Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 4995
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 23

pokłosie niedzieli

Zrobisz ten jeden krok?

Pozwolicie, że zacznę od fragmentu Starego Testamentu.

W ciemności postępują, Chwieją się wszystkie posady ziemi. (6) Rzekłem: Wyście bogami I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego, (7) Lecz jak ludzie pomrzecie I upadniecie jak każdy książę.

(Ks. Psalmów 82:5-7, Biblia Warszawska)

Co sprawia, jesteśmy w naszym ziemskim życiu bogami i synami Najwyższego? Wszak nasze życie jest zdeterminowane tyloma czynnikami, że nie czujemy się panami własnego losu. Codzienna walka o byt, choroby, praca, utrzymanie rodziny…gdzie tu miejsce na boskość? Świadomość własnej śmierci i kruchości naszego ciała – lecz jak ludzie pomrzecie – też nie pomaga w bezstresowym oczekiwaniu kolejnego dnia. Jak więc przestać się bać niewiadomego, jak stać się synem?

Znacie na pewno przypowieść o nakarmieniu pięciu tysięcy pielgrzymów. Jest opisana w trzech Ewangeliach. Wielotysięczny tłum szedł za Jezusem w oczekiwaniu na kolejny cud. Było tym ludziom obojętne co to będzie – kolejne uzdrowienie, kazanie czy też wypędzenie złego ducha. W tym tłumie czuło się emocje niczym przed rzymskimi igrzyskami w Koloseum. Byleby się coś działo. Byli już głodni i zmęczeni, ale to od Jezusa oczekiwali zaspokojenia swoich potrzeb. Każdy z nich miał przyniesione z domu jedzenie, które skrzętnie ukrywał – wszak nie wiedzieli, jak długo będą w drodze.

Wielokrotnie czytając Biblię te same jej fragmenty odbierałem inaczej niż kiedyś. Tak samo było tym razem.

Polska czasów PRL – u była państwem opiekuńczym, Obywatel miał być tylko lojalny, a w zamian za to państwo zapewniało mu pracę, łatwo dostępne, powszechne wykształcenie,, bezpłatną służbę zdrowia . Robotnicy rolni i przemysłowi mieli zagwarantowane mieszkania ( po zaliczeniu 20 – letniej kolejki oczywiście) oraz rozbudowaną opiekę socjalną – urlopy, zasiłki, wczasy… Ta nadopiekuńczość państwa wykształciła myślenie roszczeniowe – daj, bo mi się należy, ja nic nie muszę dawać, nie muszę się starać i zabiegać.  Ci ludzie, zwichnięci mentalnie przez nadopiekuńczy system, nie mogli sobie poradzić w pomagdalenkowej rzeczywistości – wpadli w permanentne bezrobocie. Umieli tylko wyciągać rękę po datek, nie potrafili zrobić kroku do przodu, aby zmienić coś w swoim życiu, ich egzystencja to było stanie w bezruchu nad przepaścią, to strach przed nieznanym. Czy ten jeden krok to krok ku przepaści i zatraceniu, czy też początek nowego życia?

Zwróćcie uwagę na to, że ludzie wychowani w biedzie,w niechęci do szkoły i książek, których rodzice żyją w stylu a la Ferdynand Kiepski tak samo wychowują swoje dzieci. Przez całe pokolenia nie mogą wyzwolić się ze schematu, w którym biedny płodzi biednych, żebrak płodzi następnych żebraków, cwaniak uczy cwaniactwa, a bezradny bezradności. Podobnie z kościołami – katolik czy protestant od wielu pokoleń nawet nie zna zasad swojej wiary. NIKT  z tych ludzi nie potrafi wyrwać się z kręgu niemocy. Ale czy naprawdę nic nie można zrobić?

Jezus mógł! Oto z pięciu chlebów i dwóch ryb nasycili się wszyscy. Cud? Tak, bo oto każdy z Żydów przestał myśleć o sobie i zaczął się dzielić tym, co miał. Jezus nie zmienił sytuacji, w której znalazł się człowiek, on zmienił CZŁOWIEKA! I tak głodny zdolny jest się nasycić, biedny zapewnić godziwy byt rodzinie a letni stać się gorącym. W Nim wszystko jest możliwe!

Jest jedna przypowieść w Biblii, której zawsze unikałem jak ognia, ba! – wręcz jej nie lubiłem. Totalnie jej nie rozumiałem… aż do wczoraj.  To podobieństwo o nieuczciwym zarządcy.

(1) Potem powiedział jeszcze do uczniów: Był pewien bogaty człowiek, który miał zarządcę, a tego oskarżono przed nim, że trwoni jego majętność. (2) I przywoławszy go, rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twojego szafarstwa, albowiem już nie będziesz mógł nadal zarządzać. (3) I rzekł zarządca do siebie samego: Cóż pocznę, skoro pan mój odbiera mi szafarstwo? Nie mam sił, aby kopać, a żebrać się wstydzę. (4) Wiem, co uczynię, aby mnie przyjęli do domów swoich, gdy zostanę usunięty z szafarstwa. (5) I wezwał dłużników swego pana, każdego z osobna, i rzekł do pierwszego: Ile winieneś panu memu? (6) A ten odrzekł: Sto baryłek oliwy. Rzekł mu więc: Weź zapis swój, siądź i szybko napisz pięćdziesiąt. (7) Potem rzekł do drugiego: A ty ile winieneś? A ten odrzekł: Sto korców pszenicy. Rzekł mu: Weź zapis swój i napisz osiemdziesiąt. (8) I pochwalił pan nieuczciwego zarządcę, że przebiegle postąpił, bo synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od synów światłości.

(Ew. Łukasza 16:1-8, Biblia Warszawska)

Irytowało mnie, ze człowiek posądzony o kradzież dodatkowo rozdaje jeszcze dłużnikom majętność swego pana czyniąc z nich wspólników swojej kradzieży. Czytając ten fragment byłem po prostu zły – oto niegodziwiec został jeszcze pochwalony! Przecież powinien zostać przykładnie ukarany! Postanowiłem zmierzyć się z moim problemem postrzegania tego fragmentu. Kim byli dłużnicy? Czy darowanie tak wielkiej części długu, a trzeba pamiętać, że 50 baryłek oliwy czy 20 korców pszenicy stanowiły wymierny majątek, zmieniło ich życie? Hmm… Na pewno to byli ludzie biedni, wszak nikt z własnej woli nie wpada w długi. Zastanowił  mnie przedmiot długu – oliwa i pszenica. Był to ewidentnie towar na handel. Ci ludzie pomimo swojego ubóstwa walczyli o lepsze jutro! Nie chcieli tej pożyczki zwyczajnie przejeść, a ją pomnożyć. Tak więc umorzenie części długu przez zarządcę było po myśli jego pana – wszak lepiej odzyskać 50 baryłek oliwy, niż stracić całe 100. Tym sposobem bogacz okazał się ludzkim przedsiębiorcą, jego zarządca człowiekiem dbałym o powierzony majątek i godnym pochwały, a dłużnicy otrzymali kolejną szansę na poprawę bytu swoich rodzin…Nikt im nie anulował długu, ale otrzymali kolejny dowód zaufania od  - no od kogo? – od Pana, właściciela i stworzyciela wszechrzeczy. Uff… przeszło dwadzieścia lat zajęło mi odkrycie tej prostej prawdy.

