Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5332
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Październik 2014

Nergal i ks. Boniecki

Wszyscy znają temat – ostatnimi czasy głośno o protestach z okazji  koncertów Nergala.  Piosenkarz, celebryta, autor i promotor ciężkiego rocka o wydźwięku…hm, powiedzmy odbiegającym od zrozumienia i tolerancji większości Polaków. Stąd pojawiły się zorganizowane odgórnie demonstracje potępienia, modlitwy o Nergala, blokada koncertów…Fakt podarcia przez niego Biblii stał się dla ludzi, którzy nigdy jej nie czytali powodem do nienawiści. W tym momencie wkroczył ksiądz Boniecki, drugi, po śp ks. Twardowskim, moralny autorytet KK. Napisał proste słowa ; ” On ( Nergal ) nie jest zagrożeniem, to miły, spokojny, mądry człowiek, ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU „. Mnie zmroziło w tym momencie, bo ten apel był wręcz ewangeliczny. Jakimi jesteśmy ludźmi, że uzurpujemy sobie prawo do wyroków?

W Księdze Joba ( Hioba ) została zawarta historia życia pewnego człowieka. Job, człowiek pracowity i majętny , wiódł spokojne życie u boku rodziny. Majątku i bogactwa dorobił się własną, ciężką pracą. Miał żonę, 3 córki i 7 synów. Każdego dnia dziękował Bogu za Jego błogosławieństwo i szczęśliwe życie. Pewnego dnia Bóg spytał się szatana, czy spotkał już na ziemi kogoś tak sprawiedliwego i wierzącego jak Job. Ten mu odpowiedział: ” czy za darmo jest Job tak bogobojny?” ( Ks. Joba  1; 9 ). Bóg pozwolił szatanowi sprawdzić Joba.

I stało się. Wszystkie stada, wszystkie zwierzęta padły. Wszystkie pola, całe zbiory, zostały zniszczone. Mało tego. Wszystkie dzieci – 3 córki i 7 synów – zmarły. Zrozpaczona żona opuściła człowieka, którego opuścił Bóg. Znajomi, rodzina i tzw przyjaciele, ciesząc się w duchu z jego tragedii mówili Jobowi: gdzie jest ten twój Bóg, czemu ci nie pomaga? Na co była ta twoja wiara i wierność, skoro teraz twój Bóg cię opuścił?  Job jednak trwał w wierności. Wtedy szatan za pozwoleniem Pana zabrał mu zdrowie i zrobił go trędowatym. Tzw przyjaciele i rodzina odrzucili go mając w sercach …dziką satysfakcję: dobrze mu tak!!! Załamany Job pomodlił się w duchu ( Ks. Joba 6; 1 -9): ” O, gdyby tak dokładnie zważono moją udrękę i włożono na szale całe moje cierpienie, To byłoby ono cięższe niż piasek morski. Dlatego nierozważne są moje słowa…     … Oby Bóg zechciał mnie zmiażdżyć, oby podniósł ręce i przeciął nić mego życia!”

Dlaczego tacy jesteśmy? Dlaczego najbliżsi Joba czuli satysfakcję? Dlaczego czerpiemy z czyjegoś cierpienia? Co w nas tkwi? Dlaczego w małych, drobnych rzeczach potrafimy tak ranić? Dlaczego na niedzielne nabożeństwo potrafimy się notorycznie spóźniać? Bo to tylko początkowa pieśń nam umknie albo modlitwa? Dlaczego pozwalamy naszym dzieciom nie iść na nabożeństwo albo ubierać się po prostu nieprzystojnie, w jakieś dziwne bluzy z kapturem, stare buty? Bo są młodzi i kiedyś zrozumieją? Bo szacunek i miłość do drugiego same kiedyś przyjdą? Dlaczego nie zatrzymamy się przed pasami na widok starej kobiety – ona idzie wolno, więc zdążę? Co w nas jest takiego? Skąd to zimno? Skąd to ukryte zło? Każdy z nas patrząc na Nergala ma chęć poczuć się … lepszym. Jak faryzeusz przy celniku.

