Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5799
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

Tomasz Lipski

Jestem trudny. Gdy byłem dzieckiem, moja matka nie nauczyła mnie podstaw. Nie nauczyła mnie czucia ani miłości. Nauczyłem się agresji. Byłem ostry, czasem byłem zły. Jestem też dobry. Przyjąłem, że tylko modlitwa może mnie zmienić. Modlitwa o miłość kochanego człowieka. I to się dokonało. Dlatego MUSZĘ mówić o tym, ze Bóg ma moc, gdyż przy bezmiarze moich niedoskonałości jest to dla mnie jedyna droga do Życia. A stało się to przez Człowieka dla mnie.

Jesteśmy z Tobą Józku…

Ten wpis dedykuję naszemu Bratu, który zaczął walkę z chorobą, której każdy się boi.

 

Zacznę tradycyjnie od Starego Testamentu, od Księgi Hioba. Kiedy Bóg pozwolił, aby Hiob (Job) był doświadczany przez szatana, ten obsypał go wrzodami.

Na to rzekł Pan do szatana: Oto jest w twojej mocy, tylko jego życie zachowaj. (7) I odszedł szatan sprzed oblicza Pana, i dotknął Joba złośliwymi wrzodami od stóp aż do głowy. (8) Wtedy ten wziął sobie skorupę, aby się nią skrobać; i siedział w popiele. (9) I rzekła doń jego żona: Czy jeszcze trwasz w swojej pobożności? Złorzecz Bogu i umrzyj!

(Ks. Hioba 2:7-10, Biblia Warszawska)

Hiob próbował sobie radzić z chorobą zdzierając wrzody i posypując się popiołem – w tamtych czasach popiół był używany jako środek dezynfekcyjny – niestety problemem była żona. Żona, która zmęczona chorobą męża złorzeczyła Bogu, by na koniec życzyć mężowi śmierci… Wolała być wdową i spokojnie żyć pod opieką rodziny. Bóg miał jednak inny plan, plan dotyczący Hioba.

(10) Odpowiedział jej: Mówisz, jak mówią kobiety nierozumne. Dobre przyjmujemy od Boga, czy nie mielibyśmy przyjmować i złego? W tym wszystkim nie zgrzeszył Job swymi usty.

Właśnie… tak łatwo przyjmujemy codzienne dary Pana – zdrowie, pracę, stabilizację czy szczęśliwą rodzinę, i tak łatwo o tych darach zapominamy, przyzwyczajamy się do nich, uważamy za standard. Nie dopuszczamy myśli, że może być inaczej, że możemy stracić ułudę, w której żyjemy. A możemy.

W Księdze Psalmów czytamy:

(12) Niech się raduje góra Syjon, Niech się weselą córki judzkie Z powodu sądów twoich. (13) Okrążcie Syjon i obejdźcie go, Policzcie jego wieżyce! (14) Zwróćcie uwagę na jego wały, Przejdźcie się po pałacach jego, Abyście mogli opowiadać to przyszłemu pokoleniu,

(Ks. Psalmów 48:1-15, Biblia Warszawska)

Czytając ten fragment Psalmu 48 sam się oburzałem – wały , wieżyce? Przecież sam Jezus zapowiedział zniszczenie takich budowli.

(1) I gdy On wychodził ze świątyni, rzekł mu jeden z uczniów jego: Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle. (2) A Jezus mu odrzekł: Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony.

(Ew. Marka 13:1-2, Biblia Warszawska)

Jednak w tym Psalmie jest jeszcze coś, wpis, który napawa otuchą:

…Abyście mogli opowiadać to przyszłemu pokoleniu, (15) Że to jest Bóg, Bóg nasz na wieki wieków. ON NAS PROWADZI POZA ŚMIERĆ.

Jak człowiek mający świadomość ciężkiej choroby i nie znający jej zakończenia może składać świadectwo swojej wiary? Jak krew i ciało może wyzwolić się ze strachu przed śmiercią? Otóż nie może. Ciało i krew nie dziedziczą Zbawienia, tylko Duch, który ożywia. Nasz Brat całe życie poświęcił Panu, a jedynym jego utrapieniem nie jest choroba, ale niemożność uczestniczenia w nabożeństwie niedzielnym. To jest hart ducha? Zaślepienie? To jest po prostu pewność zbawienia, pewność dalszej drogi poza naszym czasem. To miłość Jezusowa i opieka, która PROWADZI POZA ŚMIERĆ. Oczywiście trzymamy kciuki za powodzenie leczenia, ale podobnie jak nasz Brat, zdajemy się na Pana.

Tak wspominam jego wystąpienia niedzielne, czasem chaotyczne, czasem niezrozumiałe. Nasz brat, inżynier, ścisły umysł, zawsze wychodzi z założenia, że fizykę i chemię na poziomie uniwersyteckim zna każdy. Podobnie ze Słowem. Stąd jego skróty myślowe i stałe zmiany wątków. Po co tłumaczyć rzeczy oczywiste? Ten Człowiek, narzędzie w ręku Pana, zmusza nas stale do myślenia, skupienia się, do analizy. I dawał, i daje świadectwo, że nie boi się drugiej śmierci, bo ta pierwsza to tylko etap, który każdego doświadcza.

Nie wiem dlaczego, ale większość ludzi, z księżmi włącznie, nie lubi Objawienia Świętego Jana. Mnie ono inspiruje, zwłaszcza listy. Dlatego na zakończenie tego rozważania sięgnę do Listu do zboru w Filadelfii.

(7) A do anioła zboru w Filadelfii napisz: To mówi Święty, prawdziwy, Ten, który ma klucz Dawida, Ten, który otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, który zamyka, a nikt nie otworzy.

(Apokalipsa (Objawienie) 3:7 – 13, Biblia Warszawska)

Oho, zaczyna się, pomyśli większość. Lecz to nie jest egzamin i stres, to Obietnica i budowanie serc. Planu Pana nic nie przeszkodzi, aby podobnie jak Hiob, każdy z nas się ostał w Jego łasce. Żadne ludzkie działanie, zawiść, kłopoty, ba – choroba, nawet taka jak Józkowa – nie odwiedzie nas od Niego. Czytamy dalej:

(8) Znam uczynki twoje; oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia.

(Apokalipsa (Objawienie) 3:8-13  Biblia Warszawska)

Powtórzę to, po Pan mówi o Józku i każdym z nas: Bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia.

Mamy niewielką moc, miałkie ciało i wielkiego ducha, wielkiego w Panu, Panu, który nas wyposaża i przysposabia do życia, abyśmy w grze naszego doczesnego bytu osiągnęli najwyższy poziom – poziom Zbawienia.

(10) Ponieważ zachowałeś nakaz mój, by przy mnie wytrwać, przeto i Ja zachowam cię w godzinie próby, jaka przyjdzie na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi. (11) Przyjdę rychło; trzymaj, co masz, aby nikt nie wziął korony twojej. (12) Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już z niej nie wyjdzie, i wypiszę na nim imię Boga mojego, i nazwę miasta Boga mojego, nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od Boga mojego, i moje nowe imię. (13) Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów.

Wczytajmy się w te słowa, poczujmy ich moc. Zachowam cie w godzinie próby… Trzymaj, co masz… Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga… Wypiszę na nim imię Boga… To o nas. To nas dotyczy. To o naszym Bracie. To słowa o Życiu.

Dlaczego ja?

W Księdze Jeremiasza czytamy:  … jednak chciałbym z tobą porozmawiać o sprawiedliwości: Dlaczego życie bezbożnych upływa szczęśliwie i bezpiecznie się czują wszyscy wiarołomni?

(Ks. Jeremiasza 12:1, Biblia Warszawska)

Jakże często dotykają nas takie myśli: dlaczego ja? Dlaczego ja, człowiek wierzący – choruję? Dlaczego ten obok, wiarołomca i prześmiewca z Boga jest zdrowy i szczęśliwy? Dlaczego nie mam dzieci, a tamten nawet nie potrafi wypowiedzieć imion wszystkich swoich potomków? Dlaczego jestem biedny i nie mogę wykarmić swojej licznej trzódki, a ten obok bogacz nie musi opiekować się nawet jednym dzieckiem? Dlaczego nie mam  pracy, a ten obok, z naprzeciwka… Dlaczego nikt mnie nie odwiedzi, cały dzień jestem sam? Dlaczego muszę tyle pracować, że wieczorem nie mam nawet siły odwiedzić sąsiada?  Dlaczego ja? Dlaczego mnie tak Bóg doświadcza, dlaczego nie on, dlaczego, dlaczego, dla….?!!!