Mamy wszyscy szansę na odkrycie w sobie mocy Bożej, siły, która determinuje nie tylko nasze życie, ale i życie naszych bliskich. Zmienia ona nasze postrzeganie świata, zmienia nasz system wartości, sprawia, że nie jesteśmy tylko jednymi z wielu, ale dostępujemy synostwa.

Na koniec jeszcze posłanie od Pana naszego, Jezusa Chrystusa skierowane do nas wszystkich.

(19) Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; (20) ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. (21) Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje.

(Ew. Mateusza 6:19-21, Biblia Warszawska)

 

 

Czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi?

Przewrotne pytanie. Czy On tego chce? Jeżeli chce, dlaczego dopuszcza do tego, że bywamy nieszczęśliwi?  Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Dlaczego dopuszcza do tego, że chorujemy? Hmm… W Psalmie 103 czytamy:

(1) Dawidowy. Błogosław, duszo moja, Panu I wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! (2) Błogosław, duszo moja, Panu I nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! (3) On odpuszcza wszystkie winy twoje, Leczy wszystkie choroby twoje. (4) On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością. (5) On nasyca dobrem życie twoje, Tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja.

(Ks. Psalmów 103:1-5, Biblia Warszawska)

Ktoś by powiedział: jak to? Ratuje od zguby, leczy choroby, odnawia się młodość? Wprawdzie wierzę w Boga, ale jednak choruję, nikt mnie nie ratuje ani nie robi dobrze w moim życiu. Nie zbieram  żadnych owoców swojej wiary. Tymczasem ciężko doświadczony Job zwrócił się do pana:

(4) Słuchaj, proszę. I ja chcę mówić; będę cię pytał, a Ty racz mię pouczyć! (5) Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię.

(Ks. Hioba 42:4-5, Biblia Warszawska)

Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie… To zupełnie jak ja i miliony ludzi żyjących od czasów Golgoty. Chrześcijaństwo dzisiaj jest wszechobecne, otaczają nas różne jego formy. Każdy wie, każdy słyszał, prawie każdy czytał Biblię. Powinniśmy więc być społeczeństwem na wskroś idealnym, wiernym i przepełnionym miłością. Czy tak jest? Czy moje oko może tak jak Hiob zobaczyć Pana?

(53) A gdy się przeprawili na drugą stronę, przyszli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. (54) A gdy wyszli z łodzi, zaraz go poznali. (55) I rozbiegli się po całej tej krainie, i poczęli na łożach znosić chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywał. (56) A gdziekolwiek przyszedł do wsi albo do miast, albo do osad, kładli chorych na placach i prosili go, by się mogli dotknąć choćby kraju szaty jego; a ci, którzy się go dotknęli, zostali uzdrowieni.

(Ew. Marka 6:53-56, Biblia Warszawska)

Tysiące ludzi z ziemi Genezaret, którzy SŁYSZELI o Nauczycielu, przybiegło doń. Ciągnęli, wieźli i nieśli swoich chorych w nadziei na uzdrowienie. Czekali na Niego we wsiach i miasteczkach, witali Go na rynkach. Cieszyli się z Jego przybycia. Radość ta trwała do czasu, gdy wszyscy potrzebujący zostali uzdrowieni. Potem  odeszli do swoich domów, nie ma już o nich w Biblii żadnej wzmianki. Słyszeli, ale w przeciwieństwie do Hioba, nie zobaczyli. A było ich tysiące… Zastanawiam się, czy to nie tacy ludzie pytają się dzisiaj, czy Bóg chce, abyśmy byli szczęśliwi? Czy chce, abyśmy byli zdrowi? Czy to nie tacy ludzie są dzisiaj najbardziej roszczeniowi, a ich modlitwa sprowadza się do słowa daj? Nie wiem. Wiem za to, co daje mi siłę. Wiem, że mogę być szczęśliwy chorując, że czasami mogę uśmiechać się poprzez łzy.

(1) A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. (2) I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; (3) ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. (4) A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. (5) On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. (6) I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! (7) I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, (8) i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. (9) A cały lud widział go, jak chodził i chwalił Boga; (10) poznali bowiem, że to był ten, który dla jałmużny siadywał przy Bramie Pięknej świątyni; i ogarnęło ich zdumienie i oszołomienie z powodu tego, co mu się przydarzyło. (11) A gdy się on trzymał Piotra i Jana, zbiegł się do nich cały lud zdumiony do przysionka, zwanego Salomonowym.

(Dzieje Apost. 3:1-11, Biblia Warszawska)

Oto zamiast jałmużny chromy uzyskał coś znacznie więcej – wiarę w Jezusa Chrystusa, i to ta wiara sprawiła, że skakał,  biegał i chwalił Pana. Czy on w Jerozolimie nigdy nie słyszał o Jezusie lub Jego uczniach? Oczywiście , że słyszał. Zobaczył Go jednak dopiero teraz – i to skutecznie. Zobaczył Jezusa i Jego dzieło w sobie samym, w największej świątyni od czasów Salomona.  Co było dalej?

(12) Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: Mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? (13) Bóg Abrahama i Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych, uwielbił Syna swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uważał, że należało go wypuścić na wolność; (14) wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. (15) I zabiliście Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych, czego my świadkami jesteśmy. (16) Przez wiarę w imię jego wzmocniło jego imię tego, którego widzicie i znacie, wiara zaś przez niego wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.

(Dzieje Apost. 3:12-16, Biblia Warszawska)

„Wiara zaś przez niego ( Jezusa ) wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.”  Czyż ten człowiek nie stał się szczęśliwy w Panu? I to pomimo całego życia spędzonego w cierpieniu i chorobie? Nie dostał od Piotra złota ani srebra – otrzymał Żywot. Na koniec jeszcze mała wisienka na niedzielnym torcie.

(30) I wiele innych cudów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są spisane w tej księdze; (31)te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc MIELI ŻYWOT W IMIENIU JEGO.

(Ew. Jana 20:30-31, Biblia Warszawska)

W ten oto sposób nie doznamy krzywdy od drugiej śmierci.

Milczenie

Wczoraj z żoną obejrzeliśmy najnowszy film Martina Scorsese ” Milczenie”, ale o filmie napiszę później. Zacznę od fragmentu Ewangelii św. Łukasza. Każdy z nas zna opowieść, w której Symeon udzielił błogosławieństwo dziecku o imieniu Jezus. Rodzice po zarejestrowaniu potomka w świątyni natknęli się przy wyjściu na starego Żyda. Nie będę opisywał całego zdarzenia, skupię się na jego zakończeniu.

(34) I błogosławił im Symeon, i rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, (35) i aby były ujawnione myśli wielu serc; także twoją własną duszę przeniknie miecz.

(Ew. Łukasza 2:34-35, Biblia Warszawska)

Także twoją własną duszę przeniknie miecz… Jak poczujesz ten ból, ból utraty i odrodzenia, ból rozpaczy i nadziei, to dopiero wtedy staniesz się nowym Człowiekiem. O tym chcę dzisiaj Wam napisać.