I oto Job zdał swój egzamin.  Po kryzysie wiary zawołał do Boga ( Ks. Joba 36; 5 -7 ): ” Oto Bóg jest potężny, lecz nikim NIE GARDZI; potężny siłą i SERCEM. Bezbożnego nie zostawia przy (dotychczasowym – uwaga moja ) życiu, ubogim zaś zapewnia sprawiedliwość. Od sprawiedliwego nie odwraca swoich oczu; wraz z królami sadza ich na tronie i są na zawsze wywyższeni.”

Obyśmy zostali tak w duchu wywyższeni jak król Królestwa nie z tego świata, Człowiek mający na krzyżu przybitą tabliczkę z napisem INRI - Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum.

Job ponownie się ożenił, miał mnóstwo dzieci, odzyskał majątek. Jego rodzina i przyjaciele ze względu na niego nie zostali ukarani.  Doceniając jego wierność Bóg pozwolił mu żyć jeszcze 140 lat i zobaczyć kolejne 4 pokolenia Izraelitów.

Jak to wszystko podsumować?

Wiem, Psalmem 121. Przeczytajcie proszę. Zwróćcie szczególna uwagę na sens wersu 7.

Coś się skończyło…

Wszystko zaczęło się niewinnie. Rzekł Pan do Mojżesza ( Druga Księga Mojżeszowa 26; 30 -33): ” Potem wzniesiesz przybytek według wzoru, który pokazano ci na górze. Zrobisz też ZASŁONĘ z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i ze skręconego bisioru; zrobisz ją z wyhaftowanymi na niej artystycznie cherubami. I zawiesisz ja na czterech słupach z drzewa akacjowego pokrytych złotem, ze złotymi hakami, stojących na czterech srebrnych podstawach. Zasłonę zawiesisz na hakach i wniesiesz za zasłonę Skrzynię Świadectwa ( Arkę – przypis mój),  A TA ZASŁONA BĘDZIE ODDZIELAĆ MIEJSCE ŚWIĘTE OD NAJŚWIĘTSZEGO „.

Pierwsza Świątynia to był duży , bogato zdobiony namiot. Dopiero Salomon wybudował olbrzymią, kamienną  Świątynię, do której przeniesiono Arkę. Wraz z rozrostem Świątyni wzrastała też zasłona. Salomon postawił ją w X wieku p.n.e.  W 587 roku p.n.e. babiloński król Nabudochozor kazał ją zburzyć wraz z Arką Przymierza. Żydzi odbudowali Świątynię pięćset lat później, ale już bez Arki. O co chodziło z ta zasłoną? Żydzi wierzyli, że za zasłoną, nawet po utracie Arki, mieszka Bóg. Zasłona tez nie była byle jaka. Wg dostępnych źródeł miała 10 cm grubości, 15 m wysokości i kilkadziesiąt m szerokości. Musiała ważyć kilka ton. Oddzielała miejsce święte – czyli Świątynię od miejsca najświętszego za zasłoną, od mieszkania Boga. Za kotarę miał wstęp tylko najwyższy kapłan raz w roku, aby złożyć ofiarę za GRZECHY WSZYSTKICH IZRAELITÓW.  Każdy Żyd znowu miał obowiązek raz w roku złożyć ofiarę za siebie i  rodzinę na odpuszczenie całorocznych grzechów. Ofiary były różne – ptactwo, jagnięta, cielęta – przeznaczone na całopalenie. Aby ułatwić pątnikom ofiarę, w przedsionku Świątyni urządzono targ, na którym można było kupić  zwierzę bez skazy na ofiarę, wymienić pieniądze, ba – wręcz się potargować.

Każdy Żyd musiał w swoim życiu przestrzegać łącznie 613 przykazań opisanych w Torze. Pomimo jednak ich przestrzegania i  składania ofiar, każdy z nich raz w roku musiał się oczyścić. I tak bez końca, przez całe życie, z pokolenia na pokolenie, zgodnie z TRADYCJĄ i NAWYKAMI.