Był pewien 40 – letni mężczyzna umierający w bólach w szpitalu… i jego żona, siedząca bezradnie przy szpitalnym łóżku, a także pięcioro dzieci bez opieki w domu bez dorosłych. I głośne pytanie skierowane do odwiedzającego, którym mógł być każdy z nas: dlaczego ja?

Nie potrafię odpowiedzieć na te pytania, przynajmniej nie bezpośrednio.  Odpowiedź jest w Biblii, pomogę wam ją znaleźć. Są dwa  momenty w życiu człowieka – narodziny i śmierć.  Żył w Jerozolimie Symeon, człowiek bogobojny i sprawiedliwy. Temu Duch Święty objawił, iż nie ujrzy śmierci, zanim by nie oglądał Chrystusa Pana. Kiedy rodzice Jezusa przybyli do Świątyni, aby wypełnić przepisy zakonu, tenże na widok niemowlęcia zawołał:   Teraz puszczasz sługę swego, Panie, według słowa swego w pokoju,  gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje… Zdumionym rodzicom zaś przepowiedział dając błogosławieństwo małemu: (34) I błogosławił im Symeon, i rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, (35) i aby były ujawnione myśli wielu serc; także twoją własną duszę przeniknie miecz.

(Ew. Łukasza 2:25-35, Biblia Warszawska)

Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą… To dla każdego jest jasne – część ludzi uwierzyła w Syna Bożego, część zaś nie. W Jego obecności zostaną ujawnione myśli wielu serc … – ale miecz? O co tu chodzi?

28) Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość. (29) Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości. (30) Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają

(Ks. Izajasza 40:28-30, Biblia Warszawska)

Otóż – według mnie – w życiu każdego jest etap pacholęctwa w rozumieniu Bożego Planu. Niektórzy nigdy z niego nie wyrastają, wciąż się pytają: dlaczego ja? Mają siwe włosy i zrozumienie małego dziecka, mentalność Kalego. Wierzą, że Pan nigdy nie śpi i czuwa nad naszym życiem, ale nie rozumieją, dlaczego nie wysłuchuje ich modlitwy, dlaczego ich doświadcza i wręcz karze. Dlaczego to ja, a nie on… Zapominają, że Pan może ich / nas w każdej chwili zapytać: dlaczego, będąc zdrowym, nie jesteś wdzięczny i szczęśliwy ze swojego życia? Dlaczego Ty nie jesteś zadowolony z tego, co dałem ci Ja? Wiedzę i drogę, aby osiągnąć Żywot? I wtedy takich ludzi przeszywa miecz zrozumienia – oto wszystko daję wam nowe, oto ty jesteś nowym człowiekiem, w którego sercu nie ma miejsca na takie pytania ani na małe ja.

My mamy jeden cel – Żywot w Panu. Wszystko inne – praca, zdrowie prowadzi do właśnie  do tego celu. Kiedy Maria Magdalena była zrozpaczona po śmierci Jezusa, kiedy wydawało się, że jej świat rozsypał się w pył, udała się do Jego grobu.

(15) Rzekł jej Jezus: Niewiasto! Czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona, mniemając, że to jest ogrodnik, rzekła mu: Panie! Jeśli ty go wziąłeś, powiedz mi, gdzie go położyłeś, a ja go wezmę. (16) Rzekł jej Jezus: Mario! Ona obróciwszy się, rzekła mu po hebrajsku: Rabbuni! Co znaczy: Nauczycielu!

(Ew. Jana 20:15-16, Biblia Warszawska)

Wystarczyło jedno słowo, aby życie Marii poskładało się na nowo. I Tak Pan woła do każdego z nas: Tomku, Kasiu, Andrzeju…. Woła nas do siebie, woła i pokazuje, że Jego plan wobec nas jest doskonały, że pytanie dlaczego ja nie powinno mieć do nas przystępu.

(31) lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają.

(Ks. Izajasza 40:31, Biblia Warszawska)

Więc lećmy, lećmy z Panem wysoko, ponad cielesność i zmęczenie, ponad choroby i śmierć, w stronę Życia.

Zapraszam do kinematografu

W dawnych salach kinowych przy dźwięku pianina można było oglądać niesamowite historie. Więc i wy usiądźcie wygodnie i posłuchajcie…

Mieliście kiedyś rozdarte serce? Rozdarte emocjami i bezsilnością? Cierpieliście? Byliście sami?…

Pierwszy obraz.

Ta historia zaczyna się od bólu.

Jeremiasz, jeden z proroków izraelskich, nie miał lekko. Gdyby zmienić mu odzienie, dać w rękę smartfona, a osiołka zmienić na samochód, byłby nam współczesnym sąsiadem, a jego problemy byłyby takie same jak nasze. Strach o jutro, strach przed chorobą, obawy o rodzinę i codzienne życie, które z dnia na dzień okazuje się być  nieujarzmionym żywiołem. Pozwólmy mu jednak mówić w języku biblijnym.

(18) I myślałem: Przepadła moja siła żywotna i moja nadzieja w Panu. (19) Wspominanie własnej niedoli i udręki to piołun i trucizna. (20) Moja dusza bezustannie to wspomina i trapi się we mnie.

(Treny 3:18-20, Biblia Warszawska)

Drugi obraz.

Zrozpaczeni uczniowie po śmierci Jezusowej zamknęli się w wynajętym pokoju. Byli rozdarci – oto ich Nauczyciel ich zostawił. Oni śnili o Królestwie na Ziemi, a On dał się ukrzyżować. To było ich pożegnanie z Rabbim, taka współczesna stypa.  Również oni wspominali swoje najlepsze chwile spędzone z Jezusem.

Pamiętacie Jego błogosławieństwa?

(3) Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios. (4) Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

To o nas mówił, to o nas!

(5) Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. (6) Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. (7) Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. (8) Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

I to takie ważne, pamiętacie? Kto pamięta?

(9) Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani.

(Ew. Mateusza 5:3-9, Biblia Warszawska)

Błogosławieni pokój czyniący? Hmm…

Cierpiący po stracie ludzie nawzajem się pocieszali. Cierpiący Jeremiasz, cierpiący uczniowie.

Ale o  co chodziło Panu z tym pokojem?

(27) Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka.

(Ew. Jana 14:1-27, Biblia Warszawska)

Każdy z nas w chwilach życiowej potrzeby i zwątpienia zwraca się  do Boga w modlitwie. Po co?

Po spokój duszy. Po światło broniące przed ciemnością. Po siłę do walki jutro. Po cierpliwość, odporność na ból, obronę przed strachem. Jezus powiedział: Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam… Jakiż jest to Jego pokój?

To pewność Bożego planu wobec nas, planu prowadzącego do Życia po drugiej śmierci, to pewność zbawienia. To siła do walki z przeciwnościami, siła oparta na Jego miłości. To spokój duszy, cisza i pewność. To emanacja tej siły z człowieka, powodująca, że wszyscy się garną do Niego, potrzebują Jego obecności. Ten pokój, jego siła powoli się rozlewa – jak rzeka. Rzeźbi ludzi i charaktery, zdobywa nowe serca. Pokój – bynajmniej nie ludzki ograniczający się do chwilowej przerwy w zabijaniu innych ludzi – ale pokój tworzący nowego Człowieka. Mamy go?

Jeremiasz pisał dalej:

(21) Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam: (22) Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła. (23) Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność. (24) Działem mym Pan – mówi moja dusza, dlatego czekam na Niego. (25) Dobry jest Pan dla ufnych, dla duszy, która Go szuka.

(Treny 3:22-25, Biblia Tysiąclecia)

Szukamy Pana?

(1) Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, (2) mówi do Pana: Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam.

