Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5332
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

1 Kor 4.20

Ktoś jest prawdziwie głodny, komuś jest naprawdę zimno, ktoś ginie… Pomoc dla Polaków w Donbasie

Sami określamy, jakimi jesteśmy ludźmi. Teraz jest okazja, aby to pokazać. W wirze wojny domowej, pod ostrzałem artylerii żyje w Donbasie malutka, 350 osobowa enklawa Polaków. Bez pieniędzy, bez żywności i ciepłej odzieży. Żyją pod ciągłym ostrzałem artylerii – w piwnicach. Za polskie 150 zł każdy z nich może przetrwać miesiąc. Dlatego, niezależnie od wyznania, apeluję o pomoc dla tych ludzi. Banki w Polsce nie chcą tam przesyłać pieniędzy, poczta nie działa. Na szczęście w Polsce jest grono ludzi, którzy się tym zajmują. Za zgromadzone środki kupują we Lwowie artykuły żywnościowe, koce, śpiwory , piecyki – gdyż tam jest taniej, i ekspediują je dla Polaków w Donbasie. Oto namiar:

​Stowarzyszenie Sympatyków Pogoni Lwów
ul. Poniatowskiego 35b/10, 37-450 Stalowa Wola
NIP: 8652550498, REGON: 180709240
Konto: 84 1140 2017 0000 4302 1272 1900​

Marcin Siembida
kom. 500290793
Zbór Kościoła Ewangelicko – Metodystycznego w Bielsku – Białej na dzień dzisiejszy uzbierał 500.0 zł dla tych ludzi – a jest nas raptem 35 osób dorosłych.
Czasem tak niewiele trzeba, aby być CZŁOWIEKIEM, aby okazać, że Miłość, którą okazał nam Pan nie była daremną. Pozdrawiam wszystkich.

Coś o głupocie czyli wiem lepiej

PSALM 23

Pan jest pasterzem moim,

Niczego mi nie braknie

…Duszę moją pokrzepia.

 

Kiedy Abraham miał przeszło 80 lat, Pan obiecał mu, że jego potomstwo rozpleni się po całej ziemi (1 Moj.15; 5-6). Problem był w tym, ze jego jedyna żona Sara była bezpłodna.  Sara postanowiła nieco „pomóc Bogu” i podsunęła mężowi do łoża niewolnicę egipską Hagar. W tamtych czasach wśród koczowników, a takimi byli Semici, był taki zwyczaj, syn  z takiego związku był uznawany za pierworodnego, pozycja zaś jego matki niepomiernie wzrastała. Hagar szybko zaszła w ciążę i urodziła syna, którego nazwano Ismael. Abraham miał wtedy 86 lat. Zaczynały się kłopoty.

Minęło 14 lat. Abraham siedział przed swoim namiotem, kiedy ukazali mu się trzej mężowie (1 Moj.18; 1-15). Wyczuwając w jednym z nich Boga, zaprosił ich do namiotu. Kazał przynieść wodę do obmycia stóp (i wtedy i dzisiaj na terenach pustynnych to był gest!), kazał podać chleb, upiec placki z najlepszej mąki, zarżnąć i upiec młode cielę, podać masło, miód i mleko. Sam zaś stał przy mnich, gdy jedli. Pan rzekł: gdzie jest twoja żona Sara? W tamtym namiocie (znowu zwyczaje pustyni – kobieta nie miała prawa przebywać z obcymi mężczyznami, ale mogła słuchać co mówią z namiotu obok).  Pan odrzekł: wrócę tu za rok, a wtedy Sara będzie miała syna ( Sara miała wtedy 90 lat, a Abraham 100). Słysząc te słowa Sara roześmiała się do siebie i skomentowała: Teraz, gdy się zestarzałam, mam tej rozkoszy zażywać? I Pan mój jest stary (1 Moj, 18;12). Zirytował się Bóg. Oto po raz drugi obiecuje Abrahamowi syna z którego będzie miał licznych potomków – jak gwiazdy na niebie, i po raz drugi Sara wątpi w jego obietnice. Rzekł do Abrahama: Dlaczego to roześmiała się Sara, mówiąc: Czyżbym naprawdę mogła jeszcze rodzić,m gdy się zestarzałam? Czy COKOLWIEK NIEMOŻLIWEGO JEST DLA PANA? W oznaczonym czasie za rok wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna (1 Moj;18, 13-14).

I rzeczywiście. Po roku Sara miała już syna, któremu dano imię Izaak. Od niego pochodziły wszystkie rody izraelskie.

A Hagar i Ismael? I gdzie te kłopoty? Zakończenie jej historii było prozaiczne. Sara po urodzeniu Izaaka wygnała ich oboje na pustynię dając im minimalną ilość wody, a więc skazując ich na śmierć.  Kiedy już umierali z odwodnienia, ukazał im się Anioł i zaprowadził ich do studni. Tam potwierdził obietnicę Bożą w stosunku do Ismaela, że jego potomkowie się licznie rozmnożą, ale nigdy nie będą narodem wybranym.  Tak powstali Arabowie.

Morał tej historii? Z podwójnej „interwencji” Sary w plan Boży powstały dwa nienawidzące się narody, a Sara o mało nie splamiła się krwią. Taki właśnie jest człowiek.  Chce poprawić i przerobić świat na swoją modłę. Nawet modli się o to, co JEMU wydaje się niezbędne. Zabiega o pracę, samochód, dom, bawi się w politykę. I zapomina. Zapomina o Bogu, o jego OBIETNICY:  „…Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym będziemy się przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski WIE, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko INNE BĘDZIE WAM DODANE (Mat.6, 31-33).