I pewnego dnia przyszedł do Świątyni Jezus, wziął bat i krzycząc : z domu Ojca mojego nie róbcie targowiska! (Jan 2, 13 – 15) powywracał stoły bankierów i wyrzucił handlarzy razem z gołębiami, owcami i wołami. Jakim prawem to czynisz?! Zburzcie tę świątynię, a ja ją w trzy dni odbuduję – odpowiedział Jezus.

Co się stało? Dlaczego chciał uniemożliwić rodakom wypełnienie przykazań i tradycji? Czyżby wykonywanie 613 przykazań, dobre uczynki, ofiary na odpuszczenie grzechów, coroczne pielgrzymki to było za mało? Przecież wg Żydów za zasłoną mieszkał Bóg, a wierni spełniają tylko jego życzenia…

W Ewangelii św. Łukasza 13; 34 – 35 czytamy o bólu Jezusa: ” Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamieniujesz tych, którzy do ciebie byli posłani, ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, A NIE CHCIELIŚCIE. Oto wasz DOM PUSTY POZOSTANIE. Powiadam wam: nie ujrzycie mnie, aż nastanie czas, kiedy powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.”

Pusty dom? O co tu chodzi? Co to za zagadki? Czemu ten człowiek próbuje niszczyć życie bogobojnych, doskonałych Żydów?

I oto nadszedł dzień kaźni i zapłaty, dzień Odkupienia. Ukrzyżowany Jezus w ostatnich słowach zawołał w języku aramejskim: Eli, Eli, lama sabachtani! ( Mat. 27; 45 -51). W chwili, gdy rzymscy żołdacy razem ze świątynnymi strażnikami naigrawali się ze swojej ofiary, a Jezus umierał coś się stało –  ” I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia zatrzęsła i skały popękały.”

Można byłoby powiedzieć – ot, małe trzęsienie ziemi, nic się nie stało., ale to nie byłaby prawda. Oto po raz pierwszy od tysiąca lat każdy wierzący mógł zajrzeć za zasłonę. A tam nie było nic. Miało być mieszkanie Boga, jego rezydencja, a było trochę kurzu i pajęczyn. Pamiętacie te słowa: Oto wasz DOM PUSTY POZOSTANIE? To jest właśnie życie człowiecze – lata zabiegania, uczynków, pielgrzymek – a dom jest pusty…

Bóg rozdarł zasłonę, zasłonę najpiękniejszą i największą na świecie, zasłonę, za którą się do dzisiaj chowamy. Rozdarł ją, abyśmy Mu dali trzy dni na postawienie nowej budowli – Świątyni naszego serca. Oto mówi Pan  :

Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną.  (Obj. św. Jana 3; 20)

I oto kilka lat później, kiedy apostoł Paweł znalazł się w Atenach, na głównym placu zwanym Aeropagiem (Dzieje Ap 17 ; 22-24) rzekł do Greków:”  widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję. Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, NIE MIESZKA W ŚWIĄTYNIACH RĘKĄ LUDZKĄ ZBUDOWANYCH”.

Bo oto rozdarła się zasłona i coś się skończyło. Skończyły się preteksty i samooszukiwanie. Zaczęła się wąska, prosta droga. Jezus, który stoi u bram naszego serca i kołacze….Jesteś tam, Synu Mój?

Pozbierałbym wszystkie kamienie…

Zacząłbym od Psalmu 90. W wierszu 4 psalmista napisał: ” Albowiem tysiąc lat w oczach twoich Jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, I jak straż nocna.” Straż nocna…Od starożytności aż do średniowiecza, kiedy każde miasto opasane było murami obronnymi, największym zagrożeniem dla drewnianej zabudowy był ogień. Dlatego też przed północą specjalnie wynajęta straż nocna pilnowała, aby ludność pogasiła wszystkie kaganki, lampki, ogień w kominkach i piecach. Niezastosowanie się groziło surowymi karami. Dzięki nocnej straży ludzie czuli się bezpiecznie. Dzisiaj również każdy z nas spokojnie zasypia wiedząc, że jesteśmy pod opieką Zbawiciela. Jest to piękne uczucie, taka dziecięca, nocna beztroska. Czy Bóg chce czegoś za te nocne czuwanie? Chce czegoś dla siebie…czy też może dla nas?

