Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5799
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Marzec 2015

Wysłuchałeś mnie

Każdy z nas nosi w sobie jakiś ciężar. Ciężar boleści. Porzucona żona, zdradzony mąż, choroba, utrata pracy…Każdy z nas w pewnym momencie jest przytłoczony ciężarem ponad siły… Do czasu.

W Psalmie 138, 2  czytamy: ” I wysławiam imię twoje Za łaskę i za wierność twoją, Bo nad wszystko wywyższyłeś imię i słowo swoje. W dniu, gdy cię wzywałem, WYSŁUCHAŁEŚ MNIE, DODAŁEŚ MOCY DUSZY MOJEJ”.

Opowiem dzisiaj o znanej historii, która jednak, jak wszystkie biblijne przypowieści, niczym stara, średniowieczna polichromia posiada pod pierwszą warstwą farby kolejne, które czekają na odkrycie.

Oto donieśli Jezusowi, że w Betanii umiera jego przyjaciel Łazarz ( Jan, 11: 1 -44 ).  Tymczasem Jezus zaskoczonym uczniom oznajmił : ” Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony”. Pomimo, że kochał siostry Łazarza – Martę i Marię – to pozostał jeszcze na miejscu przez dwa dni. Nie wyruszył bezzwłocznie w drogę, aby uzdrowić przyjaciela. Dlaczego?

W Ewangelii św. Jana, w 14 rozdziale czytamy : Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce.

Po dwóch dniach ruszył Jezus do Betanii wraz z uczniami. Nie spieszył się za bardzo, więc przybył na miejsce cztery dni po pogrzebie Łazarza.

Zwyczaje Izraelitów, podobnie jak muzułmanów, nakazują pochówek zmarłego przed w ciągu jednego dnia. Obie nacje owijają swoich zmarłych w biały całun i chowają ich tuż przed zachodem słońca. Z powodu klimatu zwłoki się namaszcza specjalnymi płynami, aby stłumić zapach rozkładu ( komentarz mój).

Po przybyciu do Betanii stały się dwie niesamowite rzeczy.

Marta, kiedy dowiedziała się, że przybył Jezus, wyszła do niego, i ze smutkiem, a być może także z odrobiną wyrzutu rzekła: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój.

… A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce ( Jan 14), przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli. I dokąd Ja idę, wiecie, i drogę znacie. Rzekł do niego Tomasz: Panie, NIE WIEMY, DOKĄD IDZIESZ, JAKŻE MOŻEMY ZNAĆ DROGĘ?

Mówiła dalej Marta do Jezusa : Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg. Usłyszała: Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym.  Rzekł jej Jezus: JAM JEST ZMARTWYCHWSTANIE I ŻYWOT; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. a kto ŻYJE i wierzy we mnie, nie umrze na wieki.  CZY WIERZYSZ W TO? Tak Panie! odrzekła Marta.

I to był cud pierwszy, pokłosie śmierci łazarzowej. Marta opowiedziała się za ŻYCIEM. A co się działo z niewiernym Tomaszem, moim imiennikiem, nie znającym drogi ?

Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie. gdybyście mnie poznali i Ojca mego byście znali; odtąd go znacie i widzieliście go. Odrzekł mu Filip – ten, co w tej chwili wyskoczył z konopi – Panie, pokaż nam Ojca, a wystarczy nam. UFF…Chciałoby się wzorem postaci ze znanego filmu rzec – weźcie go stąd, bo jak sie znerwuję…

Jezus czekał dalej. Po jakimś czasie przyszła do niego Maria w towarzystwie rozpaczających Żydów i rzekła: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój!

I Pan uzdrowił swojego przyjaciela Łazarza, czym zszokował i Żydów, i uczniów, i wszystkich ludzi przez pokolenia. To jednak nie jest koniec tej historii.

