Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 5461
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 23

przypowieści

Jak gołąb

Zaufaj Panu i czyń dobrze, Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! Rozkoszuj się Panem, A da ci, czego sobie życzy serce twoje!Powierz Panu drogę swoją, Zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni… (Psalm 37).

W Ewangelii św. Łukasza, w 12 rozdziale, jest przepiękny fragment pt Nie troszcie się, serdecznie zapraszam do lektury całości:

Potem rzekł do swoich uczniów:  Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie.  Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki!  Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia?  Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne?  Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich… I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni!  O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie.  Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.  Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy.  Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.

Tam będzie i serce wasze…Gdzie ono jest?  Tak naprawdę o co zabiegamy, jakie sa nasze priorytety? Czy praca i codzienny wyścig szczurów nie zasłanie nam Boga? Czy mamy do Niego zaufanie? Czy wierzymy, że tak naprawdę nic się nam  nie stanie? W Objawieniu św. Jana jest odpowiedź: Zwycięzca nie dozna szkody od drugiej śmierci!

Wczoraj czytałem przepiękny wiersz. Pochodzi on z tomiku Juliana Staniewskiego ” To dusza moja śpiewa”. Wiersz ma tytuł „Jak gołąb” i przytaczam go za zgoda członka naszego zboru, który jest synem autora.

Wysłano mnie z listem poleconym

na ziemię -

mam przelecieć od – do

uzyskać odpowiedź -

po co żyć warto,

a lecąc nie zbrukać

skrzydeł duszy

i nie zapomnieć

adresu przeznaczenia

a kopertę – pełną miłości

mam doręczyć Bogu

 

Tak ma wyglądać nasze życie. Żyjemy od – do, i mamy naszym świadectwem, naszym życiem Bogu  doręczyć przesyłkę – oto Jezus żyje. Żyje w nas, w naszym sercu, w naszych myślach, w naszych bliskich, w naszych siostrach i braciach.

Na koniec jeszcze przytoczę kolejny piękny fragment, tym razem  z Dziejów Apostolskich, rozdział 19.

Kiedy Apollos znajdował się w Koryncie, Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. Zapytał ich: Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę? A oni do niego: Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty.  Jaki więc chrzest przyjęliście? – zapytał. A oni odpowiedzieli: Chrzest Janowy.  Jan udzielał chrztu nawrócenia, przemawiając do ludu, aby uwierzyli w Tego, który za nim idzie, to jest Jezusa – powiedział Paweł.  Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa.   A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali.  Wszystkich ich było około dwunastu mężczyzn.

Tak jest z nami. Gdy zabiegamy o byt, uczęszczamy w  niedzielę na nabożeństwo myśli mając zupełnie nieobecne, jesteśmy ochrzczeni chrztem Janowym. A tuż obok ciebie i mnie stoi On i czeka… Spójrz, podnieś wzrok na Niego, zróbmy to razem i bądźmy razem z Nim.

Przypowieść o przyjacielu o północy

Każdy głoszący Słowo Boże mówi także o sobie, o tym, co przeżywa, co dla niego jest ważne. Czytając Biblię odnajduję w niej sytuacje, które już przeżyłem, takie deja vu. W Łuk.11,5-12 czytamy: Któż z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu:  Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, Albowiem mój przyjaciel przybył do mnie, będąc w podróży, a nie mam mu co podać. A tamten z mieszkania odpowie mu: Nie naprzykrzaj mi się, drzwi już są zamknięte, dzieci moje są ze mną w łóżku, nie mogę wstać i dać ci. Powiadam wam, jeśli nawet nie dlatego  wstanie i da mu, że jest jego przyjacielem, to dla natręctwa jego wstanie i da mu, ile potrzebuje.

Zupełnie jakbym widział siebie. Ile razy późną porą szedłem do jednego sąsiada mówiąc: mam w domu awarię,  pomóż mi, lub do drugiego rano jadę do pracy, a akumulator w motorze mi padł. I oni SZLI.  Szli narzekając pod nosem na mnie i na późną porę. I nawet nie wiedzieli, jak wielki przykład mi dają, jak fantastyczne świadectwo wystawiają samym sobie.

Dalej jest napisane: A ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam (…). Gdzież jest taki ojciec spośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę da mu węża, albo o jajo, da mu skorpiona?