(Ks. Psalmów 91:1-2, Biblia Tysiąclecia

I oto w zamkniętym pokoju pokazał się Chrystus, ten , który umarł, a ożył. Jakie były pierwsze Jego słowa?

(19) Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam!

(Ew. Jana 20:19, Biblia Tysiąclecia)

Pokój Wam! Pokój wam czytającym Słowo, pokój nim żyjącym, pokój pamiętającym o tym, że ten dar nie jest naszą własnością, bo Słowo żyje w nas dla innych. Pokój wam wszystkim – we Mnie.

Nasz Dom na Skale

Tak mówi Pan: Niebo jest moim tronem, a ziemia podnóżkiem moich nóg: Jakiż to dom chcecie mi zbudować i jakież to jest miejsce, gdzie mógłbym spocząć?

(Ks. Izajasza 66:1  Biblia Warszawska)

Czy można zaskoczyć czymś Pana, skoro On jest Stworzycielem wszystkiego, co nas otacza? Czy budując kolejną świątynię, czy też dom modlitwy robimy to tylko dla Niego? Ludzi tak samo wiele łączy, jak i dzieli. Każdy z nas ma inne gusta, poglądy, sposób działania. Ta różnorodność czasami kojarzy mi się z budowniczymi Wieży Babel, tyle tylko, że tamta budowa podzieliła ludzi. Nasze dzieło w Panu jest inne. Co jest takiego w człowieku, że pragnie osiągnąć nieosiągalne? Co jest w nas, małej garstce bielszczan, że porwaliśmy się na dzieło budowy daleko wykraczające poza marzenia naszych dziadów? Oczywiście pomagają nam zbory z całej Polski, ale inspiracją i spoiwem naszego działania jest On – Jezus Chrystus. Nie dla niego budujemy dom, gdyż On go nie potrzebuje mając nas, budujemy go tak naprawdę dla siebie i naszych dzieci, aby czuły Jego moc i w sobie, i wokół siebie, aby wiedziały i czuły, że pod Jego opieką są w stanie osiągnąć wszystko, o czym zamarzą.

Dzisiaj moje rozważania oprę na Ewangelii św. Mateusza.

Wśród Żydów istniał zwyczaj umotywowany zakonem, że brat zmarłego bierze za żonę wdowę. Saduceusze i uczeni w Piśmie postanowili znowu sprawdzić Jezusa i wystawić Go na próbę.

(23) W tym dniu przystąpili do niego saduceusze, którzy utrzymują, że nie ma zmartwychwstania, i zapytali go, (24) mówiąc: Nauczycielu! Mojżesz powiedział: Jeśliby ktoś umarł bezdzietnie, poślubi brat jego wdowę po nim i wzbudzi potomstwo bratu swemu. (25) Było tedy u nas siedmiu braci; i pierwszy pojąwszy żonę, umarł, i nie mając potomstwa, zostawił żonę swoją bratu swemu. (26) Podobnie i drugi, i trzeci, aż do siódmego. (27) A w końcu po wszystkich zmarła i ta niewiasta. (28) Przy zmartwychwstaniu tedy któregoż z tych siedmiu żoną będzie? Wszak ją wszyscy mieli.

Już widzę te ironiczne uśmieszki w tłumie, tą radość pod tytułem:  mamy go! Tymczasem padła odpowiedź, której się nie spodziewali:

(29) A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej. (30) Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie. (31) A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: (32) Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

(Ew. Mateusza 22:23 – 32, Biblia Warszawska)

Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych… Czytając pierwszy raz ten fragment poczułem dreszcz. Dlaczego Jezus tak mówi o umarłych? Przecież oni są w pamięci Pana. Czekają. Odpowiedź jest prosta. On użył tego sformułowania na określenie żywych ludzi, żywych ciałem, ale martwych duchem. Bo oto On stoi i kołacze, czeka , aby go  człowiek wpuścił do serca . Kołacze nie zawsze skutecznie, często drzwi zastaje zamknięte na głucho, za nimi zaś, pomimo, że dom jest zamieszkany, panuje ciemność. Ciemność duszy i serca.

Kto więc jest w oczach Pana żywy? Kto jest w stanie zbudować Mu dom?

Jest taka piękna przypowieść o setniku. Setnik – rzymski oficer dowodzący kohortą, dla Żydów żołnierz, okupant, wreszcie niewierny. Prawowierny Żyd nie mógł do niego nawet się odezwać. I oto tenże człowiek stanął na drodze Jezusa z powodu chorego sługi.

(5) A gdy wszedł do Kafarnaum, przystąpił do niego setnik, prosząc go (6) i mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. (7) Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. (8) A odpowiadając setnik rzekł: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój. (9) Bo i ja jestem człowiekiem podległym władzy i mam pod sobą żołnierzy; i mówię temu: Idź, a idzie; innemu zaś: Przyjdź, a przychodzi; i słudze swemu: Czyń to, a czyni.

Rzymski oficer nawykły do wydawania rozkazów zwraca się do Jezusa słowami Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój…Coś niewyobrażalnego dla otaczających Nauczyciela ludzi. Także jezusowa odpowiedź nie mieściła się w żadnym stereotypie:

(10) Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za nim: Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem. (11) A powiadam wam, że wielu przybędzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem i z Izaakiem, i z Jakubem w Królestwie Niebios. (12) Synowie Królestwa zaś będą wyrzuceni do ciemności na zewnątrz; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (13) I rzekł Jezus do setnika: Idź, a jak uwierzyłeś, niech ci się stanie! I został uzdrowiony sługa w tej godzinie.

(Ew. Mateusza 8:5-13, Biblia Warszawska)

Pamiętacie w poprzedniej przypowieści? Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Teraz  : Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem. Setnik okazał się z powodu swojej wiary w moc Jezusa tym żywym. To o nim i o nas zostało powiedziane: A powiadam wam, że wielu przybędzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem i z Izaakiem, i z Jakubem w Królestwie Niebios. Czujemy to? Tą siłę bożych murów w naszych sercach? Ten wiatr wolności na twarzach? Czujemy tą moc ? Moc wyzwolenia od drugiej śmierci? Jeżeli tak, to trzymamy w ręku kamyk zwycięzcy z naszym imieniem.

Na koniec jeszcze mały fragment z Księgi Psalmów.

(1) Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, Kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, (2) Ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam.

(Ks. Psalmów 91:1-2, Biblia Warszawska)

Mając tą ufność możemy w Panu zrobić wszystko – nie tylko dom modlitwy.

 

 

 

 

Tygiel wytapia srebro, a piec złoto, lecz Pan bada serca…

Żydzi mieli strasznie deprymującą wizję świata: wszystkie choroby i nieszczęścia, które nas dotykają są skutkiem kary za grzechy nasze, naszych ojców , dziadów i pradziadów, i tak do n – tego pokolenia. Bóg to srogi , bezwzględny sędzia bezlitośnie karzący za najmniejsze potknięcie, trzymający olbrzymi dystans do człowieka.

(17) I doszło mnie słowo Pana tej treści: (18) Synu człowieczy, żużlem stał się dla mnie dom izraelski; wszyscy oni, to tylko brąz i cyna, żelazo i ołów w tyglu, a stali się żużlem. (19) Dlatego mówi Wszechmocny Pan: Ponieważ wy wszyscy staliście się żużlem, oto Ja zgromadzę was w Jeruzalemie. (20) Jak wrzuca się razem srebro i brąz, żelazo, ołów i cynę do tygla i rozpala pod nim ogień, aby je stopić, tak Ja zgromadzę was w moim gniewie i w mojej zapalczywości i wrzucę was razem, i stopię. (21) Zgromadzę was i rozdmucham ogień swojej popędliwości przeciwko wam, abyście byli w nim stopieni. (22) Jak topi się srebro w tyglu, tak wy będziecie w nim roztopieni i poznacie, że Ja wylałem na was swoją zapalczywość.

(Ks. Ezechiela 22:17-22, Biblia Warszawska)

Wszystkie ludzkie namiętności i uczucia, dążenia i pragnienia miały zostać wrzucone razem do jednego tygla. A przecież każdy człowiek jest inny, jeden jest jak miedź, drugi jak cyna… Z jednego można wydobyć dźwięk harf, z drugiego głęboki ton spiżowego dzwonu, trzeci znowu zachwyci śpiewem, a taka trójka może już dać piękny koncert. Tymczasem według wizji Żydów  całe Boże dzieło – człowiek – kończy jako żużel.

