Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5799
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Miesięczne Archiwa: Marzec 2017

Zrobisz ten jeden krok?

Pozwolicie, że zacznę od fragmentu Starego Testamentu.

W ciemności postępują, Chwieją się wszystkie posady ziemi. (6) Rzekłem: Wyście bogami I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego, (7) Lecz jak ludzie pomrzecie I upadniecie jak każdy książę.

(Ks. Psalmów 82:5-7, Biblia Warszawska)

Co sprawia, jesteśmy w naszym ziemskim życiu bogami i synami Najwyższego? Wszak nasze życie jest zdeterminowane tyloma czynnikami, że nie czujemy się panami własnego losu. Codzienna walka o byt, choroby, praca, utrzymanie rodziny…gdzie tu miejsce na boskość? Świadomość własnej śmierci i kruchości naszego ciała – lecz jak ludzie pomrzecie – też nie pomaga w bezstresowym oczekiwaniu kolejnego dnia. Jak więc przestać się bać niewiadomego, jak stać się synem?

Znacie na pewno przypowieść o nakarmieniu pięciu tysięcy pielgrzymów. Jest opisana w trzech Ewangeliach. Wielotysięczny tłum szedł za Jezusem w oczekiwaniu na kolejny cud. Było tym ludziom obojętne co to będzie – kolejne uzdrowienie, kazanie czy też wypędzenie złego ducha. W tym tłumie czuło się emocje niczym przed rzymskimi igrzyskami w Koloseum. Byleby się coś działo. Byli już głodni i zmęczeni, ale to od Jezusa oczekiwali zaspokojenia swoich potrzeb. Każdy z nich miał przyniesione z domu jedzenie, które skrzętnie ukrywał – wszak nie wiedzieli, jak długo będą w drodze.

Wielokrotnie czytając Biblię te same jej fragmenty odbierałem inaczej niż kiedyś. Tak samo było tym razem.

Polska czasów PRL – u była państwem opiekuńczym, Obywatel miał być tylko lojalny, a w zamian za to państwo zapewniało mu pracę, łatwo dostępne, powszechne wykształcenie,, bezpłatną służbę zdrowia . Robotnicy rolni i przemysłowi mieli zagwarantowane mieszkania ( po zaliczeniu 20 – letniej kolejki oczywiście) oraz rozbudowaną opiekę socjalną – urlopy, zasiłki, wczasy… Ta nadopiekuńczość państwa wykształciła myślenie roszczeniowe – daj, bo mi się należy, ja nic nie muszę dawać, nie muszę się starać i zabiegać.  Ci ludzie, zwichnięci mentalnie przez nadopiekuńczy system, nie mogli sobie poradzić w pomagdalenkowej rzeczywistości – wpadli w permanentne bezrobocie. Umieli tylko wyciągać rękę po datek, nie potrafili zrobić kroku do przodu, aby zmienić coś w swoim życiu, ich egzystencja to było stanie w bezruchu nad przepaścią, to strach przed nieznanym. Czy ten jeden krok to krok ku przepaści i zatraceniu, czy też początek nowego życia?

Zwróćcie uwagę na to, że ludzie wychowani w biedzie,w niechęci do szkoły i książek, których rodzice żyją w stylu a la Ferdynand Kiepski tak samo wychowują swoje dzieci. Przez całe pokolenia nie mogą wyzwolić się ze schematu, w którym biedny płodzi biednych, żebrak płodzi następnych żebraków, cwaniak uczy cwaniactwa, a bezradny bezradności. Podobnie z kościołami – katolik czy protestant od wielu pokoleń nawet nie zna zasad swojej wiary. NIKT  z tych ludzi nie potrafi wyrwać się z kręgu niemocy. Ale czy naprawdę nic nie można zrobić?

Jezus mógł! Oto z pięciu chlebów i dwóch ryb nasycili się wszyscy. Cud? Tak, bo oto każdy z Żydów przestał myśleć o sobie i zaczął się dzielić tym, co miał. Jezus nie zmienił sytuacji, w której znalazł się człowiek, on zmienił CZŁOWIEKA! I tak głodny zdolny jest się nasycić, biedny zapewnić godziwy byt rodzinie a letni stać się gorącym. W Nim wszystko jest możliwe!

Jest jedna przypowieść w Biblii, której zawsze unikałem jak ognia, ba! – wręcz jej nie lubiłem. Totalnie jej nie rozumiałem… aż do wczoraj.  To podobieństwo o nieuczciwym zarządcy.

