Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5799
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

pogaduchy

Super dieta a pewność zbawienia

Kiedyś czekając na przystanku na autobus do Wapienicy ( moi przyjaciele znają tą historię) zwróciłem uwagę na starego, zaniedbanego mężczyznę. Akurat podjeżdżał autobus do Czechowic – Dziedzic kursujący co godzinę. Sypie śnieg, spory mróz. Starszy pan był obładowany mnóstwem tobołków i reklamówek pełnych jakichś odpadów i szmat, wokół unosił się nieszczególny zapach. Zaczął biec do tego autobusu. Jego bieg był bardzo specyficzny, stawiał bardzo drobne kroki, wręcz tzw stopki.  Widać było, że jest pewien, że dobiegnie, a jeżeli nawet nie, to kierowca na pewno poczeka na starszego człowieka z tobołkami. Okazało się, że nie zdążył, kierowca nie widział, autobus odjechał. Nieszczęście, trzeba czekać jeszcze godzinę, późny wieczór, mróz.

Tymczasem jestem przekonany, że w tych torbach nie było niczego wartościowego, że gdyby je odrzucił, to by zdążył na autobus, byłby bezpieczny i w cieple.

Tak właśnie jest z naszym życiem. Każdy z nas ma moment, że musi podjąć konkretną  decyzję, tak tak lub nie nie. Mój kumpel podjął taką decyzję – dla dobra dzieci sprzedał mieszkanie w mieście i kupił dom do remontu na wsi. Nie ma telewizora, ma płyty i internet, blisko do Krakowa i jest happy. Ale on poszedł na całość. A zwykły człowiek?  Po jakimś czasie jest tylko refleksja: gdybym wtedy wyjechał do Londynu, nie byłbym na bezrobociu, gdybym przestrzegał diety, nie miałbym takiej tuszy, gdybym leczył moją astmę, cukrzycę czy HIV, to byłbym dalej sprawny, bo gdybym wstąpił do policji, wojska, ożenił się z tą paskudną Maryśką zza rogu… Itd itp.

Często robimy coś na pół gwizdka i jesteśmy rozczarowani wynikiem.  Zaczynamy dietę, chodzimy na siłownię, rzucamy palenie czy też zaczynamy wreszcie leczyć zęby.  Dobre chęci kończą się najwyżej po miesiącu.

Tak samo jest z Bogiem. Po rodzinnej tragedii, po własnej chorobie, po jakimś nieszczęściu jesteśmy rozmodleni. I to pomaga. Ale potem to przechodzi. Okazuje się, że wierzymy na pół gwizdka. Chodzimy na nabożeństwa, uczestniczymy w pielgrzymkach, spotkaniach ekumenicznych, nosimy symbole naszej wiary… I nie mamy potrzeby czytania Biblii (Pisma Świętego). Ba, mało tego, nie chcemy rozmawiać o Bogu, unikamy tego tematu, podobnie jak tematu choroby i śmierci.  Dlaczego? Gdyż dzisiejszy człowiek nie ma pewności Zbawienia. Ma natomiast nadzieję, że uczestnictwo w nabożeństwie tego czy tamtego kościoła mu pomoże, że jakoś się uda, ze jednak dobiegnie ze swoimi torbami do autobusu z napisem Zbawienie (Życie Wieczne).

Tymczasem wystarczyło odrzucić krępujące ruch torby, aby dobiec do autobusu, wytrwać w diecie, aby schudnąć, wytrwać na fotelu, aby mieć zdrowe zęby… I prawdziwie uwierzyć.

Wystarczyło uwierzyć, zrozumieć i przyjąć, że nawet takiego beznadziejnego typa jak ja pokochał Bóg. W Jan 3.16-18 jest napisane: Albowiem tak Bóg umiłował świat ( a więc także mnie), że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg syna na świat, aby sądził świat, ale aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony (…).

Czy to znaczy, że Bóg daruje nam nasze złe uczynki, potknięcia? Tak za nic? Co mamy zrobić, aby na to zasłużyć? A sąd? Co z sądem nad grzesznikami?

Jan 5.24    Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał (czyli jeżeli wierzymy Bogu, że jego Syn, Jezus Chrystus przyszedł na ten świat dla naszego zbawienia  – przypis mój), ma żywot wieczny i nie STANIE PRZED SĄDEM, lecz przeszedł z śmierci do żywota.

Tak na chłopski rozum, czyżby Bóg nie wiedział albo ignorował fakt, ze się potykamy, że jesteśmy grzeszni i niedoskonali, ze każdemu z nas można coś zarzucić? I taki dar? Dla nas?

I list św. Pawła do Rz. 8.10    Jeśli jednak Chrystus jest w Was, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, jednak duch jest żywy przez usprawiedliwienie.

Dlatego też to, co robimy, róbmy dobrze i do końca. Biegnijmy ze wszystkich sił, szczuplejmy z uśmiechem, nie bójmy się rozmawiać o Bogu. I miejmy pewność Zbawienia, ponieważ gdy prawdziwie uwierzymy ( nie na pół gwizdka), to co w nas cielesne, zostanie przybite do krzyża, a to co duchowe, zostanie wywyższone i usprawiedliwione przez Zbawiciela.

A co Wy myślicie?