Tymczasem Izajasz, największy prorok zwiastujący przyjście Chrystusa, mówił całkiem inne treści – zamiast straszyć, dawał nadzieję.

(18) I dlatego Pan czeka, aby wam okazać łaskę, i dlatego podnosi się, aby się nad wami zlitować, gdyż Pan jest Bogiem prawa. Szczęśliwi wszyscy, którzy na niego czekają.

(Ks. Izajasza 30: 18 Biblia Warszawska)

Bóg więc czeka, aby okazać nam łaskę, łaskę zbawienia, nie sądu, gdyż Pan jest Bogiem prawa. Czy ty także jesteś szczęśliwy w oczekiwaniu na niego, czy też cieszysz się Nim w pełni? Oto jaką nowinę przynosi nam Pan.

W Objawieniu św. Jana w 3 rozdziale czytamy:

(14) A do anioła zboru w Laodycei napisz: To mówi ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego.

O kimże to takim mowa? Kto był świadkiem wiernym i prawdziwym, początkiem stworzenia Bożego? Jakaś chodząca doskonałość? Otóż nie. Był to zwykły człowiek.

(15) Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! (16) A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich. (17) Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły,

Zwykły człowiek, zwykła miedź lub cyna, ołów lub żelazo. Człowiek pełen fałszywego mniemania o sobie, pewny, że osiągnął już wszystko, że jest bogaty i niczego już nie potrzebuje. Wg Boga ten człowiek  jest pożałowania godzien nędzarz i biedak. Nie jest ani gorąco wierzący, ani niewierzący. Letni, przeciętny, tak jak większość ludzi. I co z nim? Zostanie wypluty z ust Pana, trafi do tygla? Przecież miał być początkiem stworzenia Bożego?

(18) radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał.

I oto nadszedł Chrystus. Przyszedł nie po to , aby sądzić świat, ale aby świat zbawić. Dlatego zamiast perspektywy stania się żużlem jest perspektywa szaty białej – zbawienia – nabytej za złoto w ogniu wypróbowane. W przeciwieństwie do starotestamentowego tygiel Jezusowy wytapia z nas tylko to, co nas niewoli, całą naszą słabość i niedoskonałość zamienia w złoto, złoto nie z tego świata. Dzięki niemu możemy przejrzeć, a adresat tekstu Objawienia staje się świadkiem Słowa. Czy to znaczy, że teraz nie ma już chorób, nędzy czy wojen? Są, ale człowiek stoi już ponad poziomem rozpaczy mając pewność zbawienia.

(19) Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się.

Upamiętaj się, uwolnij od perspektywy bycia żużlem, weź złoto, nabądź maść – i przejrzyj.

(20) Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną. (21) Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem wraz z Ojcem moim na jego tronie.

Jakie to proste. Musimy zrobić tylko ten ostatni wysiłek i otworzyć drzwi zamknięte przez nas samych i wpuścić Pana. Wtedy przestaniemy być ślepi i goli, wtedy przejrzymy, odetchniemy wiewem wolności.

Na koniec tego rozważania chciałbym przypomnieć fragment z dziejów Apostolskich. Będzie to zamknięcie wątku szlachetnych i nieszlachetnych metali.

(1) A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. (2) I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; (3) ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. (4) A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. (5) On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. (6) I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! (7) I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, (8) i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga.

(Dzieje Apost. 3:1-7, Biblia Warszawska)

Jest coś więcej od złota i srebra, które można wytopić w tyglu. To serce, w którym zamieszkał Pan, mieszkanie wysprzątane i umajone na Jego przyjście. To pewność w nim zbawienia.

Waga czy Życie?

Kilka dni temu usłyszałem gdzieś w tle zdanie z tv – mene, tekel, peres. Męczyło mnie to trochę, w końcu ciekawość przemogła i sięgnąłem do Biblii. Po lekturze uśmiechnąłem się w duchu – dość milczenia! Po chwilowej  przerwie podjąłem to wewnętrzne wyzwanie.

Każdy z nas słyszał historię o ręce piszącej na ścianie tajemnicze słowa. Rzecz się działa w czasie uczty wydanej przez babilońskiego króla Baltazara ( Belsazara ):

(5) W tej samej chwili ukazały się palce ręki ludzkiej i pisały naprzeciw świecznika na wapiennej ścianie pałacu królewskiego. Król zauważył grzbiet ręki, która pisała. (6) Wtedy barwa twarzy króla zmieniła się, a jego myśli zaniepokoiły go, stawy jego bioder rozluźniły się, a jego kolana zadrżały. (7) I zawołał król z całej siły, aby wprowadzono wróżbitów, Chaldejczyków i astrologów. Wtedy król odezwał się i rzekł do mędrców babilońskich: Ktokolwiek przeczyta to pismo i poda mi jego wykład, ten będzie ubrany w purpurę, otrzyma złoty łańcuch na szyję i będzie rządził jako trzeci w moim królestwie. (8) Wtedy weszli wszyscy mędrcy króla, lecz nie mogli odczytać pisma i podać jego wykładu królowi.

(Ks. Daniela 5:5-8, Biblia Warszawska)

Nie wiadomo, czy sprowadzeni wróżbici rzeczywiście nie umieli odczytać napisu, czy też woleli ukryć prawdę. W tej sytuacji zawołano proroka Daniela, znanego już wcześniej z wieszczenia i tłumaczenia snów. Rzekł król do niego :

(14) Słyszałem o tobie, że duch bogów spoczywa na tobie i że masz oświecenie, rozum i nadzwyczajną mądrość. (15) Otóż przyprowadzono przede mnie mędrców, wróżbitów, aby mi odczytali to pismo i wyłożyli mi jego znaczenie, lecz oni nie umieli wyłożyć mi tego słowa. (16) Lecz słyszałem o tobie, że umiesz podać wykład i rozwiązywać zagadki. Jeżeli więc umiesz odczytać pismo i wyłożyć mi jego znaczenie, będziesz obleczony w purpurę, złoty łańcuch włożą na twoją szyję i jako trzeci będziesz panował w królestwie. (17) Daniel odpowiedział i rzekł wobec króla: Twoje dary niech pozostaną u ciebie, a twoje upominki daj komu innemu, lecz pismo odczytam królowi i wyłożę mu je.

(Ks. Daniela 5:14-17, Biblia Warszawska)

Napis niemożliwy do odczytania przez zawodowych wróżbitów i astrologów nie stanowił żadnego wyzwanie dla proroka.

(25) A oto napis, który został wypisany: mene, mene, tekel, uparsin. (26) A taki jest wykład tego słowa: Mene: Bóg policzył dni twojego panowania i doprowadził je do końca. (27) Tekel – jesteś zważony na wadze i znaleziony lekkim. (28) Peres – twoje królestwo będzie podzielone i oddane Medom i Persom. (29) Wtedy na rozkaz Belsazara obleczono Daniela w purpurę i włożono złoty łańcuch na jego szyję i głoszono o nim publicznie, że ma rządzić jako trzeci w królestwie. (30) Tej samej nocy został zabity Belsazar, król chaldejski.

(Ks. Daniela 5:25-30, Biblia Warszawska)

Ot, cała historia, wręcz banalna w swojej prostocie. Zły król został ukarany, aby inni ludzie nie powielali jego błędów. Tylko czy naprawdę to tylko banał? Jeżeli tak, to takim banałem jesteśmy otoczeni. Codziennie oglądamy takie historie w tv w dziesiątkach seriali, z których każdy ma po kilka tysięcy odcinków – ot, wieloletnia fucha dla aktorów i scenarzystów. W tym natłoku informacji gubi się gdzieś biblijne przesłanie. Aby je odnaleźć  trzeba się na chwilę zatrzymać, zebrać myśli, pochylić się wręcz nad nimi.

Mene, tekel, peres.

Mene: Bóg policzył dni twojego panowania i doprowadził je do końca.

