Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5383
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2013

Usprawiedliwienie

Wiem, że wielu moich przyjaciół czyta ten blog. Wiem, że czasem się przydaję, że udaje mi się opisać słowami to, co czujecie i myślicie. Niemniej muszę Was przeprosić. Jadę na wczasy (wreszcie po dwóch latach). Nie będę siłą rzeczy z Wami w kontakcie. Nie będzie mnie dwa tygodnie. Będzie mi Was brakowało, tych wszystkich, fantastycznych ludzi, których poznałem, i którym dałem się poznać – przy klawiaturze. Wszystkiego najlepszego, albo, jak kto woli – z Bogiem. Tomek vel Hans.

Namaszczenie olejem

W niedzielę odwiedził nasz zbór pastor Józef Bartos z Krakowa. Na początku, ponieważ był u nas pierwszy raz, stwierdził, że nie zna nas z imienia. Bardzo logiczne, bardzo ludzkie. W Objawieniu św. Jana  w Liście do zboru w Pergamie, w wersie  17  czytamy:  ” Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje”.  Dzięki Bogu poznałem Wasze Imię.  Imię brata Andrzeja M.  brata Józefa B. imiona moich bliskich z Wapienicy, z Katowic czy Krakowa, czy z jakiejkolwiek miejscowości w Polsce. Te imię ma moc. To imię brzmi Brat i Siostra. Brat i Siostra w wierze.

Nasz gość oparł się na Psalmie 23.  Zaczął czytać :  „Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie zabraknie…”  Piękne. Gwarancja ze strony Boga dobrego wypasu Człowieka. Kiedy nasz gość doszedł do piątego wersu i zacytował ” Namaszczasz oliwą głowę moją…” przypomniałem sobie wspaniałą przypowieść.  Są trzy wersje tej przypowieści ze strony trzech Apostołów. Pokochałem zrozumienie Marka (Mar : 14, 3-9).  W Betanii (takie nasze Pomorze – bo nad morzem), kiedy Nauczyciel prawił w domu Szymona trędowatego, podeszła do niego kobieta. Nikt jej nie znał, miała coś w ręku. Dzisiaj ochrona by interweniowała. Może by jej wykręcili ręce, a może byłoby jeszcze gorzej.  Wtedy współcześni Jezusa patrzyli ze zdumieniem, że kobieta śmie zbliżyć się do miejsca, gdzie mężczyźni słuchają słów o Bogu.  I cóż się dzieje? Niewiasta wylała coś na włosy Nauczyciela, po czym rozbiła naczynie. Cóż się stało? Kobieta miała w ALBASTROWYM naczyniu olejek NARDOWY. Dzisiaj wielu z nas jest turystami. Przywozimy pamiątki z Tunezji, Egiptu czy tez z Izraela. Alabastrowe gadżety są bardzo drogie, dzisiaj są tanie podróbki alabastru, ale wtedy naczynia z tego bardzo twardego minerału były możliwe do kupienia tylko dla bogaczy. Niewiasta wylała na Jezusa olej i rozbiła naczynie. Olej nardowy przeznaczony był do namaszczania zmarłych. My w Europie kupujemy trumnę, chowamy później zmarłych. W Ziemi Świętej, a także na całym Bliskim Wschodzie są inne zwyczaje. Tam zmarłego w ciągu jednego dnia trzeba namaścić drogim olejem ( nasza europejska trumna), zawinąć w całun i pochować. Olej nardowy przeznaczony do namaszczenia zmarłych kosztował wtedy około 300 denarów. Była to wtedy równowartość rocznych zarobków rolnika. Alabastrowe naczynie było jeszcze droższe. I oto przychodzi niewiasta, wylewa olej na Jezusa i rozbija tak drogie alabastrowe naczynie. Uczniowie się oburzyli. Ile można byłoby dać jałmużny? Ilu biednych wspomóc?  Na to Jezus (wers 9 ): Zaprawdę powiadam wam ( a więc to było strasznie ważne, Jezus używał słowa Zaprawdę tylko w wyjątkowych okazjach ): Gdziekolwiek na CAŁYM ŚWIECIE będzie zwiastowana EWANGELIA, będą opowiadać o tym, co ONA uczyniła”.