W Ewangelii św. Mateusza (Ew. Mateusza 26:36-46, Biblia Warszawska)  czytamy:

(36) Wtedy idzie Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemane, i mówi do uczniów: Siądźcie tu, a Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. (37) I wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych, i począł się smucić i trwożyć. (38) Wtedy mówi do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; pozostańcie tu i czuwajcie ze mną. (39) Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty. (40)I wrócił do uczniów, i zastał ich śpiących, i mówił do Piotra: Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? (41) Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe.

U końca drogi Człowiek, Syn Boży, poszedł na Górę Oliwną , aby w samotności się pomodlić i prosić  Ojca o zmianę Planu, prosić o swoje ludzkie życie - Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie. Czuł się samotny i rozdarty, taki po ludzku bezsilny. Bóg milczał, w takiej chwili nie dał żadnego znaku. Na dobitkę jego ulubieni uczniowie zamiast czuwać, zasnęli. Przypomniałem sobie 28 Psalm: „ (1) Dawidowy. Do ciebie wołam, Panie, skało moja, Nie bądź głuchy na wołanie moje, Abym, jeślibyś milczał, Nie stał się podobny do tych, którzy schodzą do grobu! ”

Film Milczenie opowiada o parze jezuitów, którzy dostali się do Japonii w poszukiwaniu zaginionego towarzysza.  Przewodnikiem ich był Kochijiro, apostata, który wyparł się wiary, by chronić swoje życie. W Ówczesnej Japonii ( XVII w) zagrożony siłą kolonialnych potęg szogunat wydał wojnę Japończykom wyznającym chrześcijaństwo.  Władcy Japonii kosztem zabicia 300 000 swoich poddanych umocnili swoją władzę.  Jezuici zatrzymali się w rybackiej, chrześcijańskiej  wiosce. Samurajowie żądając wydania księży wzięli czterech zakładników, po trzech dniach zabili trzech z nich, Kochijiro za cenę podeptania wizerunku Chrystusa ponownie ocalił życie. Księża modlili się za mordowanych – bezskutecznie, a zdrajca jakby nigdy nic poprosił o wybaczenie i spowiedź. Wkrótce potem Kochijiro za cenę  300 sztuk srebra wydał głównego bohatera w ręce samurajów, a przy najbliższej okazji znowu się wyspowiadał.  Kochijiro od razu skojarzył mi się z Judaszem, ale to nie jest takie proste… Nikt nie obiecywał, że nowonarodzenie nie będzie trudne, nie mówił, że także twoją własną duszę przeniknie miecz.

Co było dalej?

(42) Znowu po raz drugi odszedł i modlił się, mówiąc: Ojcze mój, jeśli nie może mnie ten kielich minąć, żebym go pił, niech się stanie wola twoja. (43) I przyszedł znowu, i zastał ich śpiących, albowiem oczy ich były obciążone.

Ileż razy jest tak, że ktoś obok nas na nas liczy, pragnie zrzucić część swojego ciężaru na nasze barki, a my nie możemy mu pomóc, gdyż sami mamy obciążone zmęczeniem powieki. Ileż razy jest tak, że modlimy się, aby to Bóg ulżył nam w naszej pracy Syzyfa – bez reakcji. Pewien filozof skwitował to jednym zdaniem: kiedy modlimy się, aby Bóg zmienił sytuację, w której się znaleźliśmy, on nie reaguje, gdyż zmienia nas. Zmienia nas skutecznie – następnego ranka widzimy nasz problem zupełnie inaczej, a przecież ten problem, ten ciężar nie zniknął.

(44) I zostawił ich, znowu odszedł i modlił się po raz trzeci tymi samymi słowami. (45) Wtedy przyszedł do uczniów i mówił do nich: Śpijcie dalej i odpoczywajcie, oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. (46) Wstańcie, pójdźmy; oto się zbliża ten, który mnie wyda.  Czyż w ciągu nocy Człowiek się nie zmienił - Śpijcie dalej i odpoczywajcie?

Podobnie było z księdzem. Japończycy wymordowali resztę swoich pobratymców wyznających chrześcijaństwo ponownie oszczędzając Kochijiro, który znowu podeptał ikonę, i znowu poprosił o wybaczenie i spowiedź.  Kiedy przyszła godzina próby jezuita musiał także nadepnąć na wizerunek. Dopiero wtedy usłyszał głos. Jezus z płaskorzeźby odezwał się do niego: nadepnij mnie. Tak jakby w domyśle wołał – dokończ moje dzieło, wyrzeknij się mnie, abym ożył w tobie, poczuj swój miecz w duszy  i poczuj moje cierpienie… Summa summarum oficjalnie Portugalczyk wyparł się wiary, a Kochijiro wkrótce za tę wiarę oddał życie. Nadepnij mnie… nie wyrzecz się mnie, ale uwolnij się od swojego starego myślenia…

Skąd ten tytuł – milczenie? Nie wiem jak apostołowie czy też Scorsese, ale ja je  rozumiem jako twórczą ciszę, zastąpienie krzyku strachu i rozpaczy milczeniem pełnym nadziei na nowy dzień, pełnym skupienia i refleksji nad Bożym Planem wobec mnie.

Na koniec Psalm 27:

(4) O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam: Abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, By oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię jego. (5) Bo skryje mię w dzień niedoli w szałasie swoim, Schowa mnie w ukryciu namiotu swego, Postawi mnie wysoko na skale.

Czy też postawił Ciebie tak wysoko, abyś nie musiał zadzierać głowy  w poszukiwaniu Nieba?

UPÓR

W Księdze Zachariasza czytamy:

(1) Proście Pana o deszcz późnej pory deszczowej! Pan stwarza chmury burzowe i zsyła deszcz. On daje ludziom chleb, zieleń na polu. (2) Lecz terafy mówią słowa mylne, a wróżbici mają kłamliwe widzenia. Sny, które tłumaczą, są złudne, puste ich słowa pociechy. Dlatego ludzie włóczą się jak trzoda, błąkają się, gdyż nie mają pasterza.

(Ks. Zachariasza 10:1-2, Biblia Warszawska)

Oto ludzie, którzy otrzymywali od Boga chleb i zielone pola, którym Bóg zsyłał deszcz i dobre plony przestali Mu wierzyć i ufać. Zaczęli się zwracać do dziwnych, obcych ludzi, zaczęli się gubić we własnym życiu. Efekt mógł być tylko jeden – dla nich samych ich życie straciło wartość . Bóg to przewidział, a Izajasz opisał.

(3) rzeczy przeszłe od dawna zwiastowałem, z moich ust one wyszły i zapowiadałem je, nagle wykonałem to i spełniło się. (4) Ponieważ wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu, (…)

(Ks. Izajasza 48: 3-4, Biblia Warszawska)

Tekst jest oczywiście o ludu Izraela opisywanym także w Księdze Zachariasza, ale ma on drugie dno… i to dno żywotne.  ”Wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu…”  To opis każdego z nas. Czyż nie wiemy lepiej? Nie jesteśmy mądrzejsi i bardziej doświadczeni od innych? Czyż nie należy się nam zawsze szacunek i uwaga? Tak właśnie myślimy, bo mamy zamiast karku ścięgno z żelaza, które powoduje, że nie możemy pochylić głowy, zniżyć wzroku, podziękować czy przeprosić. Dlaczegóż więc Pan nas takim stworzył, a właściwie dopuścił do wypaczenia swojego doskonałego dzieła? Do takiej dewastacji naszym ego? Odpowiedź jest prosta – nie chciał niewolnika. Po co mu twór z gliny.