Daniel ostrzega Baltazara o rychłej śmierci. Chciałoby się powiedzieć, że takie jest życie, kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy. Jednak i Biblia i życie są jak partia szachów – każdy ruch ma znaczenie, myślą trzeba wybiegać kilka ruchów do przodu. Niektórych przeraża i onieśmiela wielorakość figur i kombinacji, wolą nie podejmować gry, zdać się na los, bo jakoś to będzie. O takich ludziach mówił Jezus:

(26) A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego. (27) Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i nastał potop, i wytracił wszystkich. (28) Podobnie też było za dni Lota: Jedli, pili, kupowali, sprzedawali, szczepili, budowali; (29) a w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba ogień z siarką i wytracił wszystkich.

(Ew. Łukasza 17:26-29, Biblia Warszawska)

Tak właśnie to się kończy. Mając tą wiedzę i czując zbliżający się kres człowiek się szarpie, burzy wewnętrznie, krępuje go strach. Jak to? To już? Co robić, jak przedłużyć własne dni?

(30) Tak też będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. (31) Jeśli kto w owym dniu będzie na dachu, a rzeczy jego w mieszkaniu, niechaj nie schodzi na dół, aby je zabrać; a kto będzie na polu, podobnie, niechaj nie wraca. (32) Wspomnijcie żonę Lota. (33) Ten, który zabiegać będzie o życie swoje, by je zachować, utraci je, a kto je utraci, odzyska je. (34) Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. (35) Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona. (36) Dwóch będzie na roli; jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony.

(Ew. Łukasza 17:30-36, Biblia Warszawska)

Kiedy pojawia się świadomość własnej śmierci i pogodzenie z nieuchronnym końcem, człowiek zaczyna myśleć o drugim życiu. Czy moje dotychczasowe uczynki wystarczą do Zbawienia? Czym właściwie to Zbawienie jest? Jak je szybko osiągnąć? A zdanie:  ”Ten, który zabiegać będzie o życie swoje, by je zachować, utraci je, a kto je utraci, odzyska je ” po prostu przeraża. Przeraża, gdyż jest niezrozumiałe. To masywna wieża z gry w szachy. Czym jest więc Zbawienie, czym jest Królestwo Boże?

(20) Zapytany zaś przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie Królestwo Boże, odpowiedział im i rzekł: Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie, (21) ani nie będą mówić: Oto tutaj jest, albo: Tam; oto bowiem Królestwo Boże jest pośród was. (22) Rzekł też do uczniów: Przyjdą czasy, kiedy będziecie pragnęli widzieć jeden z dni Syna Człowieczego, a nie ujrzycie. (23) I będą mówić do was: Oto tam, oto tu. Nie chodźcie, ani się tam nie udawajcie. (24) Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca nieba aż po drugi, tak będzie i Syn Człowieczy w dniu swoim.

(Ew. Łukasza 17:20-24, Biblia Warszawska)

Proste, prawda? Trzeba poczuć w sobie tę błyskawicę.

Tekel – jesteś zważony na wadze i znaleziony lekkim.

Król został postawiony na wadze, podobnie jak tysiące ludzi przed nim i miliony pod nim. To od nas zależy wyrok, nie od sędzi. Od naszego życia, od tego, jak je wykorzystaliśmy.

(24) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota. (25) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, zbliża się godzina, owszem już nadeszła, kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą, żyć będą.

(Ew. Jana 5:24-25, Biblia Warszawska)

Jezus niezmiernie rzadko używał słowa zaprawdę. Miało ono podkreślić wagę całego zdania. Chciał nam w ten sposób powiedzieć, że jest wyjście, szansa na Życie. To On jest tą szansą. Niewykorzystanie jej skutkuje sądem i utratą życia wiecznego. Jezus wszakże nie przyszedł nas sądzić, tylko zbawić. To my sami oddajemy się na zatracenie, Jezus to Życie, nie śmierć.

(26) Jak bowiem Ojciec ma żywot sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał żywot sam w sobie. (27) I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym. (28) Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos jego; (29) i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.

(Ew. Jana 5:26-29, Biblia Warszawska)

Mi zawsze waga się kojarzy nie z sądem, a ze sportem. Dwóch pretendentów staje przed walką na wadze, aby pokazać się sędziom i publiczności. Jeden z nich zostanie zwycięzcą i championem. Jego całe życie prowadziło do tej chwili. Ciężkie treningi, wszystko podporządkowane temu celowi. Tak samo jest z nami. Stajemy na wadze jako zwycięzcy,  z ufnością i pewnością w sercu, gdyż wiemy, że nie pójdziemy na sąd, a zostaniemy powołani ku żywotowi.

Peres – twoje królestwo będzie podzielone i oddane Medom i Persom.

Współczuję tamtej Babilonii – znamy wszak wojnę z opisów naszych ojców i dziadów. Niemniej  nasze Królestwo jest zbudowane w sercach Jego Duchem i nie jest z tego świata, dlatego nie może ulec zniszczeniu.

Na koniec tych rozważań jako ich ukoronowanie jeszcze jedna przypowieść.

(23) W tym dniu przystąpili do niego saduceusze, którzy utrzymują, że nie ma zmartwychwstania, i zapytali go, (24) mówiąc: Nauczycielu! Mojżesz powiedział: Jeśliby ktoś umarł bezdzietnie, poślubi brat jego wdowę po nim i wzbudzi potomstwo bratu swemu. (25) Było tedy u nas siedmiu braci; i pierwszy pojąwszy żonę, umarł, i nie mając potomstwa, zostawił żonę swoją bratu swemu. (26) Podobnie i drugi, i trzeci, aż do siódmego. (27) A w końcu po wszystkich zmarła i ta niewiasta. (28) Przy zmartwychwstaniu tedy któregoż z tych siedmiu żoną będzie? Wszak ją wszyscy mieli.

(Ew. Mateusza 22:23-28, Biblia Warszawska)

Chciałoby się rzec – Jezus o niebie, a ci o chlebie… Bo czyż o żonę się tutaj rozchodzi? Pamiętacie?  Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona. Dwóch będzie na roli; jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Odpowiedział im Pan:

(29) A Jezus odpowiadając, rzekł im: Błądzicie, nie znając Pism ani mocy Bożej. (30) Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie. (31) A co do zmartwychwstania, czy nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: (32) Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

(Ew. Mateusza 22:29-32, Biblia Warszawska)

Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz ŻYWYCH.

 

 

 

Zrobisz ten jeden krok?

Pozwolicie, że zacznę od fragmentu Starego Testamentu.

W ciemności postępują, Chwieją się wszystkie posady ziemi. (6) Rzekłem: Wyście bogami I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego, (7) Lecz jak ludzie pomrzecie I upadniecie jak każdy książę.

(Ks. Psalmów 82:5-7, Biblia Warszawska)

Co sprawia, jesteśmy w naszym ziemskim życiu bogami i synami Najwyższego? Wszak nasze życie jest zdeterminowane tyloma czynnikami, że nie czujemy się panami własnego losu. Codzienna walka o byt, choroby, praca, utrzymanie rodziny…gdzie tu miejsce na boskość? Świadomość własnej śmierci i kruchości naszego ciała – lecz jak ludzie pomrzecie – też nie pomaga w bezstresowym oczekiwaniu kolejnego dnia. Jak więc przestać się bać niewiadomego, jak stać się synem?

Znacie na pewno przypowieść o nakarmieniu pięciu tysięcy pielgrzymów. Jest opisana w trzech Ewangeliach. Wielotysięczny tłum szedł za Jezusem w oczekiwaniu na kolejny cud. Było tym ludziom obojętne co to będzie – kolejne uzdrowienie, kazanie czy też wypędzenie złego ducha. W tym tłumie czuło się emocje niczym przed rzymskimi igrzyskami w Koloseum. Byleby się coś działo. Byli już głodni i zmęczeni, ale to od Jezusa oczekiwali zaspokojenia swoich potrzeb. Każdy z nich miał przyniesione z domu jedzenie, które skrzętnie ukrywał – wszak nie wiedzieli, jak długo będą w drodze.

