Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5237
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2014

Powodzenia Piotrze, Bracie mój

Przeczytałem ostatnio w internecie newsa o tym, że Michaił Kałasznikow, twórca słynnego karabinku, wysłał list. Do kogo? Do Patriarchy Wszechrusi Cyryla (odpowiednik papieża w KK), w którym zawarł swoją obawę, czy zostanie zbawiony, gdyż na jego rękach jest krew setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi poległych od kul z AK-47.  Po uspokojeniu nastrojów i wątpliwości przez dostojnika człowiek ten zmarł. Czy do Zbawienia wystarczy list i zapewnienie patriarchy?

 

Przez kilka dni zwlekałem z tym wpisem, nie mogłem się skupić. Nie wiedziałem dlaczego? Wczoraj w nocy czytając o problemach Brata w wierze znalazłem odpowiedź. Mój przyjaciel dostał się w tryby systemu, w którym martwa litera prawa jest większa od człowieka. Litera nie ma względu na motywy, w literze nie ma CZŁOWIEKA.

 

Dwa tysiące lat temu przepisy rządzące społecznością Żydów były bardzo restrykcyjne. Regulowały również przypadki zarażeniem trądem. Po stwierdzeniu choroby przez kapłana chory zostawał wykluczony ze społeczności, tym bardziej, że Żydzi wierzyli, iż każda choroba jest skutkiem grzechu chorego. Taki chory na trąd nie mógł pracować, przestawać z ludźmi, nie mógł pić wody ze studni wraz z innymi. Nie mógł chodzić do świątyni, a o swoim  wejściu do wioski musiał uprzedzać wszystkich za pomocą kołatki. W razie wyzdrowienia delikwent musiał pokazać się kapłanowi w świątyni, aby tenże po udanym przeglądzie mógł ogłosić, że były chory może wrócić do społeczności.

W Ewangelii św. Łukasza 17; 11-19 czytamy o takim przypadku. 10 trędowatych widząc Jezusa zakrzyknęło razem : zmiłuj się nad nami! Gdy Jezus zwrócił na nich swą uwagę, rzekł do nich: Idźcie, ukażcie się kapłanom. Gdy 10 trędowatych w pospiechu udawało  się do świątyni, zostali oczyszczeni z trądu. Spieszyli się dopełnić formalności, aby kapłan wszystkim ogłosił, że są zdrowi. Pragnęli wrócić do poprzedniego życia, marzyli o tym, aby znowu pić herbatę miętową z przyjaciółmi na progach swoich domów… Jednak nie wszyscy. Jeden z nich się wrócił. Padł na twarz przed Jezusem donośnym głosem chwaląc Boga. Był to Samarytanin. Samarytanie, jako potomkowie Asyryjczyków, uważani byli przez Żydów jako hm, niekoszerni. Pomimo nawet tego, że przyjęli wiarę Abrahama i Mojżesza w Jedynego Boga, traktowani byli jak pariasi. I tenże Samarytanin wrócił się do Nauczyciela.  Jezus rzekł do niego: ” Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu? Czyż nikt nie znalazł się, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?” I rzekł mu: Wstań, idź. Twoja wiara cię uzdrowiła.

Uzdrowiła? Przecież już był oczyszczony i uzdrowiony w drodze do kapłana wraz z 9 towarzyszami. To jest głębsze. Tamci pędząc do świątyni, chcieli dopełnić litery ZAKONU i wrócić do swojego dawnego życia. Samarytanin odrzucił tą drogę, gdyż prawdziwe Życie ujrzał w Chrystusie, nie w paragrafach zakonu. W przepisach nie było i nie ma miejsca ani na Boga ani na człowieka. Dlatego też do oczyszczonego już Samarytanina Jezus powiedział: idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Uzdrowiła go od obaw i strachu dając mu ŻYWOT.