W Dziejach Apostolskich jest opowieść, do której lubię wracać – i za każdym razem brzmi ona inaczej.

(1) A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana (2) i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy.

Saul podróżował oczywiście karawaną do Damaszku. Była to niezbędna ochrona przed napadami  Beduinów. Tylko karawana licząca kilkaset ludzi i zwierząt była bezpieczna.

(3) I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, (4) a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? (5) I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; (6) ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. (7) A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli.

Głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli. Było ich kilkuset ślepców? Każdy z nas zna ten fragment, ale teraz proszę sobie wyobrazić, że tą karawaną jesteśmy my, a nie jacyś ludzie sprzed dwóch tysięcy lat. I to my słyszymy głos jezusowy, a nie potrafimy go umiejscowić. To my jesteśmy świadkami czegoś ważnego, a nie ogarniamy własnym rozumem tej sytuacji. To my, ludzie mamy wszystko, słyszymy Jego głos z różnych miejsc, a sami błądzimy bez pasterza. Ale to się zmienia, zmienia tu i teraz… „ i zapowiadałem je, nagle wykonałem to i spełniło się”.

(8) I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. (9) I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił.

Oto nastała ciemność, ciemność w ludzkich umysłach i sercach, nie tylko w oczach Saula. Mrok trwający trzy dni – znamienne, prawda? Cóż było dalej?

(10) A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. (11) Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli. (12) I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego włożył, aby przejrzał. (13) Ananiasz zaś odpowiedział: Panie, słyszałem od wielu o tym mężu, ile złego wyrządził świętym twoim w Jerozolimie; (14) ma także upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia twego. (15) Lecz Pan rzekł do niego: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; (16) Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego.

Każdy normalny człowiek, chrześcijanin,  postąpiłby tak samo jak Ananiasz – przestrzegłby Pana przed niebezpieczeństwem grożącemu Jego dziełu przez Saula. Ale Plan Boży był inny. Dlaczego? Co takiego było w Saulu, że ten fanatyczny sługa Sanhedrynu był niezbędny Bogu?  ”Ponieważ wiedziałem, że jesteś uparty i że twój kark jest ścięgnem z żelaza, a twoje czoło ze spiżu… ” Powtórzę – Bóg ani przed tysiącami lat, ani teraz nie chciał mieć w człowieku niewolnika.  Dlatego dopuszczał, aby i wtedy, i teraz człowiek schodził z Jego drogi. Czyż każdy z nas nie miał chwil wahań i wątpliwości? Czy zawsze uczynki nasze były doskonałe? Czy także  przez nas ktoś nie płakał? Ten nasz upór, tępy, zawzięty i bezmyślny, nasze ja…

(17) I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. (18) I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony.

(Dzieje Apost. 9:1-19, Biblia Warszawska)

Saul  został napełniony Duchem Świętym. Stał się narzędziem doskonałym w ręku Pana, a jego największe wady – upór,  kark będący ścięgnem z żelaza i czoło ze spiżu stały się największymi zaletami. Oto Ananiasz powiedział do niego Bracie Saulu i nałożył nań ręce. My też wokół siebie mamy takich ludzi, dopuśćmy ich do siebie, aby nasz upór stał się pełen Miłości, nasz sztywny kark podtrzymywał braci i  siostry w Wierze, a twarde, spiżowe czoło łamało wszystkie przeszkody zła…zła w nas samych.

Czy to już koniec mego rozważania? Jeszcze nie. Przypominają mi się słowa Martina Luthera Kinga : miałem piękny sen, a w tym śnie… tutaj narzucają mi się inne słowa z  Objawienia św. Jana:  I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. To ja widziałem nowe niebo i nową ziemię, a w tej nowej ziemi nowego mnie.

I dalej:

(5) I rzekł Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. (6) I rzekł do mnie: Stało się. Jam jest alfa i omega, początek i koniec. Ja pragnącemu dam darmo ze źródła wody żywota. (7) Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.

(Apokalipsa (Objawienie) 21:5-7, Biblia Warszawska)

I oto Ten, który siedzi na tronie uczynił nowym także mnie, napoił mnie ze źródła żywota i uczynił mnie zwycięzcą… mnie, człowieka, którego upór,  kark będący ścięgnem z żelaza i czoło ze spiżu były  największymi wadami.  Stał się we mnie Alfą i Omegą, dzięki niemu nie doznam krzywdy od drugiej śmierci. Jeżeli to udało się Panu ze mną, to tym bardziej z wami,  Bracia i Siostry

Dodałeś mocy duszy mojej

Dedykuję Braciom i Siostrom ze zboru w Katowicach i Bielsku – Białej, a także wszystkim moim Przyjaciołom.

Bo oto ci, na których nie liczyłem, okazali mi swoją siłę i serce, zawstydzili moją niewiarę w człowieka.

Zacznę tradycyjnie od Starego Testamentu.

I wysławiam imię twoje

Za łaskę i za wierność twoją,

Bo nad wszystko wywyższyłeś imię i słowo swoje.

W dniu, gdy cię wzywałem, wysłuchałeś mnie,

Dodałeś mocy duszy mojej.
(Ks. Psalmów 138:2-3, Biblia Warszawska)

Dodałeś mocy duszy mojej… Mi, niegodnemu, pełnemu wątpliwości, szarpanemu pytaniami, na które język ludzki nie ma odpowiedzi. Wysłuchałeś mnie Panie. Pokazałeś, że nie jestem sam. Jak to zrobiłeś? Już Wam opowiem, Bracia i Siostry, co się stało.

A widząc lud, użalił się nad nim, gdyż był utrudzony i opuszczony jak owce, które nie mają pasterza.  Wtedy rzekł uczniom swoim: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało.  Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje.

(Ew. Mateusza 9:36-38, Biblia Warszawska)

Jak się stać tym robotnikiem winnicy Pańskiej? Jak przestać być niewiernym Tomaszem, jak zobaczyć to, co niewidzialne?

Spróbuję przekazać wam odpowiedź, którą otrzymałem od Pana poprzez dwie przypowieści.

Wszyscy znacie na pewno program p. Magdy Gessler Kuchenne Rewolucje. Ostatnio oglądałem kolejny odcinek. Właścicielka z problemem alkoholowym zaniedbała swoją restaurację. Jej przyjaciółka, aby nią wstrząsnąć i dać jej siłę do walki sprowadziła p. Gessler. Scenariusz typowy – nieświeże produkty do kosza, zmiana wystroju , nowe menu. Cała odpowiedzialność spoczywała na Przyjaciółce – ona prowadziła kuchnię, zakupy, była managerem za pół darmo, ratowała restaurację przed upadkiem. Co było dalej? Już wam piszę.

I powiedział ( Jezus – dopisek mój) to podobieństwo: Pewien człowiek miał figowe drzewo zasadzone w winnicy swojej i przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł.  I rzekł do winogrodnika: Oto od trzech lat przychodzę, by szukać na tym figowym drzewie owocu, a nie znajduję. Wytnij je, po cóż jeszcze ziemię próżno zajmuje?