I teraz najważniejsze: Jeśli więc wy, którzy jesteście ŹLI, umiecie dobre dary dawać swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą.  Dla mnie niesamowity tekst. Oto bowiem Bóg znając nasze niedoskonałości inwestuje w nas Ducha. Inwestuje za co? Za jedną prośbę. Daje nam Ducha nie za uczynki (jesteście źli), ale z obietnicy.

Dla mnie Biblia tworzy jedną całość, jedna przypowieść wchodzi w drugą, kolejne świadectwo jest kontynuacją wcześniejszego. Dlatego też ta historia ma część dalszą.

W  Mat.16,21-28 Jezus tłumaczy uczniom, że musi udać się do Jerozolimy, aby wypełniły się zakon i proroctwa, że musi zginąć i po trzech dniach zmartwychwstać. Na to Piotr, czując się pierwszym spośród równych, wziął go na bok (aby inni nie słyszeli – przypis mój). Tam zaczął go upominać (sic!): Miej litość nad sobą Panie! To nie może przyjść na ciebie.   Piotr miał inną wizję powinności Chrystusa i gotów był jej bronić, co zresztą zrobił obcinając później ucho strażnikowi Świątyni.

Na to mocno zirytowany Jezus głośno rzekł do niego: Idź precz ode mnie szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co boskie, ale o tym co  ludzkie.
Łatwo jest wpaść w taką samą pułapkę, co Piotr. Wszak on chciał dobrze. Wiedział lepiej.  Tymczasem czasem trzeba się wznieść ponad nasze ego i pewność naszego sądu, aby posłuchać innych. Ponieważ dopiero wtedy jak u adwersarza nie będziemy widzieć brudnych paznokci, zaniedbania, braku wykształcenia czy też 100 innych powodów, dla których go nie szanujemy, ale zaczniemy go słuchać, może dopiero wtedy poczujemy w nas Królestwo…

Dalej ciągle zirytowany Jezus zwrócił się do osłupiałych sytuacją uczniów:  Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się ZAPRZE samego siebie i weźmie swój krzyż, i niech idzie za mną. Bo kto by chciał zachować życie swoje, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, ODNAJDZIE JE (nie zachowa, nie odzyska lecz odnajdzie – przypis mój). Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek za duszę swoją?

Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam, kto by utracił życie swoje dla mnie odnajdzie je…

A jakieś podsumowanie? Najlepszym będzie ten fragment Biblii (Łuk.23, 39-43). Trzech wisi na krzyżach. Dwóch morderców i Chrystus. Jeden z tych dwóch obrócił głowę do Jezusa i począł się naśmiewać: więc to ty jesteś Chrystusem? Skoro tak, ratuj siebie i nas  (udowodnij mi, ze masz moc i władzę nad żywymi i umarłymi, ze jesteś synem Bożym). Na co ten drugi z oburzeniem: czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszna karę ponosimy za to, co uczyniliśmy. Ten zaś niczego złego nie uczynił. I rzekł: Jezu wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do SWEGO Królestwa.

A więc wiedział. Wiedział, że Królestwo Boże nie pochodzi z tego świata, że Jezus jest synem Bożym. Niestety nie widział szans, aby tam wejść, gdyż był grzeszny. Pamiętacie te słowa? Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam, kto by utracił życie swoje dla mnie odnajdzie je…

Jezus odpowiedział: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju.

Za jedno Słowo.

Niemożliwe

Dzisiaj na nabożeństwie niedzielnym młody, 20 letni człowiek w swoim wystąpieniu opowiadał o Bogu. Odniósł się do filmu ” Niemożliwe”, którego główny bohater będąc na wakacjach z rodziną martwi się o swoją pracę, gdzieś tam, w domu. Tymczasem przyszła fala tsunami zabijając w 2004 roku ok 200 000 ludzi. Rodzina zostaje rozproszona, szukają się nawzajem. Ten młody mężczyzna mówił o tym, że on jest pod opieką, że ma pewność tego, że nic z tego co jest doczesne i cielesne nie ma znaczenia, gdyż Bóg o nim pamięta.

Symeon, człowiek sprawiedliwy i pobożny (Łuk 2.28-35) miał objawione przez Ducha Św, że nie umrze, póki nie ujrzy Zbawiciela. Kiedy Józef i Maria przyszli z synem do świątyni, aby dopełnić formalności zakonu, podszedł do nich, wziął na ręce niemowlę i zawołał: teraz puszczasz sługę swego, Panie wg słowa swego w pokoju, gdyż oczu moje ujrzały zbawienie twoje, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich ludów:  Światłość która oświeci pogan i chwałę ludu twojego izraelskiego. Pobłogosławił Józefa i Marię i rzekł: Oto ten tutaj przeznaczony jest, aby upadło przezeń i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. I aby były ujawnione myśli wielu serc i aby także t w o j ą  własną duszę przeniknął m i e c z.