Wielokrotnie czytając Biblię te same jej fragmenty odbierałem inaczej niż kiedyś. Tak samo było tym razem.

Polska czasów PRL – u była państwem opiekuńczym, Obywatel miał być tylko lojalny, a w zamian za to państwo zapewniało mu pracę, łatwo dostępne, powszechne wykształcenie,, bezpłatną służbę zdrowia . Robotnicy rolni i przemysłowi mieli zagwarantowane mieszkania ( po zaliczeniu 20 – letniej kolejki oczywiście) oraz rozbudowaną opiekę socjalną – urlopy, zasiłki, wczasy… Ta nadopiekuńczość państwa wykształciła myślenie roszczeniowe – daj, bo mi się należy, ja nic nie muszę dawać, nie muszę się starać i zabiegać.  Ci ludzie, zwichnięci mentalnie przez nadopiekuńczy system, nie mogli sobie poradzić w pomagdalenkowej rzeczywistości – wpadli w permanentne bezrobocie. Umieli tylko wyciągać rękę po datek, nie potrafili zrobić kroku do przodu, aby zmienić coś w swoim życiu, ich egzystencja to było stanie w bezruchu nad przepaścią, to strach przed nieznanym. Czy ten jeden krok to krok ku przepaści i zatraceniu, czy też początek nowego życia?

Zwróćcie uwagę na to, że ludzie wychowani w biedzie,w niechęci do szkoły i książek, których rodzice żyją w stylu a la Ferdynand Kiepski tak samo wychowują swoje dzieci. Przez całe pokolenia nie mogą wyzwolić się ze schematu, w którym biedny płodzi biednych, żebrak płodzi następnych żebraków, cwaniak uczy cwaniactwa, a bezradny bezradności. Podobnie z kościołami – katolik czy protestant od wielu pokoleń nawet nie zna zasad swojej wiary. NIKT  z tych ludzi nie potrafi wyrwać się z kręgu niemocy. Ale czy naprawdę nic nie można zrobić?

Jezus mógł! Oto z pięciu chlebów i dwóch ryb nasycili się wszyscy. Cud? Tak, bo oto każdy z Żydów przestał myśleć o sobie i zaczął się dzielić tym, co miał. Jezus nie zmienił sytuacji, w której znalazł się człowiek, on zmienił CZŁOWIEKA! I tak głodny zdolny jest się nasycić, biedny zapewnić godziwy byt rodzinie a letni stać się gorącym. W Nim wszystko jest możliwe!

Jest jedna przypowieść w Biblii, której zawsze unikałem jak ognia, ba! – wręcz jej nie lubiłem. Totalnie jej nie rozumiałem… aż do wczoraj.  To podobieństwo o nieuczciwym zarządcy.

(1) Potem powiedział jeszcze do uczniów: Był pewien bogaty człowiek, który miał zarządcę, a tego oskarżono przed nim, że trwoni jego majętność. (2) I przywoławszy go, rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twojego szafarstwa, albowiem już nie będziesz mógł nadal zarządzać. (3) I rzekł zarządca do siebie samego: Cóż pocznę, skoro pan mój odbiera mi szafarstwo? Nie mam sił, aby kopać, a żebrać się wstydzę. (4) Wiem, co uczynię, aby mnie przyjęli do domów swoich, gdy zostanę usunięty z szafarstwa. (5) I wezwał dłużników swego pana, każdego z osobna, i rzekł do pierwszego: Ile winieneś panu memu? (6) A ten odrzekł: Sto baryłek oliwy. Rzekł mu więc: Weź zapis swój, siądź i szybko napisz pięćdziesiąt. (7) Potem rzekł do drugiego: A ty ile winieneś? A ten odrzekł: Sto korców pszenicy. Rzekł mu: Weź zapis swój i napisz osiemdziesiąt. (8) I pochwalił pan nieuczciwego zarządcę, że przebiegle postąpił, bo synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od synów światłości.

(Ew. Łukasza 16:1-8, Biblia Warszawska)

Irytowało mnie, ze człowiek posądzony o kradzież dodatkowo rozdaje jeszcze dłużnikom majętność swego pana czyniąc z nich wspólników swojej kradzieży. Czytając ten fragment byłem po prostu zły – oto niegodziwiec został jeszcze pochwalony! Przecież powinien zostać przykładnie ukarany! Postanowiłem zmierzyć się z moim problemem postrzegania tego fragmentu. Kim byli dłużnicy? Czy darowanie tak wielkiej części długu, a trzeba pamiętać, że 50 baryłek oliwy czy 20 korców pszenicy stanowiły wymierny majątek, zmieniło ich życie? Hmm… Na pewno to byli ludzie biedni, wszak nikt z własnej woli nie wpada w długi. Zastanowił  mnie przedmiot długu – oliwa i pszenica. Był to ewidentnie towar na handel. Ci ludzie pomimo swojego ubóstwa walczyli o lepsze jutro! Nie chcieli tej pożyczki zwyczajnie przejeść, a ją pomnożyć. Tak więc umorzenie części długu przez zarządcę było po myśli jego pana – wszak lepiej odzyskać 50 baryłek oliwy, niż stracić całe 100. Tym sposobem bogacz okazał się ludzkim przedsiębiorcą, jego zarządca człowiekiem dbałym o powierzony majątek i godnym pochwały, a dłużnicy otrzymali kolejną szansę na poprawę bytu swoich rodzin…Nikt im nie anulował długu, ale otrzymali kolejny dowód zaufania od  - no od kogo? – od Pana, właściciela i stworzyciela wszechrzeczy. Uff… przeszło dwadzieścia lat zajęło mi odkrycie tej prostej prawdy.

Mamy wszyscy szansę na odkrycie w sobie mocy Bożej, siły, która determinuje nie tylko nasze życie, ale i życie naszych bliskich. Zmienia ona nasze postrzeganie świata, zmienia nasz system wartości, sprawia, że nie jesteśmy tylko jednymi z wielu, ale dostępujemy synostwa.

Na koniec jeszcze posłanie od Pana naszego, Jezusa Chrystusa skierowane do nas wszystkich.

(19) Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; (20) ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. (21) Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje.

(Ew. Mateusza 6:19-21, Biblia Warszawska)

 

 

Czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi?

Przewrotne pytanie. Czy On tego chce? Jeżeli chce, dlaczego dopuszcza do tego, że bywamy nieszczęśliwi?  Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Dlaczego dopuszcza do tego, że chorujemy? Hmm… W Psalmie 103 czytamy:

(1) Dawidowy. Błogosław, duszo moja, Panu I wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! (2) Błogosław, duszo moja, Panu I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! (3) On odpuszcza wszystkie winy twoje, Leczy wszystkie choroby twoje. (4) On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością. (5) On nasyca dobrem życie twoje, Tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja.

(Ks. Psalmów 103:1-5, Biblia Warszawska)

Ktoś by powiedział: jak to? Ratuje od zguby, leczy choroby, odnawia się młodość? Wprawdzie wierzę w Boga, ale jednak choruję, nikt mnie nie ratuje ani nie robi dobrze w moim życiu. Nie zbieram  żadnych owoców swojej wiary. Tymczasem ciężko doświadczony Job zwrócił się do pana:

(4) Słuchaj, proszę. I ja chcę mówić; będę cię pytał, a Ty racz mię pouczyć! (5) Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię.

(Ks. Hioba 42:4-5, Biblia Warszawska)

Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie… To zupełnie jak ja i miliony ludzi żyjących od czasów Golgoty. Chrześcijaństwo dzisiaj jest wszechobecne, otaczają nas różne jego formy. Każdy wie, każdy słyszał, prawie każdy czytał Biblię. Powinniśmy więc być społeczeństwem na wskroś idealnym, wiernym i przepełnionym miłością. Czy tak jest? Czy moje oko może tak jak Hiob zobaczyć Pana?

(53) A gdy się przeprawili na drugą stronę, przyszli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. (54) A gdy wyszli z łodzi, zaraz go poznali. (55) I rozbiegli się po całej tej krainie, i poczęli na łożach znosić chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywał. (56) A gdziekolwiek przyszedł do wsi albo do miast, albo do osad, kładli chorych na placach i prosili go, by się mogli dotknąć choćby kraju szaty jego; a ci, którzy się go dotknęli, zostali uzdrowieni.