Cóż zrobiła ta kobieta? Potłukła naczynie i wylała olej? A cóż to takiego? Ja sam mam w piersi alabastrowe naczynie. Ono mnie tłumi i zniewala, namawia mnie: jestem tak pięknym naczyniem, jestem twoim Ja, dbaj o mnie. Tymczasem tak długo, jak go nie rozbiję, nie potłukę i nie podepczę nie patrząc się na koszty, nie mam Życia. Jak go stłukę wbrew samemu sobie, dopiero mogę wylać olej. Już nie na Nauczyciela. Na Braci i Siostry.

 

Z czego będziemy pamiętani? Z naszych domów? Naszych dzieci?  W Drugim Liście św. Pawła do Tymoteusza (4, 7)  czytamy: ” Dobry bój wojowałem, biegu dotrzymałem, wiarę zachowałem”.

To jest nasza ziemska Ewangelia. Jak dotrzymamy biegu, będziemy zapamiętani, tak jak niewiasta ofiarująca olejek nardowy za 300 denarów. W oczach Ojca, w oczach Braci i Sióstr.

 

 

 

Jesteśmy drzewem figowym

W podziękowaniu za wieloletnie wsparcie dla zboru w Wapienicy i dzielenie się Słowem pastorowi Andrzejowi Malickiemu.

Jest w Biblii przepiękny fragment, który każdemu polecam. Jest on tylko w jednej Ewangelii. Nie ma go w Marku, Mateuszu ani w Janie. Jest w Ewangelii św. Łukasza ( Łuk; 13, 6-9). Jezus powiedział uczniom to podobieństwo: „Pewien człowiek miał figowe drzewo zasadzone w winnicy swojej i przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł.  I rzekł do winogrodnika (czyli swojego specjalisty od upraw – uwaga moja) :  Oto od TRZECH LAT przychodzę, by szukać na tym drzewie owocu, a nie znajduję . (Były tam same liście w wielkiej liczbie – uwaga moja). Wytnij je, po cóż jeszcze ziemię próżno zajmuje?

Jaki jest owoc człowieka? Jeden powie: uczynki, drugi, że jałmużna, trzeci znowu, że to regularne uczęszczanie w niedzielę na nabożeństwa. Tymczasem bardzo często od niedzieli do niedzieli jest zwykła pustka. Jest walka o byt, zmartwienia dnia codziennego, choroby, brak pieniędzy… Wreszcie obłuda wobec drugiego człowieka. Jestem protestantem,  więc bardzo rzadko powołuję się na papieża. Tymczasem głowa Kościoła Katolickiego powiedziała coś bardzo znamiennego. ” Kto mówi źle o bliźnim swoim, jest obłudnikiem.” I dalej:  ” Jeśli źle mówisz o bracie swoim, zabijasz go”.  Całość wypowiedzi można znaleźć pod tym linkiem :   http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-franciszek-obludnik-jak-zabojca,nId,1026543      Każdy z nas jest drzewem figowym. Rośniemy na przepięknym wzgórzu naszego życia, mamy podgląd na wszystko dookoła, mamy mnóstwo wspaniałych liści. Mamy owocować. Niestety nader często okazuje się, że nie możemy. Dlaczego? Ponieważ naokoło naszego wzgórza są same karcze, martwe pniaki naszych uprzedzeń. Nasz owoc nie ma żyznej, miękkiej ziemi, gdzie mógłby wzrosnąć. Codziennie widzimy paproch w oku bliźniego, codziennie myślą i gestem pokazujemy, że z Nazaretu nie może być nic dobrego. Podobnie było ze mną. I oto nagle przyszedł kiedyś człowiek i powiedział: Tomku, znasz Biblię, masz serce wojownika, ale wybacz, w tym MIŁOŚCI NIE MA. Masz naokoło swojej duszy same karcze. Te słowa były do mnie, do Ciebie, do zboru czy Kościoła. Do nas. I oto okazało się, że człowiek zrozumiał, że nie może być sam. Zaczął wyrywać martwe pniaki. Jeden, drugi. Później przyszedł mu na pomoc jeden brat, drugi i trzeci. Oczyścili jedną stronę wzgórza.