To ostatnie zdanie jest skierowane do każdego z nas. Cóż to za miecz przenikający naszą duszę? O tym dalej.

Po proroctwie symeonowym, mówiącym o tym, że Światłość oświeci pogan, Jezus będąc już dojrzałym mężczyzną zaczął naszą drogę do Zbawienia. Cały czas dojrzewał. Wędrując z uczniami w okolicach Sydonu, napotkał niewiastę kananejską. Kananejczycy, podobnie jak Samarytanie  byli w oczach Żydów poganami, z którymi nie można było się kontaktować. Toteż, gdy ta niewiasta wołała zmiłuj się nade mną Panie, Synu Dawida! przyspieszył kroku. Ta wołała dalej: córka moja opętana jest przez demona, zmiłuj się! Uczniowie zwrócili się do Jezusa: Panie odpraw ją, to Kananejka! Potwierdzając to Jezus odpowiedział: jestem posłany t y l k o do zaginionych owiec Izraela. I przyspieszył. Tymczasem ona dogoniła ich, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie pomóż mi. Naprawdę zirytowany Jezus rzekł do niej: niedobrze jest zabierać chleb dzieci i rzucać go szczeniętom (czyli uzdrawiać, nauczać kogokolwiek spoza narodu wybranego – przypis mój). Ona: tak Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołów panów ich. Jezus był w szoku. Oto poganka wierzyła w Niego, w jego moc! Żydzi go negowali, a ta kobieta wydała świadectwo!  Do swoich swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli! (Jan.1.11) Odpowiedział: niewiasto, wielka jest wiara twoja, niechaj ci się stanie, jak chcesz.

Tym jednym zdaniem zrobił sobie wrogów wśród wszystkich faryzeuszy i uczonych w piśmie. Uzdrowił pogankę!

Później było jeszcze ciekawiej. I lepiej – dla nas. W Mat.8.5-13 opisane jest, jak do Chrystusa przyszedł setnik. Rzymianin, poganin, żołnierz, okupant. Zwrócił się doń: Panie sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Jezus trochę lekceważąco odpowiedział: przyjdę i uzdrowię go  (nie określił kiedy, a to, że rozmawia z Rzymianinem było kolejnym powodem oburzenia dla Żydów). Tymczasem setnik odparł: Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój. Szok dla uczniów, ciężkie zdziwienie Nauczyciela. Zwrócił się do nich (i przede wszystkim do nas) – zaprawdę powiadam wam, u  n i k o g o w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem. Powiadam wam: wielu (pogan – przypis mój) przybędzie ze wschodu i zachodu (na północy było morze, na południu pustynia), i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebios. Synowie zaś Królestwa (czyli Żydzi, którzy nie przyjęli Jezusa) będą wyrzuceni na zewnątrz, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. A do setnika: idź, a jak u w i e r z y ł e ś niech ci się stanie. To właśnie wtedy Jezus Chrystus uwierzył i zainwestował w pogan (czyli nie-Żydów). Uwierzył we m n i e, i dał mi szansę zbawienia.

W Chłopach Reymonta Boryna po urazie w głowę był pół roku w śpiączce. Wczesną wiosną słysząc śpiewające ptaki przebudził się, wstał z łóżka i w samej koszuli nocnej poszedł na swoje pole. Tam nabrał do podołka ziemi i, myśląc, że to ziarno zaczął siać. Zrobiwszy kilka ruchów umiera. Umiera szczęśliwy, w blasku słońca, pracując. Jaka to musiała być podświadoma siła, która pozwoliła mu wbrew wszystkiemu iść na to pole i zrobić coś, co było sensem jego życia.

Jakaż to siła w Mocy Bożej, że tak zmienia człowieka! Miecz, który przeniknął duszę niewiasty kananejskiej i setnika sprawił, że uwierzyli. Ten sam miecz sprawił, że uwierzyłem ja.  Miecz ten wyciął ze mnie to, co zbędne, co przeszkadzało w owocowaniu, a właściciel tego miecza nawiózł mnie, użyźnił i podlał, abym wydawał owoc.