(Ew. Łukasza 13:6-7, Biblia Warszawska)

Właściciel winnicy chciał po prostu iść najprostszą drogą i zrezygnować. Po co walczyć i inwestować w jakieś drzewo, jakiegoś człowieka, jakiś zbór? Po co przykładać serce do straconej sprawy, ratować jakąś restaurację, jakieś drzewo. jakiegoś człowieka? Ponieważ „ Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera ” - (List do Rzymian 14:7, Biblia Warszawska). I stało się. Winogrodnik, najmita, odezwał się tymi słowy:

A tamten odpowiadając, rzecze: Panie, pozostaw je jeszcze ten rok, aż je okopię i obłożę nawozem,  może wyda owoc w przyszłości; jeśli zaś nie, wytniesz je.

(Ew. Łukasza 13:8-9, Biblia Warszawska)

Okopię i obłożę nawozem! Daj mu Panie szansę, daj  ją mi!

P. Gessler zmieniła menu. Wymyśliła dziczyznę i leśne grzyby. I to wypaliło! Mnóstwo ludzi miało w tym udział. Zaczęli przychodzić klienci. Obkopanie wydało pierwsze owoce!

Co było dalej z restauracją i drzewem figowym?

P. Gessler zawsze po kilku miesiącach sprawdzała efekt swojego obkopywania. W czasie takiej kontroli poprosiła o kotlet z jelenia. Wypluła. Po prosiła o następne danie, jedno, drugie trzecie… Pełna porażka. Na pytanie o Przyjaciółkę pracującą w kuchni podpita właścicielka machając ręką stwierdziła – aaa, pracuje gdzie indziej, zdradziła mnie.

W Biblii nie jest napisane, co się stało z obkopanym drzewem. Za to wspomniano o innym drzewie figowym – sykomorze. To na to drzewo wspiął się Zacheusz, aby zobaczyć Jezusa. Na potężne drzewo figowe, o które dbała cała społeczność – a ono dawało wszystkim cień i owoce. Tak to jest opisane:  A gdy Jezus przybył na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź śpiesznie, gdyż dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.

(Ew. Łukasza 19:1-5, Biblia Warszawska)

Obkopane drzewo wydało owoc, owoc, którego nikt nie przewidział. Macie wokół siebie takich winogrodników? Takich , co nas obkopią, obłożą nawozem, napoją Wodą? Jeśli tak, to jest Błogosławieństwo Boże i Jego Plan.

Cóż mogę jeszcze napisać? Czy mogę coś dodać do wersetu z Psalmu „Dodałeś mocy duszy mojej” ? Chyba tylko fragment z  Drugiego Listu św. Piotra:

 

Niech to jedno, umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień.  Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania.

(2 List Piotra 3:8-9, Biblia Warszawska)

 

PS. Ogromnie dziękujemy wszystkim zborom i Kościołowi Ewangelicko – Metodystycznemu w Polsce za olbrzymią pomoc w budowie bielskiej kaplicy. Z Bogiem!

Droga

Tak naprawdę to jak z nami jest? Z nami, ludźmi. Jesteśmy rozdarci między ziemskim życiem a obietnicą Zbawienia. Dzisiaj chcę się podzielić moimi myślami na ten temat.

Czytamy w Księdze Izajasza:

(28) Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość. (29) Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości. (30) Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają, (31) lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają.

(Ks. Izajasza 40:28-31, Biblia Warszawska)

Młodzieńcy (którzy) ustają i mdleją, a pacholęta( którzy) potykają się i upadają to zwykli ludzie rozdarci między ziemią i niebem. Pozornie pełni sił, przy pierwszym problemie ustają z niemożności i upadają. Dlaczego? Dlaczego nie mogą wzbić się w górę jak orły?

ŚW. Jan napisał w rozdziale Ewangelii:  6

(26) Odpowiedział im Jezus i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb i nasyciliście się. (27) Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją.

I oto tłum Żydów, którzy traktowali Jezusa jako lokalną ciekawostkę pozwalającą im najeść się do syta, natychmiast wiedzieli o co chodzi. Odpowiedzieli Nauczycielowi:                             (28) Rzekli więc do niego: Cóż mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże? Odpowiedział Jezus i rzekł im: (29) To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał.

Czyżby chcieli zmienić coś w swym życiu? Mieli wątpliwości, które najpierw zmusiły ich do słuchania Jana Chrzciciela, a teraz Jezusa? Chyba nie.

(30) Rzekli tedy do niego: Jaki więc znak czynisz, abyśmy widzieli i uwierzyli tobie? Jakie dzieło wykonujesz? (31) Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Chleb z nieba dał im, aby jedli.

A więc znowu udowodnij nam, synom mojżeszowym, że naprawdę jesteś Synem Bożym. Pokaż kolejny cud, daj kolejny znak, ale i tak wiemy, że Mojżesz był większy. Żydzi byli tak pewni swego, swej wiary, zakonu i sposobu życia, że patrzyli na Chrystusa jak na kuglarza. Przez swoją pewność i rutynę wiary stali się  młodzieńcami bez sił, pacholętami bliskimi upadku. Co było dalej?

(32) Wtedy rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. (33) Albowiem chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot.

Wśród słuchaczy wybuchł niekłamany entuzjazm.  (34) Wtedy rzekli do niego: Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba!  Odpowiedział im Pan:

(35) Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie. (36) Lecz powiedziałem wam: Nie wierzycie, chociaż widzieliście mnie. (37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz; (38) zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał.

(Ew. Jana 6:26-38, Biblia Warszawska)

Już po pierwszych słowach pojawił się opór i oburzenie – mamy Mojżesza, mamy proroków, zakon i Świątynię, mamy ustabilizowane życie, wiemy jak przestrzegać przykazań, pokarmy mleczne na prawo, mięsne na lewo, nic nam nie grozi… Czy naprawdę? Naprawdę młodzieńcy i pacholęta?

A przecież wszystko to już było. W Ewangelii św. Łukasza czytamy:

(26) A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego. (27) Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i nastał potop, i wytracił wszystkich. (28) Podobnie też było za dni Lota: Jedli, pili, kupowali, sprzedawali, szczepili, budowali; (29) a w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba ogień z siarką i wytracił wszystkich. (30) Tak też będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.

Tak samo było na Wołyniu w latach 1943 – 44.  Zamieszkali tam Polacy byli pewni, że nic im nie grozi. Żyli od pokoleń pośród Ukraińców, razem tworzyli społeczność, razem obchodzili święta prawosławne i katolickie. Nie wierzyli, że cokolwiek  złego może ich spotkać – żyli ustabilizowanym życiem – msza niedzielna, praca, rodzina. Razem z Ukraińcami „  jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia” Rzezi. Ukraińcy w barbarzyński sposób wymordowali 200 tysięcy bezbronnych Polaków, starców, kobiety i dzieci.

Co mówił Jezus?

(31) Jeśli kto w owym dniu będzie na dachu, a rzeczy jego w mieszkaniu, niechaj nie schodzi na dół, aby je zabrać; a kto będzie na polu, podobnie, niechaj nie wraca. (32) Wspomnijcie żonę Lota. (33) Ten, który zabiegać będzie o życie swoje, by je zachować, utraci je, a kto je utraci, odzyska je. (34) Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. (35) Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona. (36) Dwóch będzie na roli; jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony.