Czyli Bóg mówi do nas: nie bądźcie mądrzejsi ode mnie, zaufajcie mi, albowiem mój plan wobec was jest doskonały. Nie bądźcie potomstwem Sary, ale dziećmi OBIETNICY.

A skąd tytuł tego wpisu? z mojego rozgoryczenia wobec ludzkiej głupoty.  Na co dzień pracuję na Onkologii w Bielsku – Białej jako technik radioterapii. Przed laty u znajomej na policzku wypatrzyłem zmianę, która z latami zwiększała się i zmieniała kolor. Wreszcie namówiłem ją na wycięcie tego czegoś. Badanie histopatologiczne dało paskudny wynik:  CZERNIAK ZŁOŚLIWY. W takim przypadku trzeba miejsce po zmianie jeszcze napromienić, ponieważ wystarczy JEDNA ŻYWA KOMÓRKA RAKOWA, ABY BYŁY PRZERZUTY. potem można spokojnie żyć sobie dalej. Załatwiłem tej kobiecie radioterapię. Bez kolejek, z marszu. Zebrało się konsylium lekarskie, aby zaplanować jej leczenia. Plan leczenia wyglądał jak książka – wyliczenia, wykresy etc, po prostu praca doktorska. Ci ludzie poświęcili mnóstwo czasu tej kobiecie kosztem innych chorych. I co? Prawie pacjentka stwierdziła, że chirurg na pewno wyciął wszystko (wystarczy jedna komórka!), poza tym kupuje od jakiegoś księdza spod Częstochowy cudowną oliwę do smarowania miejsc po raku (sic!) i sprowadza ze Słowacji lecznicze pestki antyrakowe do gryzienia (sic!). Odmówiła leczenia. Była mądrzejsza. Mądrzejsza od lekarzy, od samego Pana Boga. Mądrzejsza mądrością Sary. Tyle, że jej historia nie skończy się happy endem.

 

Czego chce od nas Bóg? Ufności i wiary w Niego. Przecież nie po to pozwolił człowiekowi rozwinąć medycynę na tak wysoki poziom, aby go zostawić z oliwą i pestkami. Nie po to dał nam Zbawiciela, abyśmy pamiętali o nim tylko w nasze święta. Słowa : a wszystko inne będzie wam dodane nie odnoszą się tylko do jedzenia i picia. Także do naszego zdrowia, pracy, wszystkich problemów dużych i małych. Więc ufajmy, gdyż

Niczego mi nie braknie,

Pan duszę ma pokrzepi

Psalm 23

I żyjmy. Żyjmy przez duże Ż.

Kobieta pastorką

Tu jest link do artykułu w interii o żonie naszego wspólnego znajomego pastora Darka Zubera. Artykuł fajny, najgorsze są wpisy pod nim. Ich autorzy  kojarzą  mi się tylko z tym,   co zostawił Lot za plecami.

http://kobieta.interia.pl/gwiazdy/wywiady/news-pastorka-monika-zuber-kobiety-sa-swietnymi-duchownymi,nId,934239

albowiem Królestwo Boże zasadza się nie na słowie lecz na mocy (1 Kor 4.20)

Kiedy przeczytałem po raz pierwszy ten fragment Biblii, miałem o czym myśleć.  Cały świat, jeżeli chodzi o wiarę, opiera się na Słowie.  Słowie słuchanym, zaliczonym w niedzielę, ale czy przeżytym? Czy język nie jest teraz szybszy niż serce? Gdy słyszę wokół siebie wypowiadane pod byle pretekstem słowa – o Boże, o Jezu, Jezus Maria – mówię, to miłe, ale mam na imię Tomek, nie mów do mnie o Boże. Jest taki przepiękny fragment w Biblii z 2 Kor 5.16 – 19. Mówi on o tym, co może zdziałać w człowieku moc Boża, jak go zmienić. Rozejrzyjmy się naokoło. Ludzkim okiem widzimy głupotę, niewiarę, sobiepaństwo, brud, chamstwo etc. Ale oto nagle poznajemy jakiegoś brudnego, śmierdzącego człowieka bez pracy i mieszkania. I on nas zawstydza. Zawstydza nas, ponieważ żyje z Bogiem i ma w nosie przymusy dzisiejszej cywilizacji. Jest jak Łazarz. Zawstydza nas, ponieważ my żyjemy pewnym rytmem – w tygodniu praca, a w niedzielę do kościoła na nabożeństwo. W tym rytmie nie ma miejsca na Boga, na chwilę refleksji. Niedzielne nabożeństwo staje się rutyną (bo tak wypada) nie wnoszącą nic w nasze życie. I oto nagle okazuje się, że człowiek niegodny (wg naszego odczucia) daje świadectwo, świadectwo z mocy. Oto ten najgorszy porywa za serce. Jest przypowieść, kiedy uczony w piśmie modli się w Świątyni mówiąc, dziękuję Ci Boże, że nie jestem jako ten celnik… Celnik zaś w tym samym czasie mówi Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Żyjmy z mocy (1 Kor 3. 10 -13), żyjmy mocą (potrzebą) głoszenia Słowa, bądźmy przykładem – nie uczynków, ponieważ są one ulotne, ale czucia i myślenia. Przykładem ducha, a nie ciała.  Albowiem to duch wyzwala, a ciało niewoli. Bądźmy ochrzczeni nie wodą, ale  duchem i ogniem. Żyjmy. Żyjmy nie dla tu i teraz, ale żyjmy po to, aby świadczyć. Świadczyć, że Jezus ma moc, że Bóg poprzez Syna Człowieczego dał nam pewność Zbawienia. Nie poprzez blogi i słowa, ale poprzez moc BOŻĄ.