(1) Potem powiedział jeszcze do uczniów: Był pewien bogaty człowiek, który miał zarządcę, a tego oskarżono przed nim, że trwoni jego majętność. (2) I przywoławszy go, rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twojego szafarstwa, albowiem już nie będziesz mógł nadal zarządzać. (3) I rzekł zarządca do siebie samego: Cóż pocznę, skoro pan mój odbiera mi szafarstwo? Nie mam sił, aby kopać, a żebrać się wstydzę. (4) Wiem, co uczynię, aby mnie przyjęli do domów swoich, gdy zostanę usunięty z szafarstwa. (5) I wezwał dłużników swego pana, każdego z osobna, i rzekł do pierwszego: Ile winieneś panu memu? (6) A ten odrzekł: Sto baryłek oliwy. Rzekł mu więc: Weź zapis swój, siądź i szybko napisz pięćdziesiąt. (7) Potem rzekł do drugiego: A ty ile winieneś? A ten odrzekł: Sto korców pszenicy. Rzekł mu: Weź zapis swój i napisz osiemdziesiąt. (8) I pochwalił pan nieuczciwego zarządcę, że przebiegle postąpił, bo synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od synów światłości.

(Ew. Łukasza 16:1-8, Biblia Warszawska)

Irytowało mnie, ze człowiek posądzony o kradzież dodatkowo rozdaje jeszcze dłużnikom majętność swego pana czyniąc z nich wspólników swojej kradzieży. Czytając ten fragment byłem po prostu zły – oto niegodziwiec został jeszcze pochwalony! Przecież powinien zostać przykładnie ukarany! Postanowiłem zmierzyć się z moim problemem postrzegania tego fragmentu. Kim byli dłużnicy? Czy darowanie tak wielkiej części długu, a trzeba pamiętać, że 50 baryłek oliwy czy 20 korców pszenicy stanowiły wymierny majątek, zmieniło ich życie? Hmm… Na pewno to byli ludzie biedni, wszak nikt z własnej woli nie wpada w długi. Zastanowił  mnie przedmiot długu – oliwa i pszenica. Był to ewidentnie towar na handel. Ci ludzie pomimo swojego ubóstwa walczyli o lepsze jutro! Nie chcieli tej pożyczki zwyczajnie przejeść, a ją pomnożyć. Tak więc umorzenie części długu przez zarządcę było po myśli jego pana – wszak lepiej odzyskać 50 baryłek oliwy, niż stracić całe 100. Tym sposobem bogacz okazał się ludzkim przedsiębiorcą, jego zarządca człowiekiem dbałym o powierzony majątek i godnym pochwały, a dłużnicy otrzymali kolejną szansę na poprawę bytu swoich rodzin…Nikt im nie anulował długu, ale otrzymali kolejny dowód zaufania od  - no od kogo? – od Pana, właściciela i stworzyciela wszechrzeczy. Uff… przeszło dwadzieścia lat zajęło mi odkrycie tej prostej prawdy.

Mamy wszyscy szansę na odkrycie w sobie mocy Bożej, siły, która determinuje nie tylko nasze życie, ale i życie naszych bliskich. Zmienia ona nasze postrzeganie świata, zmienia nasz system wartości, sprawia, że nie jesteśmy tylko jednymi z wielu, ale dostępujemy synostwa.

Na koniec jeszcze posłanie od Pana naszego, Jezusa Chrystusa skierowane do nas wszystkich.

(19) Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; (20) ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. (21) Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje.

(Ew. Mateusza 6:19-21, Biblia Warszawska)

 

 

Czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi?

Przewrotne pytanie. Czy On tego chce? Jeżeli chce, dlaczego dopuszcza do tego, że bywamy nieszczęśliwi?  Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Dlaczego dopuszcza do tego, że chorujemy? Hmm… W Psalmie 103 czytamy:

(1) Dawidowy. Błogosław, duszo moja, Panu I wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! (2) Błogosław, duszo moja, Panu I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! (3) On odpuszcza wszystkie winy twoje, Leczy wszystkie choroby twoje. (4) On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością. (5) On nasyca dobrem życie twoje, Tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja.

(Ks. Psalmów 103:1-5, Biblia Warszawska)

Ktoś by powiedział: jak to? Ratuje od zguby, leczy choroby, odnawia się młodość? Wprawdzie wierzę w Boga, ale jednak choruję, nikt mnie nie ratuje ani nie robi dobrze w moim życiu. Nie zbieram  żadnych owoców swojej wiary. Tymczasem ciężko doświadczony Job zwrócił się do pana:

(4) Słuchaj, proszę. I ja chcę mówić; będę cię pytał, a Ty racz mię pouczyć! (5) Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię.