(Ew. Łukasza 17:27-36, Biblia Warszawska)

Są rzeczy ważniejsze niż majątek i wygodne, ziemskie życie. Jest ktoś, kto może sprawić, że wstaniemy z kolan, wzbijemy się w górę jak orły, przestaniemy być pacholętami. To nasz Pan, Jezus Chrystus. Niektórzy w Niego wątpią – nie modlę się, bo Bóg mnie nie wysłucha, bo go nie ma, bo nie warto, bo mam fajne, cielesne życie… Św. Piotr pisze w swoim 2 Liście:

(8) Niech to jedno, umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. (9) Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania.

(2 List Piotra 3:8-9, Biblia Warszawska)

Cóż jeszcze dodać?

Chyba tylko fragment z Księgi Izajasza, fragment mówiący o Synu Bożym, a tak naprawdę mówiący o każdym z nas.

(9) Ty, którego pochwyciłem na krańcach ziemi i z najdalszych zakątków powołałem, mówiąc do ciebie: Sługą moim jesteś, wybrałem cię, a nie wzgardziłem tobą: (10) Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej.

(Ks. Izajasza 41:9-11, Biblia Warszawska)

 

 

 

 

 

 

 

 

Wykupiłem Cię

Zacznę od słów Izajaszowych dotyczących Chrystusa, a poprzez Niego również nas.

(1) Oto sługa mój, którego popieram, mój wybrany, którego ukochała moja dusza. Natchnąłem go moim duchem, aby nadał narodom prawo. (2) Nie będzie krzyczał ani wołał, ani nie wyda na zewnątrz swojego głosu. (3) Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. (4) Nie upadnie na duchu ani się nie złamie, dopóki nie utrwali prawa na ziemi; a jego nauki wyczekują wyspy.

(Ks. Izajasza 42:1-4, Biblia Warszawska)

Zwróćmy uwagę na te słowa: Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. Co to znaczy? Czym lub kim jest nadłamana trzcina, gasnący knot?

W Ewangelii św. Mateusza czytamy:

A Piotr siedział zewnątrz, na podwórzu. I przystąpiła do niego jedna służebna, mówiąc: I ty byłeś z Jezusem, Galilejczykiem. (70) On zaś zaparł się wobec wszystkich i rzekł: Nie wiem, co mówisz. (71) A gdy wyszedł ku bramie, ujrzała go inna i mówiła do tych, co tam byli: Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. (72) I znowu zaparł się pod przysięgą: Nie znam tego człowieka. (73) A w chwilę po tym przystąpili ci, co tam stali, i rzekli Piotrowi: Prawdziwie, ty też jesteś z nich; wszak zdradza cię i twoja mowa. (74) Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego człowieka.

(Ew. Mateusza 26:69-74, Biblia Warszawska)

Oto ten, który miał być skałą, ten, który pierwszy powiedział do Jezusa : Tyś jest Synem Bożym,  okazał się trzciną nadłamaną…Galilejczycy mówili gwarą, łatwo było ich odróżnić od mieszkańców Jerozolimy, poza tym wszyscy uczniowie byli rozpoznawalni. Wyparcie się uczniostwa było bez sensu, niemniej strach i stres, szok po aresztowaniu Nauczyciela nadłamał Piotra, przygasił jego płomień… Pan to przewidział.

(37) A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. (38) Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. (39) A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony.

(Ew. Jana 7:37-39, Biblia Warszawska)

W tym momencie Żydzi zaczęli się kłócić między sobą. Jedni widzieli w Jezusie Mesjasza, drudzy wołali: „  (42) Czy Pismo nie mówi, że Chrystus przyjdzie z rodu Dawida i z Betlejemu, miejscowości, gdzie mieszkał Dawid?”.  Była tam również straż świątynna, której żołnierze czekali na pretekst do aresztowania Chrystusa, jednak słysząc Jego słowa nie nie zrobili nic.

Teraz o kolejnej trzcinie nadłamanej.

(24) A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Bliźniakiem, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. (25) Powiedzieli mu tedy inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. On zaś im rzekł: Jeśli nie ujrzę na rękach jego znaku gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę.

Ale przecież było napisane w Izajaszu: Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. Więc mamy szansę, prawda?

Co było dalej z Piotrem?

I zaraz kur zapiał. (75) I wspomniał Piotr na słowa Jezusa, który powiedział: Zanim kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz. I wyszedłszy, gorzko zapłakał.

(Ew. Mateusza 26:74-75, Biblia Warszawska)

Zapłakał… Jego świat runął i spłonął… Płacz oczyszcza, poprawia wzrok. Poprzez łzy Piotr przejrzał.

A co ze strażnikami świątynnymi?

(45) Przyszli tedy słudzy do arcykapłanów i faryzeuszów, którzy ich zapytali: Dlaczego nie przyprowadziliście go? (46) Słudzy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi. (47) Wtedy odpowiedzieli im faryzeusze: Czy i wy daliście się zwieść? (48) Czy kto z przełożonych lub z faryzeuszów uwierzył w niego? (49) Tylko ten motłoch, który nie zna zakonu, jest przeklęty.
(Ew. Jana 7:45-49, Biblia Warszawska)

Motłoch, który nie zna zakonu i który jest przeklęty w oczach kapłanów. I jest także wywyższony i błogosławiony w Duchu poprzez Jezusa. Więc bądźmy takim motłochem, bądźmy Synami i Córkami, żyjmy Słowem i miłością Chrystusową, czasem nawet wbrew reszcie świata pędzącego gdzieś bez celu.

A co z niewiernym Tomaszem?

(26) A po ośmiu dniach znowu byli w domu uczniowie jego i Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, i stanął pośród nich, i rzekł: Pokój wam! (27) Potem rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz. (28) Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój. (29) Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

(Ew. Jana 20:26-29, Biblia Warszawska)

To jest właśnie sedno naszej wiary - błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Błogosławieni, co nie słyszeli  Słowa bezpośrednio od Nauczyciela, a uwierzyli. Błogosławieni żyjący w Duchu i w Prawdzie, pragnący miłości i dający ją. Błogosławieni ci, którzy otworzyli swoje serce, aby mieć Żywot.

Na koniec wrócę do Izajasza.

(9) Ty, którego pochwyciłem na krańcach ziemi i z najdalszych zakątków powołałem, mówiąc do ciebie: , a nie wzgardziłem tobą: (10) Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej.

(Ks. Izajasza 41:9-10, Biblia Warszawska)

Sługą moim jesteś, wybrałem cię…Byłeś trzciną nadłamaną, a nie złamałem cię, byłeś knotem dogasającym, nie zgasiłem cię – boś jest mój.

Cóż jeszcze dodać? Chyba tylko nasze wyznanie wiary kończąc je słowami : otom jest Panie, poślij mnie.

Nowe myślenie

Zacznę od Starego Testamentu.

I dlatego Pan czeka, aby wam okazać łaskę, i dlatego podnosi się, aby się nad wami zlitować, gdyż Pan jest Bogiem prawa. Szczęśliwi wszyscy, którzy na niego czekają.