Podsumowaniem tych dwóch wątków jest Maria. Bo oto, kiedy Jezus gościł w domu Łazarza i jadł z nim posiłek, usługiwała Marta. Maria podeszła do Jezusa i otworzyła alabastrowy słoik. Była w nim maść nardowa używana do namaszczania zwłok przed pochówkiem. Sama maść była robiona w Izraelu na podstawie ziela sprowadzonego z Himalajów. Zamknijmy oczy…Himalaje, Nepal, Indie, Afganistan, Iran, Irak. Izrael… Z powodu odległości ziele to było bardzo drogie. Słoik maści kosztował 300 denarów, równowartość rocznego zarobku robotnika. Podobnie drogi był słoik z alabastru. Niech ktoś dzisiaj zrobi taki słoik ze szlachetnego kamienia…Maria namaściła maścią stopy Jezusa i wytarła je włosami, ku oburzeniu Judasza.

I to był cud drugi, pokłosie śmierci łazarzowej. Teraz Maria opowiedziała się za ŻYCIEM. A co z Filipem?

Ten usłyszał od Nauczyciela: Tak długo jestem z wami, i nie poznałeś mnie Filipie?

Tak długo Pan jest z nami, od urodzenia. Prowadzi nas, dba o nas, karmi i poi. Chce tylko jednego – abyśmy, wzorem Marii i Marty poznali Go. Abyśmy się zdeklarowali i ŻYLI. Aby to nam Pan przygotował miejsce, abyśmy to my nie doznali krzywdy od drugiej śmierci, i dostąpili Zbawienia. Jak to zrobić? Łatwo. W końcu wszystko, co mamy, nie jest nasze. Nasza praca, zdrowie, nasz dorobek…nie są nasze. Może obok nas ktoś czeka, abyśmy mu obmyli nogi i namaścili drogocenną maścią – Słowem, a może po prostu kupili mu buty lub okulary…

Zapowiedział nam Pan ( Jan 14; 12 – 13): „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam ( tak Jezus podkreślał słowa, które w sobie niosły Żywot): Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie (sic!), bo ja idę do Ojca. I O COKOLWIEK PROSIĆ BĘDZIECIE W IMIENIU MOIM, SPEŁNIĘ TO.

Nasze życie to słoik z alabastru. Mamy je czym wypełnić? Jeśli tak, to mamy też prawo prosić

Wstań,idź!

Zaczęło się typowo, jak typowo zaczyna się kolejny nasz dzień. Poranny spacer z psem, przygotowanie jedzenia do pracy, dojazd, cały dzień w robocie… Wtedy też było typowo : ot, kolejne uzdrowienie, kolejny człowiek, któremu uchyliło się niebo… ale czy na pewno?

Gdy Jezus wszedł do pewnej wioski, wyszło mu naprzeciw 10 trędowatych ( Łuk 17; 11 -19 ). Trędowaci…Straszna choroba wyrzucająca człowieka poza nawias społeczeństwa – wszak izolacja od trądu była jedynym znanym sposobem uniknięcia tejże. Trędowaci stojąc daleko zaczęli krzyczeć do Jezusa: Jezusie, Mistrzu! Umiłuj się nad nami!

Jezus nie był sam, był z uczniami. Logiczne więc – a tak to sobie wyobrażam – że zaczęli oni odradzać Nauczycielowi kontakt z chorymi. Zostaw ich! Jak w życiu..Jak w  życiu codziennym, kiedy często czujemy się lepsi, wszak my jesteśmy zdrowi, a Oni trędowaci.

W 14 rozdziale listu św.Pawła do Rzymian, w wersach 1 -8 czytamy : ” A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada. Niechże ten, który je, NIE POGARDZA TYM, który nie je, a który nie je NIE OSĄDZA TEGO który je; albowiemBÓG GO PRZYJĄŁ”. Proste prawda? A jak trudne do zrealizowania. Kilka dni temu mój przyjaciel Piotr D. komentując moje zaangażowanie  emocjonalne w sytuację na Ukrainie spytał się : skąd tyle w tobie nienawiści? Szok, niedowierzanie, po prostu kubeł zimnej wody. Tak łatwo poczuć się lepszym… A tymczasem każdy z nas pracuje w winnicy za denara.

” Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega; kto je, dla Pana je, dziękuje bowiem Bogu; a kto nie je, dla Pana nie je, i dziękuje Bogu”. Nie ma różnic. Dzisiaj w naszym zborze mieliśmy gościa, pastora Krzysztofa. Mówił o tym, że wobec każdego z nas Bóg ma jakiś plan, i stosownie do tego planu wyposażył nas w różne dary: dar wymowy, słuchania, wychowywania dzieci, dar śpiewu…Nie ma między nami różnic. W wersie 7  czytamy: ALBOWIEM NIKT Z NAS DLA SIEBIE  NIE ŻYJE I NIKT DLA SIEBIE NIE UMIERA. A naszym spełnieniem, spełnieniem Planu Bożego wobec nas, jest społeczność. Społeczność i służba jej  darami, które mamy.

Jezus patrzył inaczej na trędowatych.  Dlatego też rzekł do nich: Idźcie ukarzcie się kapłanom. Ci zaś, kiedy szli zostali uzdrowieni.

Ci ludzie po prostu bez słowa odwrócili się i odeszli. Odzyskali zdrowie i szli pokazać się kapłanom, szli mając już przed oczami swój powrót do rodzin, do swoich zajęć, powrót do pracy, do szycia butów, robienia mebli, łowienia ryb…

Co czuł wtedy Jezus? Satysfakcję z uzdrowienia tych ludzi, czy też może coś innego? W Objawieniu św. Jana w liście do zboru w Sardes czytamy:    Znam uczynki twoje; MASZ IMIĘ, ŻE ŻYJESZ, A JESTEŚ UMARŁY.  Ci ludzie odwrócili się i odeszli, aby odzyskać  zdrowie. Nawet po uzdrowieniu nie obrócili głowy. Żyli takim nieżyciem, jak w jakimś matriksie.  A przecież to jest nasze życie. Masz imię – od Boga, ale to nie twoje imię, masz życie – od Boga, ale to nie twoje życie, masz pracę i zdrowie – od Boga, ale one również nie są twoimi. Pamiętajmy o tym. W liście do zboru w Laodycei czytamy:   Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś ani gorący, ani zimny, wypluję cię z ust moich.

Tak wiele otrzymaliśmy, tak wiele błogosławieństw i miłości. Jacy jesteśmy? Otrzymaliśmy Obietnicę. I co teraz?

Z tych 10 dziewięciu powróciło do swojego życia. Życia letniego, bez zimna i żaru. Jednak nie wszyscy. Do Jezusa powrócił jeden człowiek, Samarytanin, donośnym głosem chwaląc Boga. Był pełen radości i po prostu nie zależało mu na świadectwie kapłanów, że jest zdrowy. Padł na twarz przed Jezusem i dziękował mu. Rzekł na to Jezus : Czyż nie dziesięciu zostało OCZYSZCZONYCH?  Gdzie jest dziewięciu? Czyż nikt się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec? ( Samarytanie byli potomkami Asyryjczyków i pomimo tej samej wiary nie byli tolerowani przez Żydów – komentarz mój).

I znowu Objawienie św. Jana,  list do Laodycei: WSZYSTKICH, KTÓRYCH MIŁUJĘ, KARCĘ I SMAGAM; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. Bądź gorliwy i wróć do mnie, bo to ja cię uzdrowiłem – takie zdanie aż chciałoby  się przypisać Jezusowi. Niemniej zostało powiedziane inaczej. List do zboru w Smyrnie: Kto ma uszy, słucha, co Duch mówi do zborów. ZWYCIĘZCA NIE DOZNA SZKODY OD DUGIEJ ŚMIERCI. List do zboru w Pergamie: Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej, i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, kto je otrzymuje.

Samarytanin zawrócił z drogi pozostałej dziewiątki – i wygrał. Dostał kamyk z nowym imieniem, wszak po ponownym narodzeniu otrzymujemy nowe imię, już nie Tomek, ani Kasia, i dostał coś jeszcze – pewność, że nie dozna szkody od drugiej śmierci. Pewność Zbawienia.

Cóż takiego usłyszał oczyszczony z trądu, a więc zdrowy, Samarytanin? WSTAŃ, IDŹ, WIARA TWOJA CIĘ UZDROWIŁA.