Winogrodnik odpowiadając rzecze: Panie, pozostaw je ( to drzewo figowe, które nie rodzi) jeszcze ten rok, aż je obkopię i obłożę nawozem. Może wyda owoc w przyszłości, jeśli zaś nie, wytniesz je.

Kiedy jedna część mojego ( naszego ) wzgórza została oczyszczona z martwych pniaków, do pracy przy drugiej części stanęło już dziesięciu ludzi, potem dwudziestu, w końcu wszyscy. I oto ten, któremu nie ufaliśmy kiedyś,  okazał się naszym  prawdziwym bratem. Pamiętacie to zdanie? Kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu (Jan; 4.14).

Co to znaczy? Mamy tą naszą (Bożą) wodę komuś dać ot tak, od niechcenia? Łaskawie? Czy też z miłością?  Historia ludzkości od zawsze była związana z koniem. Koń jednak nie napije się z kranu, nie napije się ze spadającej wody, górskiego źródła. Trzeba mu pomóc. Trzeba albo obłożyć kamieniami ujście źródła, aby mógł pić, albo po prosu  zrobić z własnych rąk tzw łódkę, aby miał dostęp do wody. Tak samo jest ze Słowem. Musimy służąc bliźniemu zrobić mu łódkę z własnych rąk i z własnego serca. Wtedy dopiero w miejscu dawnych karczy urosną nowe drzewa figowe, wtedy dopiero owoc nasz będzie trwały.

Na koniec gorąco polecam Wam wszystkim fragment z Ewangelii św. Jana 15. 1-5. Ku rozwadze i zbudowaniu.

Kto mówi źle o swym bliźnim, jest obłudnikiem

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-franciszek-obludnik-jak-zabojca,nId,1026543?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Kto mówi źle o swym bliźnim, jest obłudnikiem

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-franciszek-obludnik-jak-zabojca,nId,1026543?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Kto mówi źle o swym bliźnim, jest obłudnikiem

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-franciszek-obludnik-jak-zabojca,nId,1026543?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Dostaliśmy prezent

Łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, Byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedziliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. (Mat 25, 35-40) Odpowiedzieli ludzie Synowi Człowieczemu: kiedy to zrobiliśmy?  Usłyszeli: kiedy uczyniliście to temu najmniejszemu, mi to uczyniliście. Jest to oczywiście skrót biblijnej przypowieści, niemniej słuchając ten tekst byłem szczęśliwy. Dlaczego?

Już trzecią niedzielę z rzędu na nabożeństwie w bielskiej Wapienicy służył Słowem dawno niewidziany brat Tomek T. Kiedyś ukończył Seminarium Metodystyczne w Warszawie, dzisiaj jest pełen pasji i chęci mówienia o Bogu.  Przyszedł dzisiaj z rodziną. Przyszedł do nas i służy, ponieważ, jak to nam powiedział, otworzyliśmy się . Otworzyliśmy się na człowieka i  w Człowieku – w Jezusie.

W Ewangelii św. Łukasza 12,35 czytamy: ” Niechaj biodra wasze będą przepasane i świece zapalone.”  W czasach rzymskich, w całym basenie Morza Śródziemnego, przepasanie się było symbolem służby swojemu panu. Dzisiaj natomiast to służba braciom w wierze. Każdy z nas oddając się Jezusowi, wierząc w Niego, zapala świecę swojej wiary, świecę, która ma nie tylko oświecać nasze życie, ale także świecić Braciom i Siostrom.

” Nikt też nie zapala świecy i nie nakrywa jej naczyniem ani nie stawia pod łóżkiem, ale stawia ją na świeczniku, ażeby widzieli światło ci, którzy wchodzą ” (Łuk; 8,18).  Kto do nas wchodzi, kto tak bardzo pragnie, aby nie tylko nas odwiedzać, ale żeby na stałe się u nas zadomowić, uczynić w nas swoją Świątynię? Syn Boży, a wraz z Nim dzieci Kościoła.

Niestety bardzo łatwo jest przykryć naczyniem naszą świecę. Naczyniem jest zatracenie się w pracy, dniu codziennym, wreszcie w uzależnieniu się od pieniędzy. Wtedy się gubimy. Chodzimy wprawdzie na nabożeństwa, uczestniczymy w życiu Kościoła, ale serce nasze jest gdzie indziej.