(Ks. Izajasza 30:18, Biblia Warszawska)

No niestety, jakże często nasz Pan musi się unieść, aby się nad nami zlitować. Unieść nad naszą płytkością i schematami myślenia. Dał nam wolność, z której często nie potrafimy korzystać, albo stwierdzamy, że to za trudne. Kiedy byłem ostatnio na nabożeństwie w zborze w Katowicach, młoda siostra pytała się dzieci o modlitwę, co się stanie, jeśli Pan jej nie wysłucha. Mały szkrab z krawatką autorytarnym tonem  stwierdził, ze taka modlitwa…   czeka na wypełnienie, ponieważ Pan ma swoje plany i swój czas. Ostatnio moja kuzynka po raz kolejny zdawała prawo jazdy. Jej mama poradziła jej, aby się pomodliła. Eee, nie warto, i tak Bóg tego nie wysłucha. Nie wiem, czy jednak prosiła Pana, czy też nie, niemniej prawko zdała. Jaki wniosek z tego? Ucieknę do Ewangelii św. Mateusza.

(18) A rano, wracając do miasta, łaknął. (19) I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści. I rzecze do niego: Niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki. I uschło zaraz figowe drzewo. (20) I ujrzawszy to uczniowie, zdumiewali się i mówili: Jakże prędko uschło figowe drzewo!

(Ew. Mateusza 21:18-20, Biblia Warszawska)

Figowce miały swoje miejsce w sercach społeczności Izraela. Dawały cień, dawały owoc. Niektóre drzewa miały po tysiąc lat, były otaczane opieką. A tu takie coś. Co chciał im  i nam Jezus pokazać?

(28) A jak się wam wydaje? Pewien człowiek miał dwóch synów. Przystępując do pierwszego, rzekł: Synu, idź, pracuj dziś w winnicy. (29) A on, odpowiadając, rzekł: Tak jest, panie! Ale nie poszedł.

(Ew. Mateusza 21:28-29, Biblia Warszawska)

No niestety, mamy swoje ego, wiemy lepiej, a na ludzi patrzymy poprzez naszą, często irracjonalną, klasyfikację, poprzez tzw szufladki. Oto mówimy: mój piesek nie gryzie, mój synek to dobre dziecko, ten bigos jest świeży, pieniądze oddam najdalej pojutrze. Tymczasem ten obok ma zupełnie inne zdanie. Boję się tego psa, bo jest agresywny, jego syn to chuligan, strułem się starym bigosem u znajomych, już pół roku nie oddaje mi ten człowiek moich pieniędzy. Mówimy tak, robimy nie. Zmuszamy Boga, aby powstał i pochylił się nad nami. Na szczęście On to robi skutecznie.

21) A Jezus, odpowiadając, rzekł im: Zaprawdę powiadam wam, jeślibyście mieli wiarę i nie wątpili, nie tylko to, co się stało z drzewem figowym, uczynicie, ale gdybyście i tej górze rzekli: Wznieś się i rzuć do morza, stanie się tak. (22) I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie.

(Ew. Mateusza 2121-22, Biblia Warszawska)

Gdybyście mieli wiarę… O cokolwiek byście prosili Z WIARĄ, z wiarą i zaufaniem, otrzymacie. Od razu mam przed oczami tego malca w krawacie z katowickiego zboru… Bóg cały czas daje nam szansę.

(30) I przystępując do drugiego, powiedział tak samo. A on, odpowiadając, rzekł: Nie chcę, ale potem zastanowił się i poszedł. (31) Który z tych dwóch wypełnił wolę ojcowską? Mówią: Ten drugi. Rzecze im Jezus: Zaprawdę powiadam wam, że celnicy i wszetecznice wyprzedzają was do Królestwa Bożego. (32) Albowiem przyszedł Jan do was ze zwiastowaniem sprawiedliwości, ale nie uwierzyliście mu, natomiast celnicy i wszetecznice uwierzyli mu; a wy, chociaż to widzieliście, nie odczuliście potem skruchy, aby mu uwierzyć.

(Ew. Mateusza 21:30 – 32, Biblia Warszawska)

Wrócę do początku, do Izajasza. Szczęśliwi, którzy na niego czekają. Szczęśliwi ci, którzy nie wątpią, którzy nie widzą przeszkód. Szczęśliwi ci, których ziemskie życie nie może złamać, złamać tej ufności. A jeszcze bardziej szczęśliwi są ci, którzy doczekali – tu i teraz – i zobaczyli Pana  w pełnej zbroi miłości. Doznali pewności zbawienia.

 

 

 

 

 

 

Zamykanie oczu

Na co dzień pracuję z pacjentami, wykonuję zdjęcia m.in. panoramiczne RTG zębów. Takie zdjęcie wykonuje się przy zamkniętych ustach i otwartych oczach. Dlaczego? Usta muszą być zamknięte, aby pacjent oddychał przez nos, co jest bardzo ważne, oczy zaś muszą być otwarte, aby pacjent nie chwiał się w czasie badania. Tymczasem 90 % pacjentów zamykając usta zamyka i oczy. Kiedy proszę o ich otwarcie, od razu otwierają także usta. Muszę kilkakrotnie prosić – proszę zamknąć usta i otworzyć oczy. Takie proste, a nie do ogarnięcia przez większość.

Dlaczego o tym piszę?

Ponieważ w życiu jesteśmy bardzo często ślepi z własnego wyboru… i dobrze nam z tym.  Wiemy lepiej.

W Ewangelii św. Jana czytamy:

(1) Potem było święto żydowskie i udał się Jezus do Jerozolimy. (2) A jest w Jerozolimie przy Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca pięć krużganków. (3) W nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali na poruszenie wody. (4) Od czasu do czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i poruszał wodę. Kto więc po poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał zdrowie, jakąkolwiek chorobą był dotknięty. (5) A był tam pewien człowiek, który chorował od trzydziestu ośmiu lat. (6) I gdy Jezus ujrzał go leżącego, i poznał, że już od dłuższego czasu choruje, zapytał go: Chcesz być zdrowy? (7) Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy; zanim zaś ja sam dojdę, inny przede mną wchodzi. (8) Rzecze mu Jezus: Wstań, weź łoże swoje i chodź. (9) I zaraz ten człowiek odzyskał zdrowie, wziął łoże swoje i chodził.

(Ew. Jana 5:1-9, Biblia Warszawska)

Chcesz być zdrowy? No przecież wiem, że to niemożliwe, wszyscy są źli i nie chcą mi pomóc… Chcesz być zdrowy? No ale jak, kto mnie wrzuci do sadzawki? Chcesz być zbawiony? No ale jak, całe życie szukam, chodzę po kościołach, pytam się księży i pastorów, no i…CHCESZ BYĆ ZBAWIONY?

Od razu przypomina mi się Koziołek Matołek Kornela Matuszyńskiego – całe życie szukał biedaczysko czegoś, co jest bardzo blisko.

