za nim.

W Liście do Efezjan ( to ci, którym nie chciało się odmulać własnej rzeki ) św. Paweł w 5,14 pisze: Obudź się, który ŚPISZ, i powstań z MARTWYCH, A zajaśnieje ci Chrystus. Człowiek zaraz by zakrzyknął : ja nie śpię! i bynajmniej nie jestem martwy! Czy naprawdę? Czy dzisiejszy człowiek, podobnie jak słynny Koziołek Matołek z bajek Kornela Matuszyńskiego, nie przechodzi całego życia szukając tego, co jest bardzo blisko?

Na szczęście i Ty, drogi czytelniku, i ja, i wszyscy nasi Bracia i Siostry w Chrystusie mamy Obietnicę. I rzekł do mnie: (Obj.20, 6 – 7) Stało się, Jam jest alfa i omega, początek i koniec. Ja PRAGNĄCEMU dam DARMO ze źródła wody żywota. Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.

Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i TO NIE Z WAS: Boży to dar.

Piękne, prawda?

Do czego służą miecze?

Zaczął się sierpniowo-wrześniowy  sezon pisania o wojnie. Ja nie bedę pisać o hekatombie naszego kraju, zagładzie stolicy, licznych ofiarach. Nie będę pisać o gwizdach i buczeniu na obchodach ważnych rocznic ani o tym, że wśród ludzi mówiących tym samym językiem nie ma żadnego wzajemnego szacunku. Będę mówić o wyborze każdego z nas. Oprę się na Ewangelii św. Łukasza 22, 31-38.

Na początku Jezus zwrócił się do Piotra: Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak pszenicę. Cóż się stało? Oto nadszedł sprawdzian dla uczniów chrystusowych, sprawdzian najgorszy, odwołujący się do najsłabszych punktów w duszy człowieka. A Bóg się na to zgodził, zgodził się na przesianie ludzi, którzy w Niego wierzą. Dlaczego? Czy jesteśmy zabawką w ręku Boga, jak chcą jedni? Czy też życie nasze jest dziełem przypadku, jak chcą drudzy? W Objawieniu św. Jana 3,19 czytamy:  „Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam, bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. „  Czyli ci, którym dane było zrozumienie spraw bożych, są obciążeni większym ciężarem. Czujemy to? Czy czujemy ciężar odpowiedzialności? Odpowiedzialności za innych? Ciężar tego, że żyjemy dla innych, nie tylko dla siebie?

Dalej Jezus mówi do Piotra: Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich.  Jak to tak? To Szymon nie był nawrócony? On? Szymon Piotr? Skała i opoka? Jakby dla podkreślenia swojej wiary odpowiedział Nauczycielowi: Panie, z Tobą jestem gotów iść i do więzienia, i na śmierć (wers 33). Odpowiedział mu Jezus:  Powiadam ci Piotrze, nie zapieje dzisiaj kur, a ty się trzykroć zaprzesz, że mnie znasz. Szymon zdumiony zamilkł.

I rzekł do reszty uczniów (wers 35 i 36): Gdy was posłałem bez trzosa, bez torby, bez sandałów, czy brakowało wam czego? Oni na to: niczego. Lecz teraz kto ma trzos, niech go weźmie, podobnie i torbę, a kto nie ma MIECZA, niech sprzeda suknię swoją i KUPI.

Niech sprzeda suknię swoją i kupi miecz… Po co? Czy po to, by walczyć do ostatniej kropli krwi o swoje racje? By z pianą na ustach bronić swego Ja? Taka walka zawsze ma swoją cenę – niszczy w nas CZŁOWIEKA. Karabin, z którego się strzela, zawsze „kopie” strzelającego. I nie chodzi mi tutaj o wojsko, ani tym bardziej o karabin.

Dalej czytamy: Albowiem mówię wam, iż musi się wypełnić na mnie to, co napisano: Do przestępców był zaliczony; to bowiem, co o mnie napisano, spełnia się. Krzyż dla Rzymian i Żydów był symbolem hańby, a każdy, kto na nim zawisł nie był godzien normalnego pochówku. Ale oto coś się zmieniło. Krzyż z symbolu hańby stał się symbolem chrześcijan. Symbolem wizualnym. Ale czy duchowym dla mnie? Każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć, czy krzyż to moje serce i moje wartości, czy też nadmiernie eksploatowana ozdoba.

w ostatnim wersie czytamy: Panie, oto tutaj dwa miecze. A On na to: wystarczy.

Na co Jezusowi miały wystarczyć dwa miecze? Do walki? On o nas zawalczył skutecznie dając się ukrzyżować, by następnie odrodzić się w każdym z nas. Te miecze nie były dla Niego. Były dla uczniów i dla nas, abyśmy z ich pomocą przecięli węzeł gordyjski naszych serc. Abyśmy nie czuli się dumni z naszej wiary, nie czuli się lepsi od innych, abyśmy byli pokorni i odrzucili czerwone buty, tak jak to zrobił największy współczesny Rzymianin, i wzuli sandały. Abyśmy wreszcie nauczyli się słuchać i kochać.