(Ew. Marka 6:53-56, Biblia Warszawska)

Tysiące ludzi z ziemi Genezaret, którzy SŁYSZELI o Nauczycielu, przybiegło doń. Ciągnęli, wieźli i nieśli swoich chorych w nadziei na uzdrowienie. Czekali na Niego we wsiach i miasteczkach, witali Go na rynkach. Cieszyli się z Jego przybycia. Radość ta trwała do czasu, gdy wszyscy potrzebujący zostali uzdrowieni. Potem  odeszli do swoich domów, nie ma już o nich w Biblii żadnej wzmianki. Słyszeli, ale w przeciwieństwie do Hioba, nie zobaczyli. A było ich tysiące… Zastanawiam się, czy to nie tacy ludzie pytają się dzisiaj, czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi? Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Czy to nie tacy ludzie są dzisiaj najbardziej roszczeniowi, a ich modlitwa sprowadza się do słowa daj? Nie wiem. Wiem za to, co daje mi siłę. Wiem, że mogę być szczęśliwy chorując, że czasami mogę uśmiechać się poprzez łzy.

(1) A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. (2) I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; (3) ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. (4) A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. (5) On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. (6) I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! (7) I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, (8) i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. (9) A cały lud widział go, jak chodził i chwalił Boga; (10) poznali bowiem, że to był ten, który dla jałmużny siadywał przy Bramie Pięknej świątyni; i ogarnęło ich zdumienie i oszołomienie z powodu tego, co mu się przydarzyło. (11) A gdy się on trzymał Piotra i Jana, zbiegł się do nich cały lud zdumiony do przysionka, zwanego Salomonowym.

(Dzieje Apost. 3:1-11, Biblia Warszawska)

Oto zamiast jałmużny chromy uzyskał coś znacznie więcej – wiarę w Jezusa Chrystusa, i to ta wiara sprawiła, że skakał,  biegał i chwalił Pana. Czy on w Jerozolimie nigdy nie słyszał o Jezusie lub Jego uczniach? Oczywiście , że słyszał. Zobaczył Go jednak dopiero teraz – i to skutecznie. Zobaczył Jezusa i Jego dzieło w sobie samym, w największej świątyni od czasów Salomona.  Co było dalej?

(12) Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: Mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? (13) Bóg Abrahama i Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych, uwielbił Syna swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uważał, że należało go wypuścić na wolność; (14) wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. (15) I zabiliście Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych, czego my świadkami jesteśmy. (16) Przez wiarę w imię jego wzmocniło jego imię tego, którego widzicie i znacie, wiara zaś przez niego wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.

(Dzieje Apost. 3:12-16, Biblia Warszawska)

„Wiara zaś przez niego ( Jezusa ) wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.”  Czyż ten człowiek nie stał się szczęśliwy w Panu? I to pomimo całego życia spędzonego w cierpieniu i chorobie? Nie dostał od Piotra złota ani srebra – otrzymał Żywot. Na koniec jeszcze mała wisienka na niedzielnym torcie.

(30) I wiele innych cudów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są spisane w tej księdze; (31)te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc MIELI ŻYWOT W IMIENIU JEGO.

(Ew. Jana 20:30-31, Biblia Warszawska)

W ten oto sposób nie doznamy krzywdy od drugiej śmierci.

Milczenie

Wczoraj z żoną obejrzeliśmy najnowszy film Martina Scorsese ” Milczenie”, ale o filmie napiszę później. Zacznę od fragmentu Ewangelii św. Łukasza. Każdy z nas zna opowieść, w której Symeon udzielił błogosławieństwo dziecku o imieniu Jezus. Rodzice po zarejestrowaniu potomka w świątyni natknęli się przy wyjściu na starego Żyda. Nie będę opisywał całego zdarzenia, skupię się na jego zakończeniu.

(34) I błogosławił im Symeon, i rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, (35) i aby były ujawnione myśli wielu serc; także twoją własną duszę przeniknie miecz.

(Ew. Łukasza 2:34-35, Biblia Warszawska)

Także twoją własną duszę przeniknie miecz… Jak poczujesz ten ból, ból utraty i odrodzenia, ból rozpaczy i nadziei, to dopiero wtedy staniesz się nowym Człowiekiem. O tym chcę dzisiaj Wam napisać.

W Ewangelii św. Mateusza (Ew. Mateusza 26:36-46, Biblia Warszawska)  czytamy:

(36) Wtedy idzie Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemane, i mówi do uczniów: Siądźcie tu, a Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. (37) I wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych, i począł się smucić i trwożyć. (38) Wtedy mówi do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; pozostańcie tu i czuwajcie ze mną. (39) Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty. (40)I wrócił do uczniów, i zastał ich śpiących, i mówił do Piotra: Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? (41) Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe.

U końca drogi Człowiek, Syn Boży, poszedł na Górę Oliwną , aby w samotności się pomodlić i prosić  Ojca o zmianę Planu, prosić o swoje ludzkie życie - Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie. Czuł się samotny i rozdarty, taki po ludzku bezsilny. Bóg milczał, w takiej chwili nie dał żadnego znaku. Na dobitkę jego ulubieni uczniowie zamiast czuwać, zasnęli. Przypomniałem sobie 28 Psalm: „ (1) Dawidowy. Do ciebie wołam, Panie, skało moja, Nie bądź głuchy na wołanie moje, Abym, jeślibyś milczał, Nie stał się podobny do tych, którzy schodzą do grobu! ”

Film Milczenie opowiada o parze jezuitów, którzy dostali się do Japonii w poszukiwaniu zaginionego towarzysza.  Przewodnikiem ich był Kochijiro, apostata, który wyparł się wiary, by chronić swoje życie. W Ówczesnej Japonii ( XVII w) zagrożony siłą kolonialnych potęg szogunat wydał wojnę Japończykom wyznającym chrześcijaństwo.  Władcy Japonii kosztem zabicia 300 000 swoich poddanych umocnili swoją władzę.  Jezuici zatrzymali się w rybackiej, chrześcijańskiej  wiosce. Samurajowie żądając wydania księży wzięli czterech zakładników, po trzech dniach zabili trzech z nich, Kochijiro za cenę podeptania wizerunku Chrystusa ponownie ocalił życie. Księża modlili się za mordowanych – bezskutecznie, a zdrajca jakby nigdy nic poprosił o wybaczenie i spowiedź. Wkrótce potem Kochijiro za cenę  300 sztuk srebra wydał głównego bohatera w ręce samurajów, a przy najbliższej okazji znowu się wyspowiadał.  Kochijiro od razu skojarzył mi się z Judaszem, ale to nie jest takie proste… Nikt nie obiecywał, że nowonarodzenie nie będzie trudne, nie mówił, że także twoją własną duszę przeniknie miecz.

Co było dalej?

(42) Znowu po raz drugi odszedł i modlił się, mówiąc: Ojcze mój, jeśli nie może mnie ten kielich minąć, żebym go pił, niech się stanie wola twoja. (43) I przyszedł znowu, i zastał ich śpiących, albowiem oczy ich były obciążone.

Ileż razy jest tak, że ktoś obok nas na nas liczy, pragnie zrzucić część swojego ciężaru na nasze barki, a my nie możemy mu pomóc, gdyż sami mamy obciążone zmęczeniem powieki. Ileż razy jest tak, że modlimy się, aby to Bóg ulżył nam w naszej pracy Syzyfa – bez reakcji. Pewien filozof skwitował to jednym zdaniem: kiedy modlimy się, aby Bóg zmienił sytuację, w której się znaleźliśmy, on nie reaguje, gdyż zmienia nas. Zmienia nas skutecznie – następnego ranka widzimy nasz problem zupełnie inaczej, a przecież ten problem, ten ciężar nie zniknął.

(44) I zostawił ich, znowu odszedł i modlił się po raz trzeci tymi samymi słowami. (45) Wtedy przyszedł do uczniów i mówił do nich: Śpijcie dalej i odpoczywajcie, oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. (46) Wstańcie, pójdźmy; oto się zbliża ten, który mnie wyda.  Czyż w ciągu nocy Człowiek się nie zmienił - Śpijcie dalej i odpoczywajcie?