Lubię militaria i często mam militarne skojarzenia. Najlepszą formacją samolotów myśliwskich jest dwójka – prowadzący i przyboczny. Ten ostatni pilnuje boków i tyłów prowadzącego. Taka para jest najbardziej efektywna. Podobnie w średniowieczu – rycerz wyruszał do boju z giermkiem przy boku. Każdy z nas ma dwie ręce, parę dłoni, którymi może ścisnąć w czasie agapy dłonie – no ilu osób na raz? Dwóch. Bóg to nie masa ludzi i nie tysiące wyznawców. Bóg to ta dwójka ludzi koło mnie. To oni mnie wspierają i to oni podnoszą mi ręce wołając Abba – Ojcze. Ich zaś wspiera kolejna dwójka – ten łańcuch dopiero tworzy wspólne zgromadzenie, Kościół nie ludzkimi rękami zbudowany.

Więc obejrzyjmy się wokół siebie nowymi oczami – przejrzyjmy i zobaczmy. Bo nasz Pan ma ludzkie oczy i używa różnych ciał, aby do nas dotrzeć.

Kiedy postawili Żydzi Jezusa na sąd przed Piłatem, ten im odrzekł – ECCE HOMO, ja nie widzę w nim winy. Oto Człowiek!!! Cały czas słyszę i czuję te słowa gdzieś w środku. Bo to było o mnie i o każdym z Was, Bracia i Siostry.

W Ewangelii św. Mateusza czytamy:

(13) Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (14) A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.

Na tej wąskiej drodze idą szeregiem wybrani. Siostra z przodu pokazuje mi drogę, a brat z tyłu mnie dopinguje. Tak to widzę. Bez tej dwójki zgubiłbym się pewnie w codzienności i tym, co łatwe. Zginąłbym w bezimiennej masie. Na moje szczęście Bóg dał mi wybór drogi. No i dał mi Braci i Siostry, dał mi ludzi, którzy mnie wspierają, choćby dopingując mnie do pisania. Jest i druga strona medalu – zły wybór i szeroka, łatwa droga.

(21) Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. (22) W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? (23) A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.

(Ew. Mateusza 7:13-14, 21 – 23  Biblia Warszawska)

Prorokowali, modlili się, uzdrawiali, czynili cuda… I nic. Dlaczego? Nie usłyszeli dwóch słów: Ecce Homo.

 

 

Last minute

Oglądałem niedawno serial Domek z kart opowiadający o człowieku, który zdobył stanowisko prezydenta USA. Któregoś dnia w Białym Domu zaproszeni mnisi tybetańscy na olbrzymim stole zaczęli układać z kolorowego piasku geometryczny wzór. Posługiwali się czymś w rodzaju fajek. Stukając specjalnym młoteczkiem poprzez maleńki cybuch wysypywali po pare ziarenek piasku na rozrysowany wzór. Praca niesłychanie mozolna i czasochłonna. Czterech mnichów układało kilkumetrowy wzór przez siedem dni pracując dzień i noc. Pierwszego dnia prezydent zdumiał się na ich widok. Kiedy pracownicy wytłumaczyli mu, kto zacz, stwierdził, ze teraz nie ma czasu i później obejrzy ich przy pracy.

Lecz teraz, Panie, Ty jesteś naszym

Ojcem,

my jesteśmy gliną, a Ty naszym

Stwórcą i wszyscyśmy dziełem

twoich rąk!

Nie gniewaj się, Panie, zanadto i nie

pomnij winy na wieki!

Ach! Spojrzyj, że my wszyscy

jesteśmy twoim ludem.

Święte twoje miasta stały się

pustynią,

Syjon stał się pustynią, Jeruzalem

pustkowiem.

Święty, wspaniały nasz przybytek,

w którym chwalili cię nasi ojcowie,

stał się pastwą ognia, a wszystko,

co było naszą rozkoszą,

leży w gruzach!

(Ks. Izajasza 64:8-11, Biblia Warszawska)

Izraelici mieli tak dużo, najpiękniejszą świątynię, Pana po swojej stronie, wiarę , zakon…Teraz „a wszystko,co było naszą rozkoszą,leży w gruzach! ” Świątynia też była nie byle jaka. Zbudowana z olbrzymich wapiennych bloków, wykończona w środku najdroższym drewnem – libańskim cedrem i afrykańskim mahoniem, ozdobiona złotem i srebrem. Sama kotara ze złotogłowiu oddzielająca Arkę Przymierza od reszty przybytku wg przekazów miała osiem metrów wysokości i ważyła kilka ton! Czyż nie był to powód do dumy?

Tymczasem po trzech dniach mozaika z piasku zajęła już połowę olbrzymiego stołu. Prezydent co rano przechodził koło mnichów, ale zajęty swoimi sprawami przestał na nich zwracać uwagę. Zastanawiałem się, jak mnisi zabezpieczą swoje dzieło, aby się nie zniszczyło. Jakiś impregnat? Wszak wystarczy jakiś przeciąg, aby je uszkodzić.

I oto czytamy w Ewangelii, co o świątyni mówił Jezus:

 I gdy On wychodził ze świątyni, rzekł mu jeden z uczniów jego: Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle.  A Jezus mu odrzekł: Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony..

(Ew. Marka 13:1-2, Biblia Warszawska)

…”a wszystko,co było naszą rozkoszą,leży w gruzach! ” Dlaczego? Skąd ta srogość i gniew wobec synów Izraela?

Mnisi już kończyli sypać mozaikę z piasku, prezydent oczywiście nie miał czasu, natomiast jego żona ostatniego dnia zatrzymała się w swoim biegu , spojrzała na stół, po czym przyniosła sobie krzesło i kilka godzin w milczeniu obserwowała mnichów przy pracy ignorując swój plan zajęć, spotkania etc. Przy niej to mnisi wysypywali ostatnie ziarnka piasku. Mozaika była przepiękna. Geometryczne wzory, mnóstwo kolorów…i cisza.

Powróćmy do Biblii. Skąd ta srogość? I co na to Jezus?

Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową.  Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego.  Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien.  I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien.  Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je.  Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka; a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego.  A ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej.

(Ew. Mateusza 10:38-42, Biblia Warszawska)

Ta recepta jest wg mnie bardzo prosta. Bóg chce tylko od nas, abyśmy mu służyli służąc drugiemu człowiekowi. Dzięki Niemu inaczej zaczynamy postrzegać świat, nasze otoczenie, naszych bliskich. Kochamy oczywiście nasze rodziny i nasze dzieci, ale kiedyś nasi rodzice odejdą, dzieci pójdą na swoje…Jednak jeżeli mamy w sobie Jego miłość, to ta więź będzie silniejsza od śmierci. Kubek zimnej wody podany maluczkiemu nie jest naszym kubkiem, pamiętajmy o tym.

A co z mozaiką? Nie było żadnego impregnatu. Kilka godzin po skończeniu dzieła kilkunastu mnichów pomodliło się nad mozaiką, jednym ruchem specjalnej deseczki zgarnęli ze stołu efekt tygodniowej pracy, piasek zsypali do specjalnego dzbanka i z całym ceremoniałem wysypali go do rzeki na przedmieściach Waszyngtonu. Prezydent NIGDY nie zobaczył dzieła.

Niech ten fragment Ewangelii św. Jana będzie podsumowaniem naszego spotkania.

Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki –  Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie.  Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.  Jeszcze tylko krótki czas i świat mnie oglądać nie będzie; lecz wy oglądać mnie będziecie, bo Ja żyję i wy żyć będziecie.  OWEGO DNIA POZNACIE , ŻE JESTEM W OJCU MOIM I WY WE MNIE, A JA W WAS.