W Ewangelii św. Mateusza 25;1-13 czytamy o dziesięciu pannach, które z lampami oliwnymi w rękach czekały na oblubieńca. Oblubieńcem był Syn Człowieczy.  Niestety pięć z nich nie wzięło ze sobą zapasowej oliwy. Po kolejnym bezowocnym czekaniu zabrakło im paliwa. Wtedy powstał krzyk: oblubieniec idzie! Pięć głupich panien zwróciło się do koleżanek : użyczcie nam oliwy. Nie! – usłyszały – bo może jej zabraknąć nam i wam. Idźcie sobie kupić. Pięć panien poszło do kupców uzupełnić zapasy. Niestety w tym czasie nadszedł długo wyczekiwany oblubieniec i te, które były gotowe na jego przyjście weszły z nim na wesele. DRZWI  zostały zamknięte. Kiedy pięć głupich panien zaczęło pukać do drzwi wołając : Panie, otwórz nam!  usłyszały: Zaprawdę powiadam wam, NIE ZNAM WAS.

Te pięć głupich panien miało serce gdzie indziej. Kiedyś uwierzyły, otrzymały od Boga lampy oliwne, ale zaniedbały je. Zaniedbały swoją wiarę, zapomniały pierwszej miłości, zapomniały uzupełnić oliwę. Położyły swoje świece pod łóżko. Myślały, że zdążą je stamtąd zabrać w razie potrzeby. Tymczasem usłyszały wyrok : nie znam was.

Na szczęście nie wszyscy lekceważą Boży dar. „Wy zaś bądźcie podobni do ludzi oczekujących pana swego, aby mu zaraz otworzyć, kiedy powróci z wesela, przyjdzie i zapuka”  (Łuk; 12, 35-37). I dalej: ” Błogosławieni owi słudzy, których pan, gdy przyjdzie, zastanie czuwających. Zaprawdę powiadam wam, iż się przepasze (symbol służby!) i posadzi ich przy stole, i przystąpiwszy, będzie im usługiwał”. Nie wiemy, kiedy przyjdzie Pan, ale jeżeli będziemy gotowi, z wysoko uniesionym światłem (symbolem Ducha św.), bogato zaopatrzeni w oliwę, przepasani i chętni  służyć, uzyskamy ŻYCIE.

Niechaj biodra wasze będą przepasane i świece zapalone. Zapalone w Duchu i Prawdzie.

Jesteśmy razem

Kiedy złamałem sobie nogę i okazało się, że nie mogę jechać na zlot militarny w Węgierskiej Górce, na którym (podobno) była jedna z najlepszych inscenizacji Kampanii Wrześniowej w Polsce, byłem w rozpaczy. Zostałem w domu, byłem na nabożeństwie. Okazało się, że ta właśnie niedziela była jedną z najlepszych niedziel w moim życiu. Służył Brat, który milczał od wielu, wielu lat. Czuło się niesamowitą atmosferę, czuło się Ducha. Spróbuję Wam o tym opowiedzieć.

Są pewne stare prawdy: Bóg działa poprzez ludzi, działa przez Nas. Poprzez Nas wykonuje Swój plan. Kiedy może to zrobić? Jeden z moich Braci zauważył, że jest w nas tyle Boga, ile mu damy miejsca. Jeżeli nasze serce zajmuje praca, zarobki, codzienne kłopoty, robi tam się po prostu ciasno. Natomiast wtedy, gdy zostawimy w sercu dla Niego dużo miejsca, przestajemy być niewolnikami naszych kłopotów i niemożności.  Pan zadał nam proste pytanie: Niebo jest tronem moim, a ziemia podnóżkiem stóp moich; Jaki dom zbudujecie mi, mówi Pan, albo jakie jest miejsce odpocznienia mego? (Dz 7, 49) Odpowiedź jest niesamowicie prosta. W SPOŁECZNOŚCI.