 

Jest jeszcze jedna znamienna przypowieść (Łuk 18; 18-30) – proszę przeczytać!  Pewien dostojnik zwrócił się do Jezusa z pytaniem, co ma robić, aby być zbawionym? Odpowiedział mu Jezus: znasz przykazania? To wszystko wykonuję już od młodości  – odpowiedział dostojnik, który tak naprawdę chciał od Jezusa potwierdzenia swojej doskonałości.  Usłyszał jednak od Syna Człowieczego coś, czego się nie spodziewał : Więc brakuje ci tylko jednego: sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim , a potem przyjdź i naśladuj mnie. Stropił się bogacz i zasmucił, gdyż był bardzo dumny ze swojego majątku i  swojej rozwagi w interesach. Gdy go takim Jezus ujrzał powiedział: łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi dostać się do Królestwa Bożego. Słysząc to uczniowie Jezusowi zakrzyknęli: Któż tedy może być zbawiony? Odrzekł im Pan: co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga.

 

Każdy z nas przywiązany jest do efektów swojej pracy, do domu, który posiada, mebli, samochodu, wreszcie własnego hobby. Pamiętajmy jednak jedno  (Dz Ap7; 49-50) : ” Niebo jest tronem moim, a ziemia podnóżkiem stóp moich; Jaki mi dom zbudujecie, mówi Pan, Albo jakie jest miejsce odpocznienia mego? Czy nie ręka moja uczyniła to wszystko?” Co możemy dać Bogu? Wszystko, co mamy, nasze domy, majątki, przyjaciół i rodziny mamy z JEGO ŁASKI. On dał nam to wszystko, On też jest władny nam to odebrać. W Objawieniu św. Jana czytamy: tych, których kocham, karcę i smagam. Dlatego tez musimy zrozumieć, że Bóg nas hartuje i doświadcza z MIŁOŚCI, abyśmy do końca Jego byli, z Nim żyli, Jemu ufali. Abyśmy wreszcie ten bezmiar Bożej Miłości i Obietnicy byli zdolni przelać na innych LUDZI. Ludzi z krwi i kości, ludzi, dla których będziemy zdolni dać to, co mamy najlepszego od Boga.

Powodzenia Piotrze, Bracie mój, jestem z Tobą, a wraz ze mną wszyscy Bracia i Siostry.

Dziękuję Ci Bracie…

Niedawno jadąc autobusem obserwowałem grupę głuchoniemych nastolatków porozumiewających się językiem migowym. Nie powodowała mną niezdrowa ciekawość, ale fascynacja. Fascynowała mnie ich umiejętność rozmowy za pomocą rąk, niekłamana radość z niej, wreszcie możliwość radzenia sobie człowieka w każdej sytuacji. Ot, taki Boży Dar, pozwalający ominąć własną niesprawność. Często widzimy ludzi niepełnosprawnych, różniących się od reszty społeczeństwa. Większość z ludzi stara się na nich nie patrzeć,odwraca głowę, tak jakby samo spojrzenie mogło być kuszeniem losu. Nasze społeczeństwo nie umie sobie poradzić z własną tzw sprawnością, ma kompleksy, boi się kontaktów ze sprawnymi inaczej. Dlatego najczęściej udaje, że ich nie ma.

Tak samo, niestety, jest ze Słowem Bożym. Każdy, kto w dniu codziennym próbuje rozmawiać o Bogu jest traktowany co najmniej ze zdziwieniem ( nawiedzony jakiś?), jeżeli nie z nieufnością, tak jakby to był temat tabu.