W wierszu 10 i 12 czytamy: ” Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt;  …Naucz nas LICZYĆ DNI NASZE, abyśmy posiedli mądre serce!” Umiemy  liczyć dni i lata, umiemy zliczyć uczynki, matematyka jest nieodłącznym towarzyszem naszego życia, ale czy mamy mądre serce?

Dwóch ludzi przyszło do świątyni się modlić – faryzeusz i celnik (Łuk. 18; 9 -14 ). Ten pierwszy stanął na samym przodzie światyni, w miejscu przeznaczonym dla ludzi najbardziej godnych i zaczął się modlić w duchu : ” Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jako ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku.”

Kiedy Jezus nauczał w świątyni na Górze Oliwnej ( Jan. 8 ; 1 -11 ),  przyszli do niego uczeni w Piśmie i faryzeusze. Przyprowadzili ze sobą kobietę. Była pobita i skrwawiona. Ktoś nakrył ją w jednoznacznej sytuacji. Nie przyprowadzono jej partnera, tylko ją. Dzisiaj nikt by się tym nie przejmował, ale wtedy groziła za to śmierć. Chcąc wystawić Jezusa na próbę rzekli do Niego: Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie ( czyżby niejawne było tolerowane ? – komentarz mój ). Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz? Jezus pochylił głowę i nie patrząc na nikogo pisał palcem po ziemi.

Kiedy faryzeusz patrząc na celnika  pełnym pogardy wzrokiem wznosił do Boga swoją modlitwę, ba, swoją Ewangelię, celnik stanąwszy gdzieś na końcu świątyni ” nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”.

Gdy  faryzeusze i uczeni w Piśmie dalej atakowali Jezusa w sprawie cudzołożnicy, ten podnosząc się rzekł cichym głosem : Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień, po czym znowu schylił się i nie patrząc na adwersarzy zaczął ponownie coś pisać palcem po ziemi. I oto usłyszał stuk, najpierw jeden, potem drugi, trzeci…Zaczęło sie istne staccato opuszczanych kamieni. Ci co chcieli krwi zaczęli sie wycofywać, od najstarszego do najmłodszego. Co było dalej – proszę sobie przeczytać i przypomnieć.

Mój brat zborowy, Marek G. w swoim wystąpieniu niedzielnym w pierwszym zdaniu powiedział: ” Pozbierałbym wszystkie kamienie, aby nikt nigdy nie mógł ich rzucać na człowieka”. Ani słowem, ani uczynkiem. Nigdy.

„Naucz nas LICZYĆ DNI NASZE, abyśmy posiedli mądre serce! ” Abyśmy nie czuli sie lepsi od innych, czy to przez zrozumienie Biblii, czy też poprzez uczynki. Abyśmy nie stali się faryzeuszami w naszej świątyni serca, abyśmy nigdy nie szukali wzrokiem wokół siebie kamienia…

Jak to wszystko podsumować? Czy da się okreslić czego konkretnie chce od nas Bóg? A może On wcale nie stawia nam nieosiągalnych celów? Więc czego chce od nas?

W Psalmie 91 w wersie 2 czytamy: : „Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże, któremu ufam.” Ucieczko moja… Kiedy moja żona była małym dzieckiem, zdarzyło się jej  coś przeskrobać. Mieszkała z rodzicami w domu jej dziadków. Potężnie wkurzona jej mama, a obecnie moja teściowa, ruszyła do boju, aby skarcić urwisa. Robiła to tak, aby jej nie dogonić. Mały urwis z warkoczykami uciekł z mieszkania prosto do pokoju dziadka – jednego z kaznodziejów naszego zboru w tamtych latach – i schroniła się za jego szerokimi plecami. O karze już nie mogło być mowy. Wszyscy byli zadowoleni – dziadek, że obronił wnuczkę, mama, że nie musiała jej karać, a urwis – że ma taką ochronę. Ucieczko moja i twierdzo moja…. Bóg jest naszą taką ucieczką i ochroną. Wybacza nam nasze potknięcia i chroni nas. Osłania nas swoimi szerokimi plecami przed karą. I chce tylko jednego. ABYŚMY UPUŚCILI Z NASZYCH RĄK KAMIEŃ.