W drugiej Księdze Mojżeszowej (17, 8-13) opisany jest problem Izraelitów. Aby dostać się do Ziemi Obiecanej musieli przejść przez ziemie Amalekitów. Mieli ze sobą stada bydła, wielbłądów, osłów i kóz. Mieli rodziny. Potrzebowali wody. Nie dało się przejść przez te ziemie nie korzystając ze studni autochtonów. Amalekici odmówili – Izraelici musieli walczyć. Wtedy to Mojżesz wysłał armię ( w tamtych czasach 500 uzbrojonych  ludzi to już była armia) pod dowództwem Jozuego, aby zapewniła przejście. Wywiązała się bitwa. Izraelici mieli błogosławieństwo Boga i zwyciężali, ale tylko wtedy, gdy Mojżesz miał podniesione ręce. Prorok jednak osłabł. I cóż się dzieje? Jego najbliżsi, Chur i Aaron, posadzili go na kamieniu i zaczęli podtrzymywać mu ręce. Izraelici wygrali. Ta scena, a mam ją wręcz przed oczami, gdy zmęczony Mojżesz siedzi ze wzniesionymi rękami, jest bardzo  symboliczna. Oto jest pewna ciągłość: Bóg – Mojżesz – ludzie. Aby błogosławieństwo Boga było trwałe, Mojżesz musiał mieć podniesione ręce. Tylko wtedy miał kontakt z Panem, w pozycji Pokory i Służby. Ale to Bracia w chwili, gdy już był bardzo zmęczony, posadzili go na kamieniu i podtrzymywali ręce…

Tak właśnie Bóg przemawia do nas. Dzisiaj zamiast Bóg – Mojżesz – ludzie nastąpiło Nowe Przymierze: Bóg – Jezus – ludzie. A Jezus przemawia i realizuje Plan Boży poprzez nas. Poprzez społeczność.  Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. (Jan  3,16) A nasza miłość do Niego? Może tylko się zrealizować poprzez miłość do bliźniego, poprzez podtrzymywanie innym ludziom rąk, poprzez uczynienie Mu miejsca w naszym sercu. Pozwólmy naszym bliskim usiąść na kamieniu, bądźmy dla nich, a poprzez nich służmy i głośmy Ewangelię.

Jan Wesley, założyciel Kościoła Metodystycznego, napisał: ” Wszystko, co Bóg czyni, jest odpowiedzią na modlitwę.”  Modlitwą jest pieśń, zwrócenie się do Boga oraz podniesienie rąk Bratu, bo tylko wtedy mamy, podobnie jak Mojżesz, łączność z Bogiem.

Jakie jest moje miejsce w społeczności, w zborze? W Księdze Aggeusza (1, 3-8)  – proszę przeczytać ! – prorok uzmysławia nam, że człowiek całą swoją energię kieruje na bieżące potrzeby – pracę, dom, samochód et tecera. Tymczasem Dom Boży (czyli społeczność) popada w ruinę. Jeżeli ja traktuję Braci instrumentalnie, w stylu takim, że pożyczam od nich narzędzia, książki , pieniądze, a nie poczuwam się do oddania im tego z powrotem, to nie jest społeczność. Kiedy John Fitzgerald Kennedy kandydował na prezydenta USA, to powiedział do wyborców: Nie pytaj się, co kraj zrobił dla ciebie, spytaj się, co ty zrobiłeś dla kraju? Tak jest z naszą wiarą, aby była pełna, musi żyć w i dla społeczności.

 

Dlatego też niesamowicie lubię przypowieść o wdowim groszu (Mar.12,41-44).  Jezus usiadł sobie naprzeciwko skarbonki postawionej przy wejściu do Świątyni. Obserwował. Wchodzący Żydzi czując na sobie Jego wzrok wrzucali do skarbnicy monety. Dużo monet. Po czym odchodzili dumni z własnej hojności. Na ich nieszczęście przyszła wdowa, która wrzuciła dwie monety warte razem jeden grosz. Jezus zwrócił się do uczniów:  „Zaprawdę powiadam wam, ta uboga wdowa wrzuciła więcej do skarbnicy niż wszyscy, którzy wrzucali. Bo wszyscy wrzucali z tego, co im zbywało, ale ta ze swego ubóstwa wrzuciła wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie.”

Tacy właśnie mamy być, aby Żyć.