Wczoraj mój starszy Brat zborowy urządził przyjęcie urodzinowe. Wymyślił pretekst, aby się spotkać w szerszym gronie, aby skorzystać z okazji, która może się już nie powtórzyć. Aby skorzystać…

 

Kiedy otworzymy Ewangelię św. Jana zaraz na drugiej stronie ( osobiście uważam, że nie bez przyczyny) natykamy się na niesamowitą opowieść (Jan 1; 35 – 51).  Jan, zwany później Chrzcicielem, stał z dwoma uczniami, gdy widząc  przechodzącego Jezusa rzekł: Oto Baranek Boży. Zdziwieni nieoczekiwanym stwierdzeniem uczniowie natychmiast poszli za Jezusem. Pierwszymi słowami, jakie do Niego wypowiedzieli nie było żądanie: pokaż kim jesteś, uczyń jakiś cud, udowodnij, że… Zadali pytanie najbardziej prozaiczne z możliwych: gdzie mieszkasz? Usłyszeli: pójdźcie, a zobaczycie. Nauczyciel zaprowadził ich do swego domu, domu cieśli. Zostali tam na noc. Nie wiem, o czym rozmawiali, mogę się domyślać. Niemniej rano jeden z nich, Andrzej, poszedł do swego brata Szymona: znaleźliśmy Mesjasza (Chrystusa)! Chodź! Gdy Jezus ujrzał Szymona, rzekł: ty jesteś Szymon, syn Jana; ty (odtąd) będziesz nazwany Kefas (czyli Piotr).

Czytając te słowa natychmiast przypomniałem sobie fragment z Objawienia Św. Jana 2;17  -  „Zwycięzcy dam (…) kamyk biały, a na kamyku tym wypisane NOWE IMIĘ, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje.”   Jesteśmy zwycięzcami w biegu po zbawienie?  Czy otrzymaliśmy od Boga nowe imię? Jako nowy człowiek, jako Brat i Siostra?

Szymon, zwany odtąd Piotrem przekazał Dobrą Nowinę Filipowi, a ten gdy spotkał Natanaela, rzekł do niego: Znaleźliśmy tego, o którym pisał w zakonie Mojżesz, a także prorocy: Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu. Zdziwiony Natanael odpowiedział: czy z Nazaretu może być coś dobrego? PÓJDŹ I ZOBACZ! Natanael, samemu się sobie dziwiąc, ruszył spod drzewa figowego, gdzie odpoczywał.

I poszło zaproszenie od mojego Brata do wszystkich, aby mogli się spotkać na przyjęciu. Niczym w przypowieści o weselu Oblubieńca niektórzy odmówili, gdyż nie mogli, inni znowu nie chcieli. Ci natomiast, którzy przyjęli zaproszenie, stali się bogatsi, bogatsi Duchem.

Kiedy Chrystus ujrzał Natanaela zawołał: oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu. Skąd mnie znasz? Widziałem cię, gdy byłeś pod drzewem figowym.  Odpowiedział mu Natanael : Tyś jest Synem Bożym.

Wszyscy ci uczniowie poszli za Jezusem z własnej woli, powodowanie nie tyle ciekawością, co Potrzebą przebywania z Bogiem.

Poszło zaproszenie do każdego człowieka: pójdź do mnie, a ja dam ci wszystko, co mam. Bądź ze mną, a dam ci szatę białą, w  której nie ma nieprawości. Warunek był jeden – trzeba się ruszyć spod drzewa figowego, pod którym tak nam dobrze. Ruszyć się i zobaczyć Boga w Człowieku.

Przyjąłem zaproszenie. Dzięki Niemu poznałem niesamowitych ludzi i usłyszałem Dobrą Nowinę, poznałem małą dwumiesięczną Polę, najmłodszą Siostrę w naszym zborze, skosztowałem niesamowitego befsztyka po tatarsku. Gdybym nie skorzystał, siedziałbym w zimnym domu sam.

Skorzystałem też z innego zaproszenia, o wiele ważniejszego. I oto Pan na niwach zielonych mnie pasie, prowadzi mnie i mieszka ze mną. Nie jestem już sam.

Odpowiedział Jezus Natanaelowi: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci, iż cię widziałem pod drzewem figowym? Ujrzysz większe rzeczy niż to.  Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam (to już do nas), ujrzycie niebo otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego.

Ja też to widzę na co dzień w każdym z nas. Za zaproszenie zaś i danie mi pretekstu do ROZMOWY dziękuję Ci Bracie.