Podobnie było z księdzem. Japończycy wymordowali resztę swoich pobratymców wyznających chrześcijaństwo ponownie oszczędzając Kochijiro, który znowu podeptał ikonę, i znowu poprosił o wybaczenie i spowiedź.  Kiedy przyszła godzina próby jezuita musiał także nadepnąć na wizerunek. Dopiero wtedy usłyszał głos. Jezus z płaskorzeźby odezwał się do niego: nadepnij mnie. Tak jakby w domyśle wołał – dokończ moje dzieło, wyrzeknij się mnie, abym ożył w tobie, poczuj swój miecz w duszy  i poczuj moje cierpienie… Summa summarum oficjalnie Portugalczyk wyparł się wiary, a Kochijiro wkrótce za tę wiarę oddał życie. Nadepnij mnie… nie wyrzecz się mnie, ale uwolnij się od swojego starego myślenia…

Skąd ten tytuł – milczenie? Nie wiem jak apostołowie czy też Scorsese, ale ja je  rozumiem jako twórczą ciszę, zastąpienie krzyku strachu i rozpaczy milczeniem pełnym nadziei na nowy dzień, pełnym skupienia i refleksji nad Bożym Planem wobec mnie.

Na koniec Psalm 27:

(4) O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam: Abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, By oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię jego. (5) Bo skryje mię w dzień niedoli w szałasie swoim, Schowa mnie w ukryciu namiotu swego, Postawi mnie wysoko na skale.

Czy też postawił Ciebie tak wysoko, abyś nie musiał zadzierać głowy  w poszukiwaniu Nieba?

UPÓR

W Księdze Zachariasza czytamy:

(1) Proście Pana o deszcz późnej pory deszczowej! Pan stwarza chmury burzowe i zsyła deszcz. On daje ludziom chleb, zieleń na polu. (2) Lecz terafy mówią słowa mylne, a wróżbici mają kłamliwe widzenia. Sny, które tłumaczą, są złudne, puste ich słowa pociechy. Dlatego ludzie włóczą się jak trzoda, błąkają się, gdyż nie mają pasterza.

(Ks. Zachariasza 10:1-2, Biblia Warszawska)

Oto ludzie, którzy otrzymywali od Boga chleb i zielone pola, którym Bóg zsyłał deszcz i dobre plony przestali Mu wierzyć i ufać. Zaczęli się zwracać do dziwnych, obcych ludzi, zaczęli się gubić we własnym życiu. Efekt mógł być tylko jeden – dla nich samych ich życie straciło wartość . Bóg to przewidział, a Izajasz opisał.

(3) rzeczy przeszłe od dawna zwiastowałem, z moich ust one wyszły i zapowiadałem je, nagle wykonałem to i spełniło się. (4) Ponieważ wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu, (…)

(Ks. Izajasza 48: 3-4, Biblia Warszawska)

Tekst jest oczywiście o ludu Izraela opisywanym także w Księdze Zachariasza, ale ma on drugie dno… i to dno żywotne.  ”Wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu…”  To opis każdego z nas. Czyż nie wiemy lepiej? Nie jesteśmy mądrzejsi i bardziej doświadczeni od innych? Czyż nie należy się nam zawsze szacunek i uwaga? Tak właśnie myślimy, bo mamy zamiast karku ścięgno z żelaza, które powoduje, że nie możemy pochylić głowy, zniżyć wzroku, podziękować czy przeprosić. Dlaczegóż więc Pan nas takim stworzył, a właściwie dopuścił do wypaczenia swojego doskonałego dzieła? Do takiej dewastacji naszym ego? Odpowiedź jest prosta – nie chciał niewolnika. Po co mu twór z gliny.

W Dziejach Apostolskich jest opowieść, do której lubię wracać – i za każdym razem brzmi ona inaczej.

(1) A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana (2) i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy.

Saul podróżował oczywiście karawaną do Damaszku. Była to niezbędna ochrona przed napadami  Beduinów. Tylko karawana licząca kilkaset ludzi i zwierząt była bezpieczna.

(3) I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, (4) a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? (5) I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; (6) ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. (7) A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli.

Głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli. Było ich kilkuset ślepców? Każdy z nas zna ten fragment, ale teraz proszę sobie wyobrazić, że tą karawaną jesteśmy my, a nie jacyś ludzie sprzed dwóch tysięcy lat. I to my słyszymy głos jezusowy, a nie potrafimy go umiejscowić. To my jesteśmy świadkami czegoś ważnego, a nie ogarniamy własnym rozumem tej sytuacji. To my, ludzie mamy wszystko, słyszymy Jego głos z różnych miejsc, a sami błądzimy bez pasterza. Ale to się zmienia, zmienia tu i teraz… „ i zapowiadałem je, nagle wykonałem to i spełniło się”.

(8) I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. (9) I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił.

Oto nastała ciemność, ciemność w ludzkich umysłach i sercach, nie tylko w oczach Saula. Mrok trwający trzy dni – znamienne, prawda? Cóż było dalej?

(10) A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. (11) Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli. (12) I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego włożył, aby przejrzał. (13) Ananiasz zaś odpowiedział: Panie, słyszałem od wielu o tym mężu, ile złego wyrządził świętym twoim w Jerozolimie; (14) ma także upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia twego. (15) Lecz Pan rzekł do niego: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; (16) Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego.

Każdy normalny człowiek, chrześcijanin,  postąpiłby tak samo jak Ananiasz – przestrzegłby Pana przed niebezpieczeństwem grożącemu Jego dziełu przez Saula. Ale Plan Boży był inny. Dlaczego? Co takiego było w Saulu, że ten fanatyczny sługa Sanhedrynu był niezbędny Bogu?  ”Ponieważ wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu… ” Powtórzę – Bóg ani przed tysiącami lat, ani teraz nie chciał mieć w człowieku niewolnika.  Dlatego dopuszczał, aby i wtedy, i teraz człowiek schodził z Jego drogi. Czyż każdy z nas nie miał chwil wahań i wątpliwości? Czy zawsze uczynki nasze były doskonałe? Czy także  przez nas ktoś nie płakał? Ten nasz upór, tępy, zawzięty i bezmyślny, nasze ja…

(17) I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. (18) I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony.

(Dzieje Apost. 9:1-19, Biblia Warszawska)

Saul  został napełniony Duchem Świętym. Stał się narzędziem doskonałym w ręku Pana, a jego największe wady – upór,  kark będący ścięgnem z żelaza i czoło ze spiżu stały się największymi zaletami. Oto Ananiasz powiedział do niego Bracie Saulu i nałożył nań ręce. My też wokół siebie mamy takich ludzi, dopuśćmy ich do siebie, aby nasz upór stał się pełen Miłości, nasz sztywny kark podtrzymywał braci i  siostry w Wierze, a twarde, spiżowe czoło łamało wszystkie przeszkody zła…zła w nas samych.

Czy to już koniec mego rozważania? Jeszcze nie. Przypominają mi się słowa Martina Luthera Kinga : miałem piękny sen, a w tym śnie… tutaj narzucają mi się inne słowa z  Objawienia św. Jana:  I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. To ja widziałem nowe niebo i nową ziemię, a w tej nowej ziemi nowego mnie.

I dalej:

(5) I rzekł Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. (6) I rzekł do mnie: Stało się. Jam jest alfa i omega, początek i koniec. Ja pragnącemu dam darmo ze źródła wody żywota. (7) Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.

(Apokalipsa (Objawienie) 21:5-7, Biblia Warszawska)

I oto Ten, który siedzi na tronie uczynił nowym także mnie, napoił mnie ze źródła żywota i uczynił mnie zwycięzcą… mnie, człowieka, którego upór,  kark będący ścięgnem z żelaza i czoło ze spiżu były  największymi wadami.  Stał się we mnie Alfą i Omegą, dzięki niemu nie doznam krzywdy od drugiej śmierci. Jeżeli to udało się Panu ze mną, to tym bardziej z wami,  Bracia i Siostry