(Ks. Hioba 42:4-5, Biblia Warszawska)

Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie… To zupełnie jak ja i miliony ludzi żyjących od czasów Golgoty. Chrześcijaństwo dzisiaj jest wszechobecne, otaczają nas różne jego formy. Każdy wie, każdy słyszał, prawie każdy czytał Biblię. Powinniśmy więc być społeczeństwem na wskroś idealnym, wiernym i przepełnionym miłością. Czy tak jest? Czy moje oko może tak jak Hiob zobaczyć Pana?

(53) A gdy się przeprawili na drugą stronę, przyszli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. (54) A gdy wyszli z łodzi, zaraz go poznali. (55) I rozbiegli się po całej tej krainie, i poczęli na łożach znosić chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywał. (56) A gdziekolwiek przyszedł do wsi albo do miast, albo do osad, kładli chorych na placach i prosili go, by się mogli dotknąć choćby kraju szaty jego; a ci, którzy się go dotknęli, zostali uzdrowieni.

(Ew. Marka 6:53-56, Biblia Warszawska)

Tysiące ludzi z ziemi Genezaret, którzy SŁYSZELI o Nauczycielu, przybiegło doń. Ciągnęli, wieźli i nieśli swoich chorych w nadziei na uzdrowienie. Czekali na Niego we wsiach i miasteczkach, witali Go na rynkach. Cieszyli się z Jego przybycia. Radość ta trwała do czasu, gdy wszyscy potrzebujący zostali uzdrowieni. Potem  odeszli do swoich domów, nie ma już o nich w Biblii żadnej wzmianki. Słyszeli, ale w przeciwieństwie do Hioba, nie zobaczyli. A było ich tysiące… Zastanawiam się, czy to nie tacy ludzie pytają się dzisiaj, czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi? Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Czy to nie tacy ludzie są dzisiaj najbardziej roszczeniowi, a ich modlitwa sprowadza się do słowa daj? Nie wiem. Wiem za to, co daje mi siłę. Wiem, że mogę być szczęśliwy chorując, że czasami mogę uśmiechać się poprzez łzy.

(1) A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. (2) I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; (3) ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. (4) A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. (5) On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. (6) I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! (7) I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, (8) i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. (9) A cały lud widział go, jak chodził i chwalił Boga; (10) poznali bowiem, że to był ten, który dla jałmużny siadywał przy Bramie Pięknej świątyni; i ogarnęło ich zdumienie i oszołomienie z powodu tego, co mu się przydarzyło. (11) A gdy się on trzymał Piotra i Jana, zbiegł się do nich cały lud zdumiony do przysionka, zwanego Salomonowym.

(Dzieje Apost. 3:1-11, Biblia Warszawska)

Oto zamiast jałmużny chromy uzyskał coś znacznie więcej – wiarę w Jezusa Chrystusa, i to ta wiara sprawiła, że skakał,  biegał i chwalił Pana. Czy on w Jerozolimie nigdy nie słyszał o Jezusie lub Jego uczniach? Oczywiście , że słyszał. Zobaczył Go jednak dopiero teraz – i to skutecznie. Zobaczył Jezusa i Jego dzieło w sobie samym, w największej świątyni od czasów Salomona.  Co było dalej?

(12) Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: Mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? (13) Bóg Abrahama i Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych, uwielbił Syna swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uważał, że należało go wypuścić na wolność; (14) wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. (15) I zabiliście Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych, czego my świadkami jesteśmy. (16) Przez wiarę w imię jego wzmocniło jego imię tego, którego widzicie i znacie, wiara zaś przez niego wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.

(Dzieje Apost. 3:12-16, Biblia Warszawska)

„Wiara zaś przez niego ( Jezusa ) wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.”  Czyż ten człowiek nie stał się szczęśliwy w Panu? I to pomimo całego życia spędzonego w cierpieniu i chorobie? Nie dostał od Piotra złota ani srebra – otrzymał Żywot. Na koniec jeszcze mała wisienka na niedzielnym torcie.

(30) I wiele innych cudów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są spisane w tej księdze; (31)te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc MIELI ŻYWOT W IMIENIU JEGO.

(Ew. Jana 20:30-31, Biblia Warszawska)

W ten oto sposób nie doznamy krzywdy